ŚwiatPutin nie ma dobrych chęci

Putin nie ma dobrych chęci

Gen. Richard Shirreff
Gen. Richard Shirreff / Źródło: ALAMY/BEEW
Dodano 5
Z gen. Richardem Shirreffem, byłym zastępcą naczelnego dowódcy Sojuszniczych Sił Zbrojnych NATO w Europie rozmawia Piotr Włoczyk.

W swojej książce „2017. Wojna z Rosją” kreśli pan scenariusz ataku Rosji na państwa bałtyckie, z którym NATO nie potrafi sobie poradzić. Dlaczego pan tak straszy ludzi? Przecież Władimir Putin wyraźnie powiedział pod koniec października, że Rosja nie zamierza nikogo atakować.

Mam nadzieję, że moja książka będzie sygnałem alarmowym dla Zachodu. Pokój nie jest nam dany raz na zawsze. Tymczasem Zachód zachowuje się, jakby tak właśnie było. Według mnie temat wojen państw w Europie wcale nie jest tematem tylko dla historyków. Ta historia nie jest wyssana z palca. Wszystko oparte jest na scenariuszach gier wojennych. To symulacja tego, co może się zdarzyć. Chcę to podkreślić wyraźnie: może, ale nie musi się zdarzyć. Nie jest jeszcze za późno, żeby naprawić błędy. Zależy mi na tym, żeby fikcyjna opowieść z mojej książki taką właśnie pozostała.

O co konkretnie pan apeluje?

Przede wszystkim apeluję o wzmocnienie konwencjonalnych sił zbrojnych NATO. Tylko one mogą powstrzymać Rosję. Broń atomowa nie rozwiązuje bowiem problemów z bezpieczeństwem. Putin najpewniej zakłada, że w sytuacji kryzysowej Zachód nie zdecyduje się po nią sięgnąć, ponieważ nie będzie chciał ryzykować apokalipsy. Posiadanie potężnych sił konwencjonalnych lepiej odstrasza więc agresora niż przepastny arsenał atomowy.

Pańskim zdaniem rosyjski prezydent naprawdę byłby gotów sięgnąć po atom jako pierwszy?

Przecież on wprost mówi, że byłby gotów to zrobić! Jego główny propagandzista, Dmitrij Kisielow, powiedział, że prezydent Putin miałby w takim przypadku absolutne poparcie narodu rosyjskiego. Chyba można mu wierzyć na słowo.

Sam pan powiedział przed chwilą, że to propagandzista.

Groźba użycia broni atomowej przez Rosję nie jest tylko propagandowym chwytem. Rosjanie włączają użycie broni atomowej w każdym aspekcie swojej doktryny wojskowej. Robią tak od początku ery nuklarnej. Przyjrzyjmy się faktom. Praktycznie każde rosyjskie ćwiczenia kończą się fazą, której nazwa brzmi jak horror: „nuklearna deeskalacja”. O co w tym chodzi? Zabieramy to, co chcemy, spełniamy cel i jeżeli zechcecie na nas uderzyć, to sięgniemy po broń atomową. Myślę, że to bardzo racjonalna strategia. Putin nie wierzy, żeby NATO ryzykowało wojnę jądrową z powodu – jak ujął to jeden z brytyjskich polityków – kraju o liczbie ludności, jaką mają dwie dzielnice Londynu. Putin może więc myśleć, że poprzez zajęcie choćby skrawka terytorium państwa bałtyckiego, a następnie poprzez groźbę odwetu nuklearnego, uda mu się rozbić sojusz północnoatlantycki. Jeżeli NATO nie zareagowałoby od razu na taką agresję, to faktycznie byłby to kres sojuszu, którego fundamentem jest zaufanie. Putin miałby swoją drugą Jałtę.

Cały wywiad z gen. Richardem Shirreffem można przeczytać w najnowszym numerze tygodnika "Do Rzeczy".

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 45/2016
Artykuł został opublikowany w 45/2016 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dcy
 5
  • Sceptissimus IP
    Co to wogóle znaczy, że Putin ma dobre chęci ?
    A, Obama miał dobre chęci ?
    A, Trump ma dobre chęci ?
    Jak masz chęć, to se wkręć, śrubkę w dupkę - numer pięć,
    odliczały kiedyś dzieci, i równie dziecinne jest stosowanie tego typu ocen wobec rządzącego polityka.
    Putin ma na pewno dobre chęci, jeśli idzie o interesy Rosji.
    Hitler też miał dobre chęci gdy chodziło o interesy Niemiec.
    Rzecz nie w dobrych, czy złych chęciach poszczególnych polityków - lecz w tym jak na ich poczynania reaguje otoczenie np. w Europie czy na świecie.
    Niechże sobie ten Putin ma chęci jakie tylko chce, o ile dotyczą tylko jego kraju.
    Putin nie działa w próżni, i należałoby zapytać polityków USA, Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii, czy oni mają dobre chęci zapobieżeniu imperialnej ekspansji Rosji, a jeżeli tyk - to w jaki sposób zamierzają je urzeczywistnić ?
    Dodaj odpowiedź 4 0
      Odpowiedzi: 0
    • shark IP
      Zenek jesteś naiwnym gołąbkiem pokoju. Rosja ma interes żeby zająć /prędzej czy póżniej/ kraje nadbałtyckie by mieć pełny dostęp do obwodu kaliningradzkiego i  swobodę nad kontrolą Bałtyku. Nie będzie prowadzić klasycznej wojny, lecz wykorzysta scenariusz z zajęcia Krymu i wschodniej Ukrainy przy biernej postawie NATO. Potem będzie cala Ukraina. Putin nie użyje broni atomowej bo nie będzie musiał. Wystarczy, że postraszy zachodnie społeczeństwa jej użyciem, a ich przywódcy narobią w gacie i będą z Rosją zawierać " honorowe kompromisy" w imię ocalenia świata przed apokalipsą. Czy to ci czegoś nie przypomina?
      Dodaj odpowiedź 15 2
        Odpowiedzi: 1
      • zenek IP
        Faktycznie, niech się lepiej ten cały Shirreff zajmie bajkopisarstwem SF. Takie "jastrzębie" a raczej hieny nie powinny stać na czele wojska, bo im w każdej chwili odbije szajba i doprowadzą do strasznej hekatomby, zrobią z Polski poligon wojenny a sami zwieją do bezpiecznej Ameryki. Straszy gościu Putinem, gdy w międzyczasie Niemcy "pokojowo" wynaradawiając państwa uczyniły z Europy zlepek krajów kolonialnych a niedługo przejmą ją bez jednego wystrzału muslimy. Dzisiaj się panie gienierale prowadzi wojny gospodarcze a skoro przed wojną Litwa czy Ukraina nie chciały być częścią Polski to niech sobie głupole będą w Rosji. Dla ratowania dawnych republik rad nie warto nadstawiać głowy i niszczyć ojczyzny bo pamiętajmy że ewentualne konsekwencje wojny poniesie Polska z racji swojego położenia.
        Dodaj odpowiedź 9 17
          Odpowiedzi: 1

        Czytaj także