Obserwator mediówPoseł PO szczerze o powodach porażki w wyborach. "To moja spowiedź"

Poseł PO szczerze o powodach porażki w wyborach. "To moja spowiedź"

Logo Platformy Obywatelskiej
Logo Platformy Obywatelskiej / Źródło: PAP / Paweł Kula
Dodano 11
Poseł PO Ireneusz Raś w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" opisał powody przegranej PO w Małopolsce. – Eliminowanie ludzi z potencjałem, niechęć do pracy w kampanii. Za dużo tego u nas było. Mówię o tym, bo przyszłoroczne wybory parlamentarne to gra o wszystko – przyznał.

Raś przyznał, że w PO zdawano sobie sprawę z tego, że nie będzie łatwo utrzymać władzy w sejmiku małopolskim. Jak dodał, do końca myślano pozytywnie. – Liczyliśmy, że dostaniemy 14 mandatów, PSL sześć i dalej będziemy rządzić. Zdobyliśmy 11 – stwierdził.

Poseł PO ocenił jednocześnie, że jego partia popełniła wiele grzechów. – Eliminowanie ludzi z potencjałem, niechęć do pracy w kampanii. Za dużo tego u nas było. Mówię o tym, bo przyszłoroczne wybory parlamentarne to gra o wszystko. Nie możemy dalej wyjaławiać się poprzez zamykanie się na nowe środowiska – wyjaśnił.

Raś: Czasem trzeba z wyborcami szczerze porozmawiać

Raś krytycznie ocenił także małopolskie struktury PO. – Małopolska Platforma jest zamknięta od lat – pokazał to raport senatora Łukasza Abgarowicza, czyli wewnętrzny audyt wszystkich regionów PO przygotowany na zlecenie Grzegorza Schetyny przed dwoma laty (...) PO ma w niektórych miejscach w Małopolsce białe plamy. Jak się nie ma gdzieś ludzi, to skąd się potem weźmie kandydatów na listy, a także chętnych do pracy w kampanii – tłumaczy.

– To, co tu mówię, to moja spowiedź. Czasem trzeba z wyborcami szczerze porozmawiać. Nie pretenduję teraz do roli szefa regionu – powiedział Raś.

Czytaj także:
PiS zdecydował. Partia przedstawiła rekomendacje na marszałków i członków zarządów województw

/ Źródło: krakow.wyborcza.pl
/ kga
 11
  • BEZ-ŚCIEMY.PL IP
    przy okazji: CZYSTY NOWOCZESNY NIEMIECKI FASZYZM! TRIUMF GOEBBELSOWSKIEJ SZKOŁY PROPAGANDY!
    https://fakty.interia.pl/polska/news-polskie-obozy-zaglady-w-zdf-jest-wyrok-niemieckiego-trybunal,nId,2621482
    Dodaj odpowiedź 4 0
      Odpowiedzi: 0
    • jacki IP
      Czasami trzeba z wyborcami szczerze porozmawiać a po wygranych wyborach mieć ich w czterech literach wy peowcy tak już macie i dlatego nikt normalny na was nie głosuję tylko imbecyle i SBecy
      Dodaj odpowiedź 5 0
        Odpowiedzi: 1
      • ROBERT IP
        W całej Polsce powinny być napisy Przestępcza Organizacja Esbecka i nie powinna osiągnąć więcej jak około 2% !!! to nienormalne żeby złodziei i przestępców popierało tyle ludzi .
        Dodaj odpowiedź 8 0
          Odpowiedzi: 0
        • obserwator IP
          Jak wygra PO i Tusk to Polska będzie następnym landem Niemiec !!!!!
          Dodaj odpowiedź 13 1
            Odpowiedzi: 0
          • zdelegalizować .PO IP
            Ta partia-agentura BND uzyskała i tak o kilkanaście procent więcej niż powinna.
            Jej wygrana w wielu miastach po takich aferach jest szokująca i b.źle świadczy o wyborcach .PO
            Za to, że jest V kolumną powinna być zdelegalizowana :o
            Dodaj odpowiedź 13 0
              Odpowiedzi: 0
            • wasze miejsce jest w więzieniu IP
              Zamknij ryło, ty kurvvo złodzieju.
              Dodaj odpowiedź 17 5
                Odpowiedzi: 0
              • CAŁY ARTYKUŁ IP
                Eliminowanie ludzi z potencjałem, niechęć do pracy w kampanii. Za dużo tego u nas było. Mówię o tym, bo przyszłoroczne wybory parlamentarne to gra o wszystko. Nie możemy dalej wyjaławiać się poprzez zamykanie się na nowe środowiska. Rozmowa z Ireneuszem Rasiem, posłem Platformy Obywatelskiej.

                Magdalena Kursa: Dlaczego Platforma Obywatelska oddała w wyborach Małopolskę Prawu i Sprawiedliwości? Szczerze proszę.

                Ireneusz Raś: Powiem, choć w partii obowiązuje poprawność polityczna. Grzechów było wiele: eliminowanie ludzi z potencjałem, niechęć do pracy w kampanii. Za dużo tego u nas było. Mówię o tym, bo przyszłoroczne wybory parlamentarne to gra o wszystko. Nie możemy dalej wyjaławiać się poprzez zamykanie się na nowe środowiska.

                No ale zacznijmy od początku – mamy region bardziej konserwatywny niż inne. Patrząc na ogólnopolskie poparcie dla Koalicji Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, wiadomo było, że nie będzie łatwo utrzymać sejmiku małopolskiego, choć do końca myśleliśmy pozytywnie. Liczyliśmy, że dostaniemy 14 mandatów, a PSL sześć i dalej będziemy rządzić. Nie udało się. Zdobyliśmy 11 mandatów.
                Ale chyba nie wszystko można tłumaczyć tym, że region jest bardziej konserwatywny niż np. Pomorze?

                – Nie, ale patrząc na mapę Polski, widać wyraźny podział – południe i wschód są znacznie bardziej tradycyjne niż północ i zachód. Oczywiście do porażki w województwie przyczyniły się też inne czynniki, np. nasze słabości organizacyjne. Za mało jesteśmy otwarci na nowych ludzi, nie zapraszamy na listy silnych liderów z regionu.
                Konkrety?

                – W Krakowie np. znany jest potencjał wyborczy Marty Pateny. W listach do rady miasta nikt nie chciał mieć takiej konkurencji w swoim okręgu. Nie przyciągnięto jej też na krakowską listę Koalicji Obywatelskiej do sejmiku, choć mogło to zaowocować dodatkowym mandatem.

                W przeszłości na Sądecczyźnie obawiano się Zygmunta Berdychowskiego, twórcy Forum w Krynicy, niezwykle popularnego w tamtym rejonie. Nie będę wymieniał nazwisk innych osób, które można było zagospodarować, ale nikt tego nie zrobił.
                Dlaczego tak się dzieje?

                – Być może jest obawa, że ktoś mocny znajdzie się na liście i zagrozi dotychczasowym liderom? Małopolska Platforma jest zamknięta od lat – pokazał to raport senatora Łukasza Abgarowicza, czyli wewnętrzny audyt wszystkich regionów PO przygotowany na zlecenie Grzegorza Schetyny przed dwoma laty. Mało kto go w Krakowie widział, ale ja czytałem. Był krytyczny, wskazywał m.in. na słabość struktur, ale ówczesne władze małopolskiej PO nie zrobiły z tej diagnozy żadnego użytku.
                Co konkretnie pokazał ten tajemniczy raport?

                – Na przykład to, że PO ma w niektórych miejscach w Małopolsce białe plamy. Jak się nie ma gdzieś ludzi, to skąd się potem weźmie kandydatów na listy, a także chętnych do pracy w kampanii. Tak jest w wielu miejscach na Podhalu, na Sądecczyźnie i na ziemi tarnowskiej. Ale generalnie wszędzie trzeba się otwierać na lokalnych samorządowców. Przecież my się możemy bronić tylko listami, postawić na autorytety, znane postacie. Ja np. przekonałem do startu na Podhalu Jakuba Kota (były skoczek narciarski, brat Maćka). Nie dostał się do sejmiku, ale zrobił bardzo dobry wynik, wziął ponad 5 tys. głosów. Niewiele brakowało, a mielibyśmy w tym okręgu drugi mandat.

                Dziś Platforma skupia się na aktywności w Krakowie, a trzeba wreszcie spojrzeć na region. Grzegorz Lipiec był długo nie tylko szefem małopolskiej PO, ale też wicemarszałkiem. Nie wykorzystał tego kapitału. A potem oddał region Aleksandrowi Miszalskiemu, który terenu musi się dopiero uczyć. Tak naprawdę całą odpowiedzialność za wybory do sejmiku od samego początku kampanii zrzucono na marszałka Jacka Krupę. I niewielu chciało mu w tym pomóc. Ja, widząc to, zacząłem go wspierać, ale proszę pytać innych o ich zaangażowanie, szczególnie tych, którzy dziś tak łatwo chcą szukać winy w marszałku.
                Grzegorz Lipiec to pana konkurent w partii, która od lat jest podzielona na zwalczające się środowiska. Może to kolejny powód słabych wyników w skali województwa, a pana dzisiejsza szczerość to forma walki o wpływy?

                – Rywalizacja w ugrupowaniach politycznych jest rzeczą naturalną. To nic nadzwyczajnego. Chodzi tylko o to, by podczas kampanii wyborczej odłożyć na bok wewnętrzne spory i wspólnie pracować, bo wybory to czas walki z konkurentami z zewnątrz. To, co tu mówię, to moja spowiedź. Czasem trzeba z wyborcami szczerze porozmawiać. Nie pretenduję teraz do roli szefa regionu, byłem nim już i wówczas, w 2010 r., wygraliśmy z PiS wybory do sejmiku.
                Teraz wspierany przez pana marszałek Jacek Krupa tak otworzył się na nowe środowiska, że współtworzona przez niego Wspólna Małopolska odebrała głosy Platformie Obywatelskiej, bo wystawiła konkurencyjne listy. To jeszcze bardziej pogrążyło Platformę...

                – Wspólna Małopolska powstawała przed dwoma laty w zupełnie innych realiach – była pomysłem samorządowców, którzy chcieli się bronić przed forsowaną wówczas nową ordynacją wyborczą. Obawiali się centralizacji i przejęcia samorządów przez PiS. Udało nam się zatrzymać złe pomysły rządzących, np. działający wstecz zapis o dwukadencyjności. W tym sensie odnieśliśmy sukces. Problem wziął się z tego, że władze stowarzyszenia Wspólna Małopolska zapragnęły wystawić listy do sejmiku.
                Przecież od początku był taki plan – pomóc nowej sile wejść do sejmiku, a potem stworzyć z nią koalicję.

                – Taki był plan, gdy nie wiedzieliśmy, jaka będzie ordynacja wyborcza. Chcieliśmy wtedy współpracować z niezależnymi samorządowcami, ale po dwóch latach sytuacja diametralnie się zmieniła. I wtedy prawie wszyscy liderzy Wspólnej Małopolski zgodzili się, że do sejmiku nie powinno wystawiać się odrębnej listy, wycofali się z kandydowania i wspierali listę PO. Tak uznali m.in. Monika Karlińska-Nawara, Jan Golba, Maciej Ostrowski i Jan Golonka. Ale Witold Latusek (sekretarz stowarzyszenia) uparł się, żeby te listy wystawić. Ambicje wzięły górę. Nie zrezygnował z tego, choć od marszałka Krupy Wspólna Małopolska dostała poważną ofertę wspólnego startu.

                Dziś już wiemy, że gdyby zsumować wyniki Koalicji Obywatelskiej i Wspólnej Małopolski, mielibyśmy o jeden mandat więcej, właśnie w Krakowie.

                No ale z tej porażki płyną lekcje. Już dziś musimy przygotowywać się do wyborów za rok, szukać odpowiednich kandydatów, dać im czas na spotkania z wyborcami.
                Czołówki list i tak wypełniają zawsze znani działacze, np. posłowie. Ci nowi kandydaci, nawet najlepsi, z reguły odpadają, bo startują z odległych miejsc.

                – W wyborach parlamentarnych wystartujemy w Koalicji Obywatelskiej, która być może jeszcze poszerzy swą formułę – będzie dużo mandatów do wzięcia.

                W tym miejscu muszę wyraźnie podkreślić: choć w sejmiku przegraliśmy, to PO odniosła w wyborach samorządowych w naszym województwie ogromny sukces – w większości miejscowości w Małopolsce rządzą samorządowcy związani lub sympatyzujący z PO. Również w Krakowie.
                Prowadził pan rozmowy ostatniej szansy w sprawie koalicji między PO a Jackiem Majchrowskim. Przez moment wydawało się, że nic z tego nie będzie.

                – Rzeczywiście, strony rozeszły się pewnego popołudnia, na poważnie zastanawiano się, czy iść razem, czy osobno. W takim przypadku Koalicja Obywatelska musiałaby mieć własnego kandydata na prezydenta Krakowa. Według mnie byłoby to niezrozumiałe dla naszych wyborców, zwłaszcza w obecnych realiach politycznych. Dlatego poszedłem do prezydenta, gdy to wszystko się waliło.
                Dlaczego w ogóle zerwano rozmowy między PO a prezydentem?

                – Zawsze jak się tworzy listy tak dużego środowiska, robi się ciasno i pojawia się problem z jedynkami [pierwszymi miejscami na listach kandydatów – red.]. Dlatego w PO były nawet wątpliwości, czy iść z Nowoczesną. Egoizm podpowiadał, by tworzyć własne listy, zamiast dzielić się jedynkami, ale to złudzenie, bo duże listy dają możliwość zdobywania mandatów z dalszych miejsc.

                Dlatego ja nie stawiałem spraw na ostrzu noża, jeśli chodziło o miejsca kandydatów związanych ze mną. Na przykład Bogusław Kośmider musiał zadowolić się trzecim miejscem na liście, bo drugie przypadło kandydatowi Nowoczesnej. Ale nie obraził się, wykonał krok w tył i z tego trzeciego miejsca zrobił świetny wynik, a teraz jest poważnym kandydatem na wiceprezydenta.

                W wypracowaniu koalicji pomógł też wiceprezydent Andrzej Kulig. Również rozmawiał z prezydentem, a potem uczestniczył w negocjacjach. Ale zdradzę, że byli w PO politycy, którzy tego porozumienia nie chcieli.
                Być może dlatego zaraz po wyborach padła zapowiedź, że Koalicja Obywatelska stworzy w radzie miasta odrębny klub. Zabrzmiało tak, jakby w koalicji z prezydentem chodziło tylko o dobry wynik wyborczy, a nie o przyszłość Krakowa.

                – Nie wyobrażam sobie, by teraz nie było ścisłej współpracy z prezydentem Majchrowskim. Według mnie w radzie najlepszy byłby wspólny klub koalicyjny, składający się z dwóch mniejszych. Trzeba też powiedzieć, że w kampanii w Krakowie Platforma bardzo pomogła prezydentowi różnymi akcjami.
                Myśli pan o walce o prezydenturę Krakowa za pięć lat?

                – Pięć lat w polityce to cała wieczność, wtedy możemy mieć zupełnie inną rzeczywistość. Dziś myślę kategoriami jednego roku, który dzieli nas od wyborów parlamentarnych. Ich wynik będzie mieć fundamentalne znaczenie dla Polski. Zwycięstwo dzisiejszego obozu rządzącego wywołałoby apatię części społeczeństwa, a PiS dałoby przyzwolenie na jeszcze większą radykalizację postaw i przejmowanie wszystkiego, łącznie z samorządami.
                W jaki sposób?

                – Na przykład przez wprowadzanie komisarzy. Państwo ma narzędzia, by podważyć autorytet rządzącego samorządowca. Dziś każdemu można postawić zarzuty. A jeśli PiS za rok zwycięży, będą się czuli bezkarnie.
                Koledzy z PO narzekali czasem, że nie widać pana na protestach prodemokratycznych, w obronie sądów czy konstytucji.

                – Na protestach byłem kilkakrotnie. Nie zawsze mogłem, bo miałem obowiązki warszawskie – w gabinecie cieni jestem ministrem turystyki i sportu. Pracowałem też w kampanii samorządowej, w której nie widziałem niektórych kolegów, którzy na protestach stali w pierwszym rzędzie.
                Pan był w przeszłości w PiS, może dlatego nie pędzi pan na manifestacje uliczne przeciw rządowi...

                – Działalność polityczną zaczynałem w Porozumieniu Centrum w 1993 r. Wówczas tych partii było kilkadziesiąt, często przypadek decydował, do której się wstępowało. Dopiero potem przychodziła weryfikacja i wybór określonej drogi. Dziś jestem w pełni świadomy, jak ważna jest PO i to, że tworzy polityczne centrum. Roman Giertych powiedział mi kiedyś, że dziś w PO jest jak w „Solidarności” w 1989 r. – przychodzą ludzie z odległych środowisk, dla których liczy się jeden cel: nie dopuścić, by Polska zeszła z demokratycznej drogi. Rządzący cały czas nakręcają spiralę nienawiści i za chwilę Polacy będą tak skłóceni, że ktoś z zewnątrz może chcieć to wykorzystać.
                Na poziomie samorządu można się dogadać z PiS?

                – Samorządowcy powinni ze sobą oczywiście rozmawiać, no ale powiedzmy szczerze: radni PiS mają do powiedzenia to, o czym dowiedzą się z przekazu SMS-owego z Warszawy. A przecież tu nie ma wielkiej polityki, tylko sprawy mieszkańców. Aby coś wspólnie budować, trzeba mieć partnera, który może podejmować samodzielnie decyzje.
                Zna pan trochę PiS od środka. Co się stało, że dziś ta partia łamie demokratyczne standardy albo pisze na nowo historię?

                – Wiele osób z tego środowiska – dotyczy to zwłaszcza przywódców – ma duże kompleksy, obawy. Mają potrzebę pokazania: „teraz my”. To ludzie, którym w III RP nie zawsze się wszystko udawało, dlatego teraz chcą pisać na nowo historię. To im się nie uda, nie da się np. wymazać prawdy o Lechu Wałęsie.
                Jak przed wyborami parlamentarnymi PO powinna rozmawiać z konserwatywnymi mieszkańcami Małopolski?

                – Jest bardzo wielu konserwatystów, którzy chcą wspierać działania przeciw PiS, bo widzą negatywne konsekwencje tych rządów, np. dla Kościoła. Kościół nie zbierze dobrych owoców, jeśli jest wpisywany instrumentalnie przez PiS do swej polityki. Dla mnie, katolika, to zagrożenie, bo na tym uścisku polityki z Kościołem zyskuje PiS, a Kościół traci.

                Poza tym ludzie nie chcą konserwatyzmu, który atakuje wszystkich innych w Polsce.

                Z ludźmi trzeba rozmawiać, wzbudzić ich zaufanie. Trzeba teraz popatrzeć na wyniki do sejmiku osób bezpartyjnych, startujących z różnych list, i zastanowić się, kogo z nich można zaprosić na listy Koalicji Obywatelskiej do parlamentu. I do pracy w partii. Tak łowi się nowe talenty polityczne. Nie można jednak potem bać się rywalizacji i eliminować ludzi z potencjałem. U nas za dużo tego było. Ale teraz nie możemy już stawiać na własny komfort, jedynka na liście nie może bać się dwójki, dwójka nie może bać się trójki itd. Koalicja Obywatelska musi wrócić do idei nożyc, musi mieć lewe i prawe skrzydło. Konserwatywna Małopolska również jest w tym projekcie potrzebna.
                W kampanii do parlamentu PiS będzie mogło się chwalić inwestycjami ministra Adamczyka. Nawet Jacek Majchrowski mówi, że z żadnym ministrem tak dobrze mu się nie współpracowało. A za rządów PO Małopolska była pomijana przy dzieleniu centralnych pieniędzy...

                – Inwestycjami można się chwalić, gdy są skończone. Niektóre umowy na inwestycje podpisywano poza tym za naszych czasów, np. na odcinek „zakopianki” między Lubniem a Rabką. Tak jest, że jedni zaczynają, a inni kończą... Minister Adamczyk podpisał umowę na północną obwodnicę. Mam nadzieję, że jak będzie kończona, my będziemy rządzić.

                Gdyby ktos chciał przeczytac te brednie
                Dodaj odpowiedź 4 9
                  Odpowiedzi: 0
                • cesia IP
                  platfusy w Małopolsce poległy okrutnie, ale czas dla nich pracuje, wystarczy nic nie mówić i nic nie robić
                  Dodaj odpowiedź 10 6
                    Odpowiedzi: 0
                  • ciocia Micia IP
                    Na pokutę 6 razy pocałować w zadek Schetynę. On was wyzwoli.
                    Dodaj odpowiedź 32 2
                      Odpowiedzi: 0
                    • Grzegorz IP
                      Koniec PO
                      Dodaj odpowiedź 31 2
                        Odpowiedzi: 0

                      Czytaj także