Obserwator mediówSwastyka z emerycką kajzerką

Swastyka z emerycką kajzerką

Swastyka z emerycką kajzerką
Swastyka z emerycką kajzerką
Dodano
Stopa bezrobocia w Polsce wzrosła - alarmuje unijne biuro statystyczne. Media donoszą, że po zaplanowanej na przyszły rok waloryzacji emerytur, rencistów i emerytów stać będzie dziennie na jedną suchą bułkę więcej. Ale rząd dzielnie walczy z „faszyzmem” i broni członka Zarządu Politycznego KBW.

Po wojnie z hazardem, pedofilami, dilerami dopalaczy, sromotnie przegranej kampanii przeciw polskim kibicom, ekipa Donalda Tuska otwiera kolejny front i rozpoczyna wojnę z domniemanym „faszyzmem”. Tradycyjnie już sekunduje jej w tym nieoceniona „Gazeta Wyborcza” - nota bene ta sama gazeta, która niedawno inspirowała lewackie zamieszki w Święto Niepodległości w Warszawie, wspierając zadymiarzy spod zakazanych przez polskie prawo symboli komunistycznych.

„GW” w czołówkowej publikacji piętnuje czy wręcz hejtuje białostockiego prokuratora Dawida Roszkowskiego, który umorzył śledztwo w sprawie namalowania swastyki na budynku transformatora w Białymstoku. Oburzenie „GW” i czym prędzej również prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta wywołał fakt, iż ów śledczy umarzając postępowanie napisał, iż trudno domniemywać, że namalowana swastyka ma charakter promowania nazizmu, bo w Azji jest powszechnie stosowanym symbolem szczęścia i pomyślności.

„Ta decyzja i jej uzasadnienie są skandaliczne” - grzmi Seremet na łamach „GW”. Oczywiście w przestrzeni publicznej nie może być miejsca na promowanie zbrodniczych lewackich totalitaryzmów: tak nazizmu jak i komunizmu, ale jakoś nie mogę sobie przypomnieć równie zdecydowanych działań prokuratora Seremeta i jego podwładnych wobec bojówkarzy Antify czy komunizującego syna Wandy Nowickiej, niejakiego Michała Nowickiego, byłego szefa Lewicy Bez Cenzury. To wszak podwładny Seremeta - o czym kilka miesięcy wcześniej pisałem jeszcze na łamach „Rz”- umorzył postępowanie wobec Antify wzywającej do rzucania butelkami z benzyną w policjantów, uznając, że nie było to nawoływanie do przemocy, a jedynie „dobre rady”.

Przy okazji całej sprawy mam wrażenie, że prokurator Roszkowski obrywa trochę za nadgorliwość, a tak jak wiadomo jest gorsza od faszyzmu. Wysilił się bowiem na uzasadnienie, tymczasem mógł, wzorem swoich warszawskich kolegów odmawiających ścigania komunistów, napisać po prostu „nie stwierdzono znamion przestępstwa” czy „nie wykryto sprawców”.

Z kolei na łamach dziennika „Fakt” Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Barbara Kudrycka przeprasza prof. Zygmunta Baumana za to, że przeciwko wykładowi we Wrocławiu protestowali narodowcy i kibice. „Jest mi tym bardziej przykro, że dotknęło to jednego z najbardziej cenionych współczesnych uczonych” pisze Kudrycka.

Rzeczywiście uczelnie nie powinny być miejscem awantur i sporów ale otwartej dyskusji, ścierania się poglądów i różnych idei. Ale to sama Kudrycka próbuje - o czym pisaliśmy w „Do Rzeczy” zamknąć i ograniczyć akademicką debatę w liście przed kilku miesięcy sugerując, że ludzie o poglądach innych niż bliskie rządowi na wyższe uczelnie nie powinni być wpuszczani.

Zastanawiam się natomiast, czy rzeczywiście prof. Bauman powinien być uczestnikiem debaty toczącej się w przestrzeni publicznej. W Biuletynie IPN z 2006 r. można znaleźć wniosek Ministra Bezpieczeństwa Publicznego z 1950 r. o zatwierdzenie Zygmunta Baumana na szefa Oddziału Propagandy i Agitacji Zarządu Politycznego KBW. W uzasadnieniu szef komunistycznej bezpieki twierdzi, że Bauman przez 20 dni dowodził jednostką, która „wyróżniła się schwytaniem wielkiej ilości bandytów”. Owi bandyci ujęci przez grupę prof. Baumana to Żołnierze Wyklęci. Skromnym moim zdaniem, jeśli resort powinien wyrazić ubolewanie, to przede wszystkim pod adresem młodych polskich naukowców - za zapaść w nauce i finansową degrengoladę wyższych uczelni do jakiej doprowadził w ostatnich latach.

A jak mowa o finansowej zapaści to „Super Express” wyliczył, że zaplanowana przez gabinet Donalda Tuska waloryzacja świadczeń dla emerytów i rencistów wyniesie tylko 1,7 proc. Oznacza to, że najniższa emerytura wzrośnie - jak pisze dziennik- zaledwie o 34 grosze dziennie. Przy wzroście cen żywności o 2,3 proc. oznacza to, że rząd podaruje emerytom dodatkową suchą bułkę. Co drugi dzień.

To wszystko w świetle informacji Eurostatu z końca maja, mówiących, że w kwietniu w Polsce ponownie wzrosło bezrobocie, a z przyjętych przez rząd Tuska założeń do budżetu na 2014 r. wynika, że głównym polem działania tego gabinetu będzie ograniczenie nielicznych już ulg podatkowych i utrzymanie wysokich stawek VAT .

Ale cóż, w naszej pięknej urzędniczej bananowej najważniejsza jest walka z faszyzmem. By żyło się lepiej.

 0

Czytaj także