Poseł Lewicy: Można mówić różnie o Putinie, ale nie odpowiada za to, czy w Polsce wieje wiatr

Poseł Lewicy: Można mówić różnie o Putinie, ale nie odpowiada za to, czy w Polsce wieje wiatr

Dodano: 10
Poseł Lewicy Dariusz Wieczorek
Poseł Lewicy Dariusz Wieczorek Źródło: PAP / Paweł Supernak
Poseł Nowej Lewicy Dariusz Wieczorek ocenia, że za obecny kryzys energetyczny nie można w całości obwiniać działań Putina i wojny na Ukrainie.

Odnosząc się do wprowadzanych przez rządzących ulg i zamrożenia cen energii, Wieczorem wskazał, że premier i jego ministrowie nie panują nad sytuacją, a ich działania są spóźnione.

"Już w marcu KE pozwoliła państwom członkowskim pomagać przedsiębiorcom, w związku z rosnącymi cenami energii. Ustawy, które obecnie proponuje PiS, pojawiają się z dnia na dzień. Projekt dotyczący zamrożenia cen prądu pojawił się przedwczoraj. A wczoraj na komisji sejmowej zgłoszono ustawę znoszącą obowiązek handlu energią elektryczną na giełdzie. To znosi także transparentność w handlu energią. Do tego rząd oszukuje i mówi, że taka ustawa zmniejszy ceny energii o 2/3, ale to kompletna bzdura. Firmy handlujące energią już zakontraktowały dostawy energii na rok 2023 r. i po takiej cenie, na jaką się umówiły, będą musiały ją sprzedawać – cena energii nie spadnie. A za wysokie ceny energii odpowiada tylko i wyłącznie polski rząd" – stwierdził Dariusz Wieczorek w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

"To nie wina Putina"

Według polityka, rządzący zaniedbali kwestię OZE. Poseł Nowej Lewicy podkreśla, że gdybyśmy mieli dobrze rozwinięty ten sektor, to szantaż energetyczny stosowany przez Władimira Putina nie byłby dla nas tak poważnym problemem.

"Gdyby rząd nie zablokował w 2016 r. budowy elektrowni wiatrowych, to nie mielibyśmy dziś problemów ani z węglem, ani z Putinem. Można mówić różne rzeczy o Putinie, ale raczej nie ma on wpływu na to, czy w Polsce wieje wiatr i świeci słońce. Na początku rządów PiS-u podjęto decyzję, że skupiamy się tylko i wyłącznie na węglu – wbrew UE i polityce klimatycznej. To przełożyło się na takie projekty jak budowa dwóch bloków węglowych na terenie elektrowni w Ostrołęce, która pochłonęła 2 miliardy złotych. Gdyby wtedy nie podjęto tej decyzji i dopuszczono inwestorów do rynku, to mielibyśmy teraz 30 gigawatów mocy więcej w całym systemie, bo tyle właśnie odmówiono przyłączeń do sieci energetycznej prywatnym inwestorom" – wskazał Wieczorek.

Czytaj też:
Norweski minister: Będziemy rozbudowywać Baltic Pipe

Źródło: rp.pl
 10
Czytaj także