ReligiaWychodząc z Kościoła

Wychodząc z Kościoła

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Pixabay/Kloxkolx_com/Domena Publiczna
Dodano 223
Sławomir Jastrzębowski | Ze smutkiem i zawstydzeni, pojedynczo wychodziliśmy z Kościoła. To nie jest żadna metafora, to się zdarzyło. Chociaż... To metafora. Metafora obejmująca dziesiątki milionów Europejczyków. Ze smutkiem i zawstydzeni, pojedynczo wychodziliśmy z Kościoła. W tym tłumie wszyscy byliśmy samotni. Ale po kolei.

To nie jest tekst antyklerykalny. To nie jest tekst mający na celu naprawę Kościoła. Chciałbym, żeby nie był to tekst krytykujący Kościół. Fazy ujawniania prawdziwej, najprawdziwszej szokującej prawdy o Kościele, fazy prób obnażania hipokryzji i chciwości kleru czy naprawienia tej struktury mam dawno za sobą. Jak dziesiątki milionów Europejczyków. Raczej z nie do końca uświadomionych powodów chcę opowiedzieć o swojej prywatnej stracie. Ale po kolei.

Kościołowi zawdzięczam wiele. Bardzo. Pochodzę z robotniczej, katolickiej rodziny. Mama naprawdę pilnowała, żebym chodził do Kościoła. Byłem ministrantem i lektorem. Dzięki Kościołowi poznałem moc słowa. Zakochałem się w Biblii. Słowo może tak wiele. Wskrzesza, zabija. Słowo. Które rozumiesz, i które rozumieć możesz na nowo, na nowo, na nowo. I najważniejsze dla mnie: Sacrum. Świętość. Sacrum doświadczałem tylko w kościele, tylko w Kościele. Chyba najpotężniejsze i najsilniejsze z wszystkich przeżyć, doznań. Sacrum. Nie ma go w teatrze, muzeum, nie ma na koncercie rockowym, imprezie techno, nie ma w miłości, w seksie i w chemii też nie ma. Jest tylko w kościele, w Kościele. Wiem, sprawdzałem. W sekundzie zjednoczenie, jedność, czystość, jasność, najlepsza z sił, najlepsza część w człowieku. Sacrum. Sakramenty. Wspólnota. I jej zarządcy, księża.

Nic nie wybuchło, nic się nie przełamało z hukiem. Odginało się, krople drążyły. Czynników było sporo, ale żaden z nich nie dawał pretekstu do spektakularnego trzaśnięcia drzwiami i wyjścia w teatralnym geście. W środku było bezpiecznie i z sensem. W środku było tak, że chciałeś tam być. Ale jednak. Ze smutkiem i zawstydzeni, pojedynczo wychodziliśmy z kościoła. Rysy, rysy, rysy. Szereg rys, na witrażach. Matowiły szybki, coraz mniej światła, ale nie przecinały aorty ze słońcem. Rysy, rysy. To, że w Kościele znalazł się pedofil w sutannie było przykre, ale to przecież prawo czarnej owcy. Byłem wtedy początkującym dziennikarzem i opisywałem gwałcenie ministrantów przez księdza. Zawstydzająca historia. Prawo czarnej owcy. Jednostkowa historia. Na własne oczy przekonałem się, że Kościół chroni pedofila w sutannie. Ksiądz nie poniósł kary, został przeniesiony do innej parafii. Ponad 20 lat temu. Bronili go hierarchowie wypracowanymi procedurami. Pisanie prawdy było atakiem na Kościół. Prawda była szokująca. Bądźmy jednak dorośli i dojrzali, niedoskonałość ludzi w sutannach nie może pozbawić nas wiary. A jednak. Rysy, rysy, rysy. Zakłamanie. Morze przypadków. Zamiast zawierzenia i ufności, budujący się w środku dystans i rosnąca niechęć. Powoli.

Arogancja. Potrzebowałem jakiegoś zaświadczenia z parafii. Kancelaria miała być czynna, ale nie była czynna. Nie wiadomo dlaczego, nikt nie poinformował. Czekałem w tłumie na deszczu. Ponad godzinę, razem z innymi wiernymi. Nikt nie przyszedł. Następnego dnia powtórzyło się to samo. I następnego. Arogancja. Bądźmy jednak dorośli i dojrzali, niedoskonałość ludzi w sutannach nie może pozbawić nas wiary. A jednak. Rysy, rysy. Rysy na witrażach. Głupota. Nasza dzieci szły do komunii. Spotykaliśmy się w Kościele. Rodzice dzieciaków – przedstawiciele klasy średniej. Nieźle sytuowani, nieźle wykształceni, nieźle ubrani, z niezłymi samochodami, z niezłymi horyzontami. Tylko ksiądz odstawał. Źle wykształcony, bardzo dużo złych rażących słów. Jakieś straszenie, jakieś płaskie dyscyplinowanie, brak Ewangelii w słowach księdza. Agresywna głupota z ambony. Rysy, rysy. Rysy na witrażach. Właśnie wtedy. Ze smutkiem i zawstydzeni, pojedynczo wychodziliśmy z kościoła. Ksiądz coś mówił, a my skradając się opuszczaliśmy kościół. Tego się nie dało słuchać, niestety, przepraszam. W kawiarni obok tłumaczyliśmy sobie, że wszyscy jesteśmy wierzący, że wiara jest bardzo ważna w naszym życiu, w wychowaniu dzieci, że wartości. Tylko ten kościół. Bądźmy jednak dojrzali, nie traci się wiary z powodu źle wykształconego, głupawego księdza. Zresztą my wcale nie jesteśmy tacy mądrzy. Ale jednak. Rysy.

Coraz mniej światła przez witraże. I ten film „Spotlight". Przecież wszyscy wiedzieli. I ta sprawa księdza Krzysztofa Charamsy, w sercu Watykanu gej z kochankiem z Kongregacji Nauki Wiary. Przecież wszyscy wiedzieli. Arcybiskup Juliusz Paetz. Zgorszenie. Bezwstyd. Bezczelność. Rysy, rysy, rysy. Ze smutkiem i zawstydzeni, pojedynczo wychodziliśmy z kościoła. Pustoszeją tysiące kościołów w Europie. Wychodzą z nich wierni. Przemieniane w sklepy, knajpy i co tam jeszcze. Jak mogło do tego dojść? Chrześcijaństwo jest przecież najcudowniejszą nauką na świecie. Może nikt go już nie naucza. Ksiądz Isakowicz-Zalewski odrzucony przez komisję mającą badać sprawy pedofilii. Mógłby odkryć skalę. Po co? Odrzucony przez polityków. Sojusz tronu i ołtarza. Zgnilizna. I w tym wszystkim my. Rano bohaterowie piosenki Kazika „Malcziki" („Moi koledzy ścigają ze mną się. Bo do wyścigu każden gotów jest. Moi koledzy z lepszych najlepsi. Trzydzieste piętro w biurowcu szklanych drzwi") wieczorami coraz częściej jak 46-letni Labrouste, dręczony depresją bohater „Serotoniny" Houellebeqa („Czy mogłem być szczęśliwy w samotności? Raczej nie. Czy w ogóle mogłem być szczęśliwy? To jedno z tych pytań, których moim zdaniem lepiej unikać."). Och, nie. W naszym życiu nie ma wielkich dramatów, wcale nie jesteśmy samotni. Mamy rodziny, przyjaciół znajomych i telefony do ludzi, którzy wszystko mogą. Świetnie sobie radzimy. Kupujemy drogie ubrania, zegarki i zagraniczne wycieczki. Wcale nie jesteśmy samotni. Jesteśmy solą tej ziemi. Po prostu okradziono nas z Sacrum i Boga. Jesteśmy najbardziej samotni na świecie. Dziesiątki milionów Europejczyków. Ci którzy... Ze smutkiem i zawstydzeni, pojedynczo wychodziliśmy z kościoła. Nie wrócimy. Nie ma w nas buntu, nie ma pogardy dla was i nie ma przebaczenia. Tę część naszych serc, odpowiedzialną na przebaczenia ukradliście nam z Sacrum i z Bogiem. Witraże zgasły.

Autor jest publicystą, ekspertem ds. wizerunku. W latach 2007-2018 był redaktorem naczelnym dziennika "Super Express". Obecnie jest prezesem agencji R4S.

/ Źródło: DoRzeczy.pl

Czytaj także

 223
  • Gregor IP
    Moje odejście z łona KK zaczęło się z chwilą gdy zacząłem czytać ze zrozumieniem NT.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Michał IP
      A skąd się biorą księża? Z kosmosu? Nie. Biorą się z naszych rodzin. Mamy kryzys rodziny, wiele rozbitych czy rodzice, zwłaszcza ojcowie, zajmują się rzeczami innymi niż wychowanie dzieci. I w efekcie mamy słabe kolejne pokolenie rodziców, polityków i księży też. Oczywiście ktoś powie ksiądz powinien świecić przykładem. Racja. Ale ojciec, matka, mąż i żona też.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 0
      • Zwykły człowiek IP
        Też jestem w podobnym wieku, od dziecka w Kościele. Nie chodzi o to że jakiś ksiądz jest pedofilem czy innym złym człowiekiem. Chodzi o to że od dziecka wmawia się nam że mamy duszę. Wydaje mi się że to jest największe kłamstwo. Bo wiadomo że ludzie powstali w wyniku ewolucji. Nie było żadnej Ewy i Adama jako pierwszych rodziców. Skoro Ci wcześniej nie mieli duszy to Ci później, np my też jej nie mamy. Cały stary testament to niestety ale "bajki". Z nowego wynika, że gdyby Bóg istniał to historia potoczyłaby się inaczej. Tutaj przerwę bo to temat rzeka i nie sposób w kilku zdaniach odnieść się do tego
        Dodaj odpowiedź 6 2
          Odpowiedzi: 1
        • Zmrol IP
          Dużo w tym gorzkiej prawdy o takich ludziach jak ja czy moja zona
          Wybitni w swoich dziedzinach, uczciwie wypełniający swoje obowiązki zawodowe
          Nie chcemy nic wspólnego z Gulbinowiczami czy Dziwiszami
          Wychowani w katolickich rodzinach wyszliśmy z Kościoła i czekamy czy się zmieni
          Dodaj odpowiedź 8 1
            Odpowiedzi: 0
          • Elodie IP
            „Tylko ksiądz odstawał. Źle wykształcony, bardzo dużo złych rażących słów. Jakieś straszenie, jakieś płaskie dyscyplinowanie, brak Ewangelii w słowach księdza. Agresywna głupota z ambony’” Ta pogarda dla księdza, który „straszył’ - pewnie karą za grzechy, a powinien raczej mowić o nieskończonym miłosierdziu i wyrozumiałości Boga, który jest tez Allahem, Jahwe, Buddą i Pachamamą jednocześnie - nikogo nie wyklucza, każdemu daje szansę a, nawiasem mówiąc, grzech to przeżytek i piekła nie ma. O, taki ksiądz byłby nieagresywny i niegłupi. I to pisze karierowicz, redaktor paskudnej, prymitywnej gazety dla plebsu, żerującej na najniższych instynktach swoich czytelników.
            Dodaj odpowiedź 3 13
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także