Obserwator mediówZmieniło się tyle, a nic się nie zmieniło

Zmieniło się tyle, a nic się nie zmieniło

Zmieniło się tyle, a nic się nie zmieniło
Zmieniło się tyle, a nic się nie zmieniło
Dodano
W kraju, w którym: rośnie bezrobocie i maleją szanse absolwentów na znalezienie pracy, pogłębiający się kryzys przy bierności rządu prowadzi do katastrofalnej sytuacji przedsiębiorstw, prasa woli inne tematy.

Do problemu wagi państwowej urasta filipiński homoseksualista, który wraz z polskim kochankiem, chciał wjechać do kraju i nie został wpuszczony przez straż graniczną, bo ta nie uznała zawartego za granicą związku partnerskiego za małżeństwo ( „Gazeta Wyborcza”) czy konflikt w koalicji PO- PSL na tle uboju rytualnego („Rzeczpospolita”). Publikacja „Rz” to w dużej mierze odgrzewane kotlety, które nie zasługiwałyby na większą uwagę, gdyby nie fakt, że dziennik reklamujący się dostarczaniem wiedzy, do roli eksperta od uboju rytualnego awansował posła Roberta Biedronia z Ruchu Palikota, dotąd broniącego homoseksualistów.

Najciekawszą bodajże publikację przynosi „Super Express”. Mirosław Skowron w publikacji „MSZ znowu kłamie?” zastanawia się „czy resort ministra Sikorskiego kreuje uzasadnienia dla dziwnych wydatków”. Gazeta informuje, że fundacja Open Mind zajmująca się sztuką - oficjalnie założona zaledwie dwa dni przed resortowym konkursem - otrzymała od MSZ aż 800 tysięcy złotych na wystawę designu. Resort w kwietniu przekonywał, że powodem przyznania takich środków była współpraca Open Mind z Fundacją Semper Polonia. Tyle, że jak pisze dziś „SE” Semper Polonia o takiej współpracy nie ma pojęcia.

„Fakt” z kolei informuje o kolejnym skandalu w rodzinie Kwaśniewskich. Agent Tomek, czyli poseł Tomasz Kaczmarek, oskarża żonę byłego prezydenta, że na terenie słynnej willi Kwaśniewskich w Kazimierzu Dolnym (była pierwsza para nie przyznaje się do jej posiadania) zamontowano nielegalny kran, dzięki, któremu Jolanta Kwaśniewska kradła wodę i nie płacąc za nią podlewała ogródek. Była pierwsza dama twierdzi, że to tylko insynuacje.

Ale jak widać także inni polityczni celebryci mają poważny problem z mediami codziennego użytku. Pod koniec ubiegłego roku Julia Pitera, tak ta od dorsza, wytropiła, że ekipa remontowa Janusza Palikota kradła prąd z budynku, w którym ona sama ma biuro poselskie. W 2006 r jedna ze śląskich firm oskarżyła ówczesnego posła Krzysztofa Szygę (był założycielem PO w woj. śląskim), że podbiera jej na dziko prąd. A w latach 90-tych media informowały, że ówczesny minister od służb specjalnych Janusz Pałubicki również na swojej działce prąd podłączył sobie nielegalnie.

Poważne problemy ma również Maciej Lasek, szef „zespołu Laska” mającego w sprawie katastrofy smoleńskiej uwiarygadniać niewiarygodny raport Komisji Millera oparty w dużej mierze na ustaleniach jeszcze mniej wiarygodnego rosyjskiego MAK. Lasek i część dziennikarzy uczestniczących w „prywatnym spotkaniu zespołu Laska z mediami” powielają teorię jakoby – wbrew ustaleniom biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych - w kabinie rządowego tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem był jednak generał Błasik.

Dzisiejszy „Nasz Dziennik” spekulacje Laska rozbija w pył. Gazeta ujawnia, że prokurator - referent śledztwa smoleńskiego ppłk Jarosław Sej nie zgodził się na przesłuchanie Laska w charakterze świadka uzasadniając w podpisanym przez siebie dokumencie, że nie ma żadnych wiarygodnych i rzetelnych dowodów, które mogłyby choćby „uprawdopodobnić tezę o wywieraniu przez generała Andrzeja Błasika wpływu na pracę i decyzje załogi samolotu.”. No cóż, wygląda więc na to, że czas najwyższy powiedzieć panu Laskowi – kończ Wać wstydu sobie oszczędź.

W bodajże wszystkich dzisiejszych mediach trwa kuriozalna dyskusja na temat tego, czy Jarosław Gowin przejdzie do PiS. Kuriozalna i kompromitująca dziennikarzy traktujących poważnie dywagacje o takim transferze. Dlaczego? Bo na obecnym etapie Gowin nie ma żadnego interesu w tym, by do partii Kaczyńskiego przechodzić. Dywagacje więc o tym, czy znajdzie się w PiS są równie uzasadnione jak domysły, czy i kiedy Ziemia zostanie podbita przez Marsjan. W rzeczywistości Gowinowi marzy się własna partia polityczna stworzona być może w oparciu o część PiS, niewielką część PO i niedobitki PJN, pewien powrót do formuły AWS, ale na taki ruch jeszcze za wcześnie. Nawet biorąc pod uwagę, że część zbuntowanych posłów Ruchu Palikota aż przebiera nogami, by w takim ugrupowaniu się znaleźć.

Wśród dziennikarzy grillujących Gowina na pierwszy plan wybija się Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka „Nie” i dziennikarka „Trybuny”. W czołówkowym tekście pisze o liście Gowina: „radykalny, a miejscami obelżywy ton”, a dalej kontynuuje „Jarosław Gowin chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo samobójcze jest jego działanie, gdyż ma na swój temat zbyt wygórowaną opinię” i ostrzega byłego ministra sprawiedliwości: „na miejscu Gowina każdy polityk z odrobiną dystansu do siebie, wiedziałby, że lina, na której wisi jego los, jest cienka i że wierzgać nie należy”. Postkomunistyczną „Trybunę Ludu ” reaktywowano już bez „ludu”, ale czytając temat numeru w periodyku można odnieść wrażenie - zmieniło się tyle, a nic się nie zmieniło.

Czytaj także

 0

Czytaj także