Obserwator mediówBarbarzyńcy są wśród nas

Barbarzyńcy są wśród nas

Dodano

Dżizaas, jakie to wszystko jest przewidywalne! „Gazeta Polska” reklamuje film swojej publicystki Anity Gargas o katastrofie smoleńskiej. No to „Polityka” ripostuje kontrnarracją o filmie National Geographic na ten sam temat. Tyle, że z innymi tezami i konkluzjami. 

Te Państwo łatwo sobie odtworzą, nawet nie czytając obu gazet. Ale odnotujmy jeden szczególik. W wywiadzie dla „Polityki” Maciej Lasek, przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, polemizuje z jednym z naukowców, którzy kwestionują oficjalną wersję przyczyn katastrofy, czyli tzw. raport Millera. „To, co słyszymy na filmie [Anity Gargas – przyp. red.], to kolejno powtarzane kłamstwa. Profesor Piotr Witakowski, który się wypowiada, jest zapewne wybitnym specjalistą w dziedzinie skał epoki jurajskiej, ale nie analiz rejestratora parametrów lotu”. O rejestratorze w kontekście tego profesora nic nie wiemy, ale jeśli chodzi o skały jurajskie, to postanowiliśmy sprawdzić podstawy zarzutu pana Laska, co dzięki Internetowi jest stosunkowo łatwe. Otóż prof. Witakowski z AGH – jak czytamy w bazie Nauka-polska.pl – jest specjalistą od termonaprężeń konstrukcji betonowych, termodynamiki, geoinżynierii i czegoś tam jeszcze, ale nie skał jurajskich.

Poza takimi drobnymi kłamstewkami dziś „Polityka” jest wyjątkowo nudna. Wywiadu z panem, który ożenił się w Hiszpanii z drugim panem, nie ma co reklamować, bo też jest przewidywalny. Że małżeństwa homoseksualne są super, nawet bardzo super… zatem Polska powinna przyjąć owo rozwiązanie. Cóż, takich tekstów będzie coraz więcej, więc trzeba nie tylko nie dać sobie wcisnąć kitu, ale i mocno przekonywać innych, że nie warto podcinać cywilizacyjnej gałęzi, na której siedzimy.

W „Gazecie Polskiej” tekst może o rzeczy dla kogoś nieważnej, choć moim zdaniem istotnej. Bo dostrzegający, że barbarzyńcy są wśród nas. A dokładniej wśród zarządzających warszawskimi Łazienkami. Odkąd nimi rządzi pewien pan o bogatym życiorysie biznesowym – nazwany przez „GP” byłym wspólnikiem Janusza Palikota – królewski ogród zamienił się w biznes do robienia rautów, wesel, korporacyjnych eventów itp. Nawet można grillować tuż przy zabytkowych budowlach. „Przy okazji hucznego wesela w 2011 r. w ogrodzie różanym przy Starej Pomarańczarni organizatorzy zażyczyli sobie zmiany barwy róż z czerwonych na herbaciane. »Nasz klient, nasz pan«: pomalowano je sprayem, a następnego dnia wszystkie wycięto. Bo uschły” – czytamy w artykule „Były wspólnik Palikota mógł spalić Łazienki”. Drobna, lokalna sprawa? A gdzie tam! Niech rozejrzą się Państwo dokoła. Zobaczą Państwo dziesiątki przykładów podobnie „cywilizowanego” podejścia do historii i kultury.

Gazeta Wyborcza” trochę się opuściła. Jest tylko jeden tekst o zbrodniach i haniebnych poczynaniach publicystów i dziennikarzy tygodnika „Do Rzeczy”. Pewnym usprawiedliwieniem może być tylko to, że jest całkiem obszerny i „GW” ładnie go wyeksponowała. A co do treści – Dominika Wielowieyska tłumaczy, że lustrowanie matki sędzi Tulei jest bardzo niedobre, a lustrowanie dziadka Sławomira Cenckiewicza i ojca sędziego Kryżego jest zaiste dobre i szlachetne. No i że my – to jest „Do Rzeczy” team – jesteśmy „dość” obłudni. Tylko tyle? „Gazeto” wal w nas mocniej i więcej! Bo życie bez tego traci sens.

Poza tym w „GW” nic ciekawego. Może jeszcze tylko tekst wybitnego i cenionego entomologa o powstaniu styczniowym. Profesor entomologii Stefan Niesiołowski prezentuje odkrywczą i wcześniej niespotykaną tezę, że powstanie nie miało sensu, gdyż przegrało. Przypomnijmy, że ceniony entomolog opisywał kiedyś z entuzjazmem czyn płk. Stauffenberga, czyli zamach na Hitlera. Wprawdzie też skończył się przegraną, ale widać miał sens. Jaki? Tego już się nie dowiemy.

W „Rzepie” jedynka o tym, że opolska PO nie chce nazwać jednej z sal w tamtejszym sejmiku imieniem Orła Białego. Wiadomo, że będzie o to awantura na cały kraj, a oni się upierają. Słychać już tłumaczenia, że to dlatego, iż PO ma w nosie całą narodową tradycję i towarzyszącą jej symbolikę. Sprawa jest prostsza. Może nawet prostacka. Na Opolszczyźnie od kilku wyborów Mniejszość Niemiecka nie ma już dwóch posłów, a tylko jednego. Od 2007 r. drugi mandat przejęła PO. Furda z Orłem, kiedy można stracić całego jednego posła. A kto zapłaci za biura? A kto obskoczy wszystkie gminne dożynki? No i to tyle na temat myśli politycznej największej polskiej partii.

Czytaj także

 0

Czytaj także