ŚwiatCzas na Marine Le Pen

Czas na Marine Le Pen

Czas na Marine Le Pen
Czas na Marine Le Pen
Dodano

Szefowa Frontu Narodowego coraz skuteczniej przepycha się łokciami na francuskiej scenie politycznej - pisze w najnowszym Do Rzeczy Marek Magierowski.

- Francuzi, zwłaszcza młodzi, uwielbiają protesty. Wystarczy pretekst, mała iskierka, by tysiące gimnazjalistów i licealistów wyszły na ulice w obronie „słusznej sprawy”. Tym razem bronią 15-letniej Léonardy Dibrani, pochodzącej z Kosowa Albanki, która kilka tygodni temu została zatrzymana podczas szkolnej wycieczki, bezceremonialnie wyprowadzona z autokaru, a następnie deportowana do Mitrovicy. Dzień wcześniej podobny los spotkał jej rodziców. Powód? Banalny – rodzina Dibrani od dłuższego czasu przebywała nad Sekwaną nielegalnie.

Francja była oburzona, Francja była wstrząśnięta: tak nie można, tak się nie godzi, to gwałt na wartościach Republiki, w której wszyscy mają być równi i solidarni. Ponadto owego gwałtu dokonał socjalistyczny rząd, a przecież to lewica powinna być szczególnie uczulona na ciężki los imigrantów. Minister spraw wewnętrznych Manuel Valls, na którego spadło całe odium tej operacji, stał się dla większości mediów Jokerem, Darthem Vaderem i Lordem Voldemortem w jednej osobie.

Wstrzelona w nastroje

Dla socjalistów afera z Leonardą okazała się bardzo poważnym problemem wizerunkowym. Niektórzy partyjni towarzysze Vallsa zażądali nawet jego dymisji, prezydent François Hollande i premier Jean-Marc Ayrault dwoili się zaś i troili, by uspokoić wzburzone fale. MSW przygotowało szczegółowy, 24-stronicowy raport o okolicznościach wydalenia Léonardy, z którego wynikało jednoznacznie, że wszystko odbyło się lege artis, a ojciec Dibrani wielokrotnie kłamał w zeznaniach i fałszował dokumenty. Jednak Hollande i tak ugiął się pod presją opinii publicznej: wystąpił w telewizji i zapowiedział, że Léonarda będzie mogła wrócić do Francji, choć bez rodziny.

Sprawa młodej Albanki sprawiła też nie lada kłopot centroprawicowej opozycji, która nie bardzo wiedziała, jak się zachować. Za rządów Nicolasa Sarkozy’ego Unia na rzecz Ruchu Ludowego (UMP) walczyła z obozowiskami Romów, przez co naraziła się na gniew Komisji Europejskiej. W sporze o Léonardę politycy UMP skupili się więc na krytykowaniu samego Hollande’a, który najpierw nie miał nic przeciwko zatrzymaniu nastolatki, by potem nagle zmienić zdanie.

Kłopot dla Partii Socjalistycznej, kłopot dla konserwatystów. A dla Frontu Narodowego Marine Le Pen? Prawdziwy dar z niebios. Po raz kolejny można przypuścić atak na niespójną politykę imigracyjną rządu, znowu można sobie poużywać na darmozjadach ze wschodniej Europy, oszukujących francuskie państwo. Marine Le Pen wydała w tej sprawie ostre oświadczenie: „Rodzina państwa Dibranich nie ma czego szukać we Francji [...]. Nasz kraj, po latach nieudolnych działań Nicolasa Sarkozy’ego, a potem Manuela Vallsa, powinien wreszcie serio zająć się zwalczaniem nielegalnej imigracji. Tak zwana afera Léonardy jest jasnym dowodem na to, że istnieje przepaść między interesami kasty utrzymującej się u władzy a prawdziwymi troskami narodu”. Szefowa FN powiedziała również, że licealiści, którzy uczestniczą w protestach, są „przedmiotem manipulacji, a ich miejsce jest w szkolnych ławkach, a nie na ulicy”.

Le Pen nie musi niczego udawać, robić groźnych min, podkręcać retoryki. Mówi to, co mówiła zawsze. W politycznym totolotku obstawia ciągle te same liczby. I jest blisko zgarnięcia pełnej puli, bo coraz więcej jej rodaków myśli o nielegalnych imigrantach podobnie jak ona.

Manifestacje licealistów są malownicze i idealnie nadają się jako podkład do wzruszającego materiału w wieczornych wiadomościach, ale większość Francuzów protestować w obronie Léonardy wcale nie zamierza. W sondażu instytutu BVA aż 65 proc. ankietowanych stwierdziło, że nie życzy sobie powrotu Albanki. Ponad połowa nie zauważyła niczego zdrożnego w postępowaniu policji, a 74 proc. pochwaliło stanowczość ministra Vallsa (wśród sympatyków prawicy było ich aż 89 proc.).

Marine Le Pen wstrzeliła się w nastroje społeczne, co widać zresztą także w innych badaniach. W sondażu Ifop dla tygodnika „Le Nouvel Observateur” z początku października, sprawdzającym preferencje przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, Front Narodowy zajął pierwsze miejsce, z 24 proc. wskazań.

Z kolei w sondażu dla portalu Atlantico.fr aż 44 proc. Francuzów wyraziło przekonanie, że Front Narodowy jest tą partią, która daje największe gwarancje głębokiej reformy państwa (UMP zyskało 38 proc., socjaliści zaledwie 22 proc.).

Marine Le Pen jest coraz popularniejsza, przyciąga nowych wyborców, a jej partia – nowych członków. Czasami z dość zaskakujących okolic. (...)

Cały artykuł dostępny w 40. wydaniu Do Rzeczy.

Czytaj także

 0

Czytaj także