Obserwator mediówGłodne kurczaki nasze, bo Kaczyński zabrał im paszę

Głodne kurczaki nasze, bo Kaczyński zabrał im paszę

Głodne kurczaki nasze, bo Kaczyński zabrał im paszę
Głodne kurczaki nasze, bo Kaczyński zabrał im paszę
Dodano
Peerelowskie upiory straszą w III RP. I nie chodzi tu wyłącznie o  symbole ustroju słusznie minionego. Wtorkowa prasa kolejny raz udowadnia, że z umysłowym spustoszeniem jakie przyniosła epoka PRL niektórzy politycy i dziennikarze nie poradzili sobie do dzisiaj.

„Partia ta sama, ale nie taka sama”- pamiętacie Państwo stare peerelowskie hasło, niesione na pochodach zaraz obok „Młodzież wierna partii” i towarzyszące kolejnym wewnątrzpartyjnym pieriestrojkom w Polsce Ludowej? Dziś tak o swoim ugrupowaniu mogą coraz głośniej mówić - i mówią - mocno poirytowani działacze Platformy Obywatelskiej. Jak widać „źle się dzieje w państwie duńskim” skoro nawet „Gazeta Wyborcza”, dotąd wręcz odporna na informację o kryzysie w Platformie, teraz w obszernej publikacji „Popękana partia Tuska” zredagowanym przez combo autorów z szeregu regionalnych oddziałów donosi, iż rządzące Polską ugrupowanie pęka w szwach. Jak informuje gazeta konflikty w Platformie są szczególnie mocno widoczne na Podkarpaciu, Podlasiu, w Łodzi, Krakowie i Lublinie. Wyborcza nie wspomina o bardzo ostrych tarciach w bastionie PO czyli Poznaniu, gdzie mocno iskrzy na linii Waldy Dzikowski - Rafał Grupiński, ale dobrze, że w ogóle odnotowuje problem. Lepiej późno niż wcale, można by powiedzieć - zwłaszcza, że większość informacji o konfliktach wewnętrznych w PO, o których donosi dzisiejsza „GW” ujawniła... Kamila Baranowska dzień wcześniej na łamach tygodnika „Do Rzeczy”. Jak korzystać ze wzorców - to dobrych.

Aż się boję pomyśleć z jakich wzorców korzystał natomiast publicysta wspomnianego wcześniej organu Marek Beylin, który w felietonie „PiS – starszy brat ruchu narodowego” tropi zagrożenie faszyzmem, jaki niesie według tej gazety reaktywacja endecji. Tropienie mitycznego faszyzmu to ulubiony sport publicystów „Gazety Wyborczej”, a Beylinowi udało się w tej dziedzinie wyprzedzić wewnątrzredakcyjnych konkurentów o kilka długości. I tak można przeczytać, że spotkanie młodych ludzi uważających się za patriotów było „tyleż odrażające co groteskowe”. Po klasycznym starcie przychodzi czas na bardzo szybki finisz i publicysta „GW” konkluduje: „ Ale Ruch Narodowy jest groźny, bo samą swoją obecnością i mrocznym prymitywizmem haseł łagodzi wizerunek swojego starszego brata czyli PiS. Na tle działaczy narodowych Jarosław Kaczyński może zdawać się niemal demokratą. Tylko, że to pozór (...)” - pisze czołowe pióro „GW”. Czyli były premier demokratycznego państwa, który w sposób demokratyczny przejął władze, a następnie demokratycznie ją oddał, demokratą według Beylina nie jest. Nie, bo nie i basta. Cóż. Chciałoby się - utrzymując poziom absurdu wspomnianego felietonu - wręcz sparafrazować inne z peerelowskich haseł - „Głodne kurczaki nasze, bo Kaczyński zabrał im paszę”.

A skoro już mowa o peerelowskiej mentalności to nie sposób nie zauważyć, że czerwone trzyma się mocno. „Nasz Dziennik” w czołówkowym artykule Zenona Baranowskiego informuje, że „Komuniści zostają” (tak jakby gdziekolwiek, kiedykolwiek odeszli- ww). Chodzi o to, że lewicowy prezydent Dąbrowy Górniczej Zbigniew Podraza, były poseł SLD, nie zgadza się na usunięcie tablicy upamiętniającej dwóch bojówkarzy KPP zabitych podczas pościgu przez policję. Fałszujący historię napis na pomniku mówi, że towarzysze walczyli z „faszyzmem polskim”. Usunięcia pomniku bojówkarzy komunistycznej partii realizującej interesy Związku Sowieckiego domaga się Instytut Pamięci Narodowej, kombatanci i Urząd Wojewódzki. Ale jak pisze „Nasz Dziennik” prezydent Podraza przekonuje, że ważne jest by „edukować i przybliżać wydarzenia z naszej historii, nie zapominając, że były one wcześniej inaczej postrzegane”. Wojewoda i IPN nie dają rady, ale pytanie, gdzie w takim razie w tym wszystkim jest prokuratura? Zgodnie bowiem z Konstytucją RP promowanie totalitaryzmów nazistowskiego i komunistycznego jest przestępstwem.

W przeglądzie prasy zabrakło choćby wzmianki o publikacjach „Rzeczpospolitej”. Powód jest prozaiczny - gazety praktycznie nie ma już w kioskach, kwerenda w dwóch dzielnicach Poznania w poszukiwaniu papierowego wydania przyniosła wynik negatywny. Jak widać wydawca Hajdarowicz i jego załoga po tym jak przestali dbać o swoich dziennikarzy, przestali również troszczyć się już nawet nie o pozyskanie nowych, ale choćby utrzymanie dotychczasowych czytelników.

foto: Wikimedia Commons

Czytaj także

 0

Czytaj także