OpinieNadzwyczajna sytuacja wymaga nadzwyczajnych działań

Nadzwyczajna sytuacja wymaga nadzwyczajnych działań

Premier RP Mateusz Morawiecki (C), minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński (L) oraz minister zdrowia Łukasz Szumowski (P)
Premier RP Mateusz Morawiecki (C), minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński (L) oraz minister zdrowia Łukasz Szumowski (P) / Źródło: PAP / Piotr Nowak
Dodano 127
Premier Mateusz Morawiecki zdecydował się na radykalne, ale i trudne decyzje, by nie dopuścić do rozprzestrzeniania się koronawirusa w Polsce. Niedługo zobaczymy, na ile odniosły efekt. Nie mam jednak wątpliwości, że obrany kierunek jest słuszny. Trzeba to sobie powiedzieć wprost: pływamy po nieznanych wodach. Nie tylko my, Polacy, ale również Europa i świat. Może więc to dobry moment, aby przy okazji zapytać, czy nie warto nieco rozluźnić naszej dyscypliny budżetowej.

Mamy do czynienia z sytuacją trudną. Trudną, bo właściwie nieprzewidywalną. Niby mamy jasno zdefiniowanego wroga, ale wciąż mało o nim wiemy. Cel jest prosty – zdusić zarazę w zarodku. Wyeliminować. Do pewnego stopnia można niektóre rzeczy prognozować, ale w gruncie rzeczy, to tak naprawdę wyprawa w nieznane. I to na wielu płaszczyznach: politycznej, instytucjonalnej, społecznej. Mnożą się pytania i wątpliwości, choć rząd robi wiele, by uspokajać.

Przed nami trudny egzamin. To test nie tylko dla całej klasy politycznej (także opozycja ma swoje zadania), ale przede wszystkim dla nas – społeczeństwa. Ministerstwo Zdrowia może przygotować nawet najlepsze procedury, ale – jak zawsze – na ich końcu jest człowiek. To od naszej odpowiedzialności zależy, czy uda się zminimalizować zagrożenie koronawirusem. Czy jesteśmy w stanie to zrobić? Jestem przekonany, że tak.

Trudne decyzje

Rząd premiera Mateusza Morawieckiego zdecydował się wprowadzić stan zagrożenia epidemicznego, czemu towarzyszą radykalne działania. Mamy więc tymczasowe przywrócenie granic i ich czasowe zamknięcie dla obcokrajowców, obowiązkową 14-dniową kwarantannę dla powracających Polaków, zakaz zgromadzeń dla osób powyżej 50 osób, zamknięcie restauracji, pubów, czy częściowo galerii handlowych. Już wcześniej zamknięto uniwersytety, szkoły i przedszkola.

Nie mam wątpliwości, że nie były to decyzje łatwe. Ba, sądzę, że były one niezwykle trudne. Nie chodzi wyłącznie o zakłócenia w gospodarce (tych jeszcze nie znamy), ale i o kwestie psychologiczne. W ciągu kilku (kilkunastu?) dni znaleźliśmy się w zupełnie nowej rzeczywistości, która przypomina raczej filmy science fiction. Nagle nieznane, mgliste zagrożenie stało się całkiem realne.

Nie mam także wątpliwości, że były to decyzje słuszne. Premier Mateusz Morawiecki wychodzi z założenia, że lepiej zapobiegać niż leczyć. I trudno się z nim nie zgodzić. Zwłaszcza, jeśli spojrzymy na to, co dzieje się w innych państwach – zwłaszcza we Włoszech i Niemczech. Nawet jeśli uznamy (a pojawiają się takie głosy), że działania te są przedwczesne i radykalne, to wolę, by rząd w tej sprawie zrobił o krok za dużo, niż za mało. Stawką jest ludzkie życie.

Wystarczy spojrzeć na Hiszpanię, gdzie socjalistyczny rząd Pedro Sancheza de facto ukrył liczbę zarażonych koronawirusem. Wszystko po to, by ulicami Madrytu mógł przejść 120-tysięczny marsz feministek wycelowany w prawicę. Efekt? Łatwy do przewidzenia. Lawinowy wzrost zarażonych i dramatyczna sytuacjach w szpitalach.

Najnowszy sondaż przeprowadzony dla portalu DoRzeczy.pl pokazuje wyraźnie, że Polacy oceniają pozytywnie działania Mateusza Morawieckiego i jego rządu. To znaczy, że Polacy widzą i doceniają zachowania liderów państwa w walce z koronawirusem. To ważne, bo zaufanie społeczeństwa jest tutaj rzeczą fundamentalną. Wkraczamy bowiem w obszar nieznany. To czas reakcji Polaków. Czas, który z jednej strony wyznaczają działania rządu, ale z drugiej strony różnego rodzaju emocje – panika, frustracja, poczucie zagrożenia, czy zwykłe plotki.

Rozluźnienie dyscypliny budżetowej?

Za wcześnie, by mówić o skutkach społecznych i gospodarczych epidemii koronawirusa. Wiele się jeszcze może zmienić. Pewne jest jednak, że tak twarde, szybkie decyzje nie pozostaną bez wpływu na żywy organizm, jakim jest państwo. Ograniczenia mocno odczują przedsiębiorcy i liczne branże. Będzie rosło poczucie zaniepokojenia – nie tylko pracodawców, ale także pracowników (choćby tych na umowach śmieciowych). To realne problemy, z którymi niedługo będzie musiał się zmierzyć rząd.

W wywiadzie dla naszego portalu minister rozwoju Jadwiga Emilewicz przyznała, że na dzień dzisiejszy negatywny skutek epidemii dla wzrostu PKB w 2020 r. może wynieść od 0,5 do 1,3 pkt proc. W ciągu ostatnich tygodni wydarzyło się jednak tyle, że nawet Narodowy Bank Polski spodziewa się silnego hamowania polskiej gospodarki. Jak będzie, tego jeszcze nie wiemy.

Nikt też nie potrafi przewidzieć, w jakim stopniu koronawirus wpłynie na światową gospodarkę (a po giełdzie widać, że na razie wpływa źle). Wiadomo jednak, że rząd ma solidną poduszkę w postaci zrównoważonego budżetu. To oznacza, że w razie potrzeby może zwiększyć wydatki. Ponadto jest jeszcze jeden sposób w obwodzie. Stabilizująca reguła wydatkowa ma mechanizm, który może uruchomić nawet 13,5 mld zł. Wszystko zależy od tego, czy rząd znowelizuje budżet i obniży prognozę wzrostu PKB na 2020 r. No chyba, że zostanie wprowadzony stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej na terenie całego kraju. Rząd lada chwila stanie przed dylematem dot. wsparcia płynnościowego firm. Kolejne branże apelują do premiera o pomoc. Być może nastał więc czas, by zapytać o poluzowanie dyscypliny budżetowej. W końcu nadzwyczajne czasy wymagają nadzwyczajnych decyzji.

Czytaj także:
Piecha: Rząd dmucha na zimne, ale dobrze, że to robi
Czytaj także:
Wiceszef MSWiA: Dzieci mogą dać pocałunek śmierci dziadkom. Bądźmy odpowiedzialni!

/ Źródło: DoRzeczy.pl

Czytaj także

 127
  • morten IP
    "Trzeba to sobie powiedzieć wprost: pływamy po nieznanych wodach. Nie tylko my, Polacy, ale również Europa i świat. Może więc to dobry moment, aby przy okazji zapytać, czy nie warto nieco rozluźnić naszej dyscypliny budżetowej."
    Tłumacząc na nasze; wstawiliśmy wam kit o zrównoważonym budżecie, ale szczęśliwie zaraza przyszła nam z pomocą.
    Przez cztery lata zamiast zbierać nadwyżki do skarpety, kupowaliśmy za 200mld wolackie głosy przy pomocy piss+.
    Teraz obudziliśmy się z ręką w nocniku, a ty durny narodzie poniesiesz wszystkie konsekwencje.
    Jakie?
    Inflacja, drożyzna, bezrobocie. To na początek, następnie dowalimy nowymi podatkami.
    A głupi naród to kupi, a raczej kupuje; pozorowaną propagandową walkę z epidemią.
    kaczy odPAD, wyPAD 20201
    Dodaj odpowiedź 0 5
      Odpowiedzi: 0
    • Misio IP
      Mozna byc pelnym uznania dla dzialan rzadu. Fakt, sa dosc radykalne (kwarantanna 2 tygodnie), ale niestety konieczne. Inaczej mielibysmy tyle zarazen co w Hiszpanii.
      Dodaj odpowiedź 5 4
        Odpowiedzi: 0
      • Patrycja IP
        Tylko stanowcze dzialania, nie uleganie panice , solidarnosc oraz stosowanie sie do zalecen rzadu moze zatrzymac tego wirusa.
        Dodaj odpowiedź 5 1
          Odpowiedzi: 0
        • Jarosław K. IP
          Treść została usunięta
          Dodaj odpowiedź 3 5
            Odpowiedzi: 1
          • Jak sataniści walczą z autochtonami IP
            Przypominam szkolnym niedoukom, że każdy wirus ( wiroid czy prion ) jako taki jest kompletnie martwy ( nie oddycha, nie żywi się, nie wykazuje żadnych czynności życiowych, nie ma budowy komórkowej, nie zawiera własnych enzymów i jakichkolwiek procesów metabolizmu ) Tak więc czynione zwykle próby jego dezintegracji, to zwykły przerost formy nad treścią i nadal wielu sądzi, że cała populacja musi go odchorować za czym systemy odpornościowe ( odpowiedzialne za zdrowienie ) biorobotów nauczą się je skutecznie dezintegrować - stąd inna niż w Polsce logiczna postawa rządu Anglii. Wirusy to pasożytnicze nanoboty ( broń biologiczna ! wykorzystywana do walki z tanimi i jeszcze nadal zbyt durnymi biorobotami, jakimi w zdecydowanej większości są ludzie ) wykorzystujące enzymy gospodarza - ofiary do namnażania się jego kosztem. W tym sensie z powodu nieprawidłowego, długotrwałego odżywiania, zatrucia, choroby udaje im się wniknąć do komórki, prowadząc do jej dezintegracji. Ich rozmiary oscylują zwykle od dziesiątek do setek nanometrów. Aby je obejrzeć i wyodrębnić od podłoża ofiary należy wykonać bardzo skomplikowane czynności, wymagające bardzo drogich mikroskopów elektronowych . To bardzo trudna i żmudna praca i dlatego też w NIEMCZECH Sądy jak dotąd dwukrotnie, prawomocnie orzekły, że wirusy HIV i Odry nie istnieją, gdyż odkrywcy wirusów i jednocześnie producenci leków i szczepionek nie potrafili przedstawić wystarczających dowodów w formie fotografii odizolowanego od podłoża wirusa! Osłabiony trującym żarciem, tzw. przewlekłą chorobą i szkolnym oprogramowaniem system odpornościowy nie jest w stanie normalnie walczyć z wirusami i bakteriami. Jednocześnie jest i jak powszechnie widać będzie atakowany przez zbliżone do częstotliwości drgań rezonansowych wody promieniowanie mikrofalowe sieci 5G. To właśnie to promieniowanie powoduje uszkodzenia w delikatnych m.in. błonach pęcherzyków płucnych, które następnie atakuje wdychany lub już zainstalowany tam uśpiony dotąd koronawirus. Czym większe uszkodzenia błon komórkowych na skutek działania pola GSM 5G tym gwałtowniejszy atak wirusa.

            PODAJ DALEJ...
            Dodaj odpowiedź 1 11
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także