ŚwiatZ czego się cieszysz, Ameryko

Z czego się cieszysz, Ameryko

Dodano

Ameryka odetchnęła z ulgą, świat też. Kongres podniósł limit długu publicznego, dzięki czemu udało się uniknąć niewypłacalności USA i globalnego, finansowego armageddonu. Turyści wrócą do parków narodowych, urzędnicy do urzędów, a NASA może dalej szukać wody na Marsie.

Marek Magierowski

Spójrzmy jednak na ten "sukces" z drugiej strony. Z czego dzisiaj cieszą się Amerykanie? Z tego, że pętla zadłużenia nadal będzie im się zaciskać na szyi? Z tego, że będą coraz bardziej uzależnieni od Chińczyków, kupujących obligacje Departamentu Skarbu i trzymających Waszyngton w szachu (by nie użyć bardziej dobitnego sformułowania)? Z tego, że z całego zamieszania nie wynikło właściwie nic dobrego dla finansów publicznych USA?

Według niektórych analityków ta dwutygodniowa przepychanka kosztowała największą gospodarkę świata 30 mld dolarów. A i tak w najbliższych miesiącach czekają nas kolejne bitwy między Demokratami a Republikanami, bo pieniądze na funkcjonowanie administracji oraz na spłacanie wewnętrznych i zagranicznych zobowiązań państwa uruchomiono jedynie tymczasowo.

Stany Zjednoczone są zadłużone po uszy (przypomnijmy: ów limit długu, który został właśnie przebity, wynosił 16,7 biliona dolarów), jednak ani Demokraci, ani Republikanie nie mają pomysłu, jak się zabrać za jego zmniejszanie. Partia Baracka Obamy jest oskarżana przez oponentów za rozrzutność. Republikanie z kolei naciskają na cięcia (stąd m.in. ich opór wobec kosztownej reformy służby zdrowia, od której cały konflikt się zaczął), ale za nic nie chcą się zgodzić na podwyżki podatków. Wprawdzie amerykańska gospodarka jest na tyle dynamiczna i elastyczna, iż spokojnie zniesie nawet dług przekraczający grubo 100 proc. PKB, ale w perspektywie 10, 20 lat polityka "radosnego podwyższania limitów" może się okazać zgubna.

Rynki finansowe na razie się uspokoiły, ale polityczny klincz w Kongresie może jeszcze przynieść wiele nieprzyjemnych niespodzianek i nerwowych, giełdowych sesji. Do niedawna wydawało się, że to strefa euro jest tą beczką prochu, która za chwilę rozsadzi światową gospodarkę. Teraz wszyscy patrzą z niepokojem na Amerykę, choć bardziej niż wskaźnikami gospodarczymi są zapewne zatroskani polityczną hucpą, uprawianą przez wielu kongresmanów.

Czytaj także

 0

Czytaj także