Obserwator mediówNasze matki, nasi ojcowie, nasi kochani lewaccy komentatorzy

Nasze matki, nasi ojcowie, nasi kochani lewaccy komentatorzy

Dodano
Emisja mini-serialu "Nasze matki, nasi ojcowie" w polskiej telewizji publicznej była decyzją kuriozalną. Nawet jeśli przyjmiemy zasadę, iż powinniśmy poznać różne punkty widzenia, nawet jeśli do  dyskusji na temat filmu zostali zaproszeni historycy i publicyści o  odmiennych poglądach.

Wątek dotyczący AK w owym dokumencie jest po prostu kłamliwy - wywoływanie "rzetelnej" dyskusji wokół kłamstwa sprawia, iż przestaje ono być kłamstwem, a zaczyna być jedną z dopuszczalnych teorii.

Wyobraźmy sobie izraelską telewizję publiczną, która najpierw zakupiłaby prawa do filmu o autentyczności "Protokołów mędrców Syjonu", a następnie zorganizowałaby wokół niego "debatę ekspertów". Absurd? Niestety, za sprawą Juliusza Brauna stał się on udziałem TVP. Zresztą pan prezes ma już w tym doświadczenie: kilka miesięcy temu uraczył widzów osławionym filmem "National Geographic" o katastrofie smoleńskiej - w pakiecie z dokumentem Anity Gargas, by stworzyć wrażenie bezstronności.

Okazuje się jednak, że może być coś jeszcze bardziej kuriozalnego, niż decyzja przesa TVP o puszczeniu niemieckiego filmu. W "Dzienniku Trybuna" Piotr Szumlewicz broni nie tylko Brauna, ale i... samych autorów serialu: "Krytycy filmu rzadko polemizują z tezą o istnieniu postaw antysemickich wśród polskich żołnierzy. Ich zdaniem jakakolwiek krytyka Polaków jest z definicji wyrazem antypolonizmu. Patriotyzm polega więc m.in. na zakłamywaniu historii i wymazywaniu z niej mrocznych aspektów. Oto, tłumaczą nam prawicowi historycy, antysemityzmu w historii Polski praktycznie nie było. Są tylko polscy sprawiedliwi wśród narodów świata. Donosiciele, szabrownicy, antysemici to wymysł antypolskiej propagandy".

Według komentatora "polscy krytycy filmu mają bardzo selektywną wrażliwość. Podnoszą alarm, gdy ktoś wskazuje na mroczne aspekty działania AK, a nie widzą nic złego, gdy w rodzimych produkcjach Rosjanie są przedstawiani jako bezmyślne, dzikie zwierzęta".

Szumlewicz stosuje tutaj wyświechtaną, bolszewicką metodę: oskarża o szowinistyczne zaprzaństwo wszystkich prawicowych historyków, cytując brednie wprost z pism Leszka Bubla. Równie dobrze można by zarzucić Piotrowi Szumlewiczowi, Leszkowi Millerowi i Aleksandrowi Kwaśniewskiemu oraz "lewicowym historykom", iż wybielają zbrodnie komunizmu, przytaczając tezy pojawiające się np. na skrajnie lewicowym portalu 1917.net.pl.

Szumlewicz sugeruje w swoim tekście, że Braun powinien być raczej zdymisjonowany za pomysł zdjęcia z anteny "Dobranocki", ale "należy mu pogratulować, że wreszcie odważył się wyemitować naprawdę ciekawy, dobrze zrobiony, misyjny film".

W istocie, "Nasze matki, nasi ojcowie" to serial misyjny, ale o zupełnie inną misję tutaj chodzi. Wystarczy posłuchać kilku nadreńskich polityków czy historyków, wystarczy przyjrzeć się ewolucji niemieckiej publicystyki dotyczącej II Wojny Światowej, by zrozumieć, na czym ta misja polega, przez kogo i dla kogo jest realizowana.

Czytaj także

 0

Czytaj także