Obserwator mediówRezerwat prawicy

Rezerwat prawicy

Dodano
Walka o „wolność mediów” jest próbą utrwalenia medialnego apartheidu. 26 lat dziejów mediów III RP to historia eliminowania i marginalizowania w nich konserwatywnej prawicy

Wygrywa ten, kto określa zasady – to zdanie odnosiło się i odnosi do debaty na temat tego, jak mają wyglądać media i dziennikarstwo we współczesnej Polsce. Co znaczy pluralizm i obiektywizm? Co jest poglądem uprawnionym, a co skrajnym i kontrowersyjnym? Narzędziami są tu język, definicje i etykiety. Długo można wyliczać, kto dyktował ten język, ale prawie nigdy nie byli to ludzie mediów kojarzonych z prawicą.

Język służył do naznaczania, tak by z daleka było widać, czyj pogląd dopuszczony jest tylko warunkowo do ogólnego obiegu opinii. Tak było ze słynnym określeniem „publicysta prawicowy”. Wprowadzał on podział na publicystów i dziennikarzy bezprzymiotnikowych – bo jakoś nikt nie wpadł na pomysł, aby jakimś przymiotnikiem podpisywać Tomasza Lisa, Monikę Olejnik czy Andrzeja Morozowskiego. Lata walki osób takich jak Piotr Semka czy Piotr Zaremba zredukowały skalę tego zjawiska, ale i tak nie wyeliminowały całkowicie stygmatyzacji. Jest bowiem charakterystyczne, że osoby takie jak wyżej wymienieni Lis, Olejnik czy Morozowski nie muszą tłumaczyć się ze swoich poglądów. Trochę już zapomniano historię, gdy kiedyś Monika Olejnik popadła w zdumienie, bo zapytano ją w wywiadzie o to, jakie ma poglądy. – Normalne, europejskie – tylko tyle potrafiła odpowiedzieć. (...)

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 3/2016
Cały artykuł dostępny jest w 3/2016 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc
 0

Czytaj także