ŚwiatUkraińska Prawda: polskiej opozycji brak charyzmy i moralności

Ukraińska Prawda: polskiej opozycji brak charyzmy i moralności

BIałoruś
BIałoruś / Źródło: PAP / fot. TATYANA ZENKOVICH
Dodano 2
JAK NAS PISZĄ NA WSCHODZIE | Publicystka „Ukraińskiej Prawdy” radzi władzom w Kijowie pogodzić się z perspektywą wielu kadencji rządów Kaczyńskiego. Tymczasem w kremlowskich mediach cieszą się z „konserwatywnej rewolucji”, nie chcąc dostrzec w niej roli Polski.

Grupa portali internetowych „Ukraińska Prawda”, założona kilkanaście lat temu przez Heorhija Honhadze (dziennikarza, którego tajemnicza śmierć była jedną z iskier na prochu pomarańczowej rewolucji - red.), to jedno z najbardziej opiniotwórczych mediów na Ukrainie. Reprezentuje kierunek antyrosyjski, prozachodni, z pewnością proeuropejski, prounijny o czym może przekonać lektura należącej do grupy witryny „Europejska Prawda”. Tematyką polską zajmuje się tam mieszkająca od lat w Polsce Olena Babakowa.

"Kaczyński bezalternatywny"

Zazwyczaj niechętna wobec PiS, choć swego czasu krytykowała ukraińskie władze za niepotrzebne drażnienie partii Kaczyńskiego współpracą z ludźmi antypisu (Balcerowicz, Miller, Nowak). Niedawną okupację Sejmu porównywała do Majdanu. Kilka dni temu w artykule pt. „Kaczyński bezalternatywny” siłę partii rządzącej tłumaczyła słabością opozycji, której „kolejną stratą” wizerunkową nazwała „sensacyjną” informację o współpracy Wałęsy z SB. „Pomimo, że wiele posunięć rządu Beaty Szydło nie do końca jest zgodnych z literą prawa, a politycy PiS w ciągu roku sprawowania władzy zdążyli obrazić kobiety, imigrantów, gejów, wegetarian, rowerzystów, działaczy społecznych, przedsiębiorców oraz sędziów, Polacy także dziś oddaliby tej partii prawo do rządzenia krajem. I szczodra polityka jest tylko jedną z przyczyn tego faktu” – konstatuje publicystka, wśród pozostałych przyczyn wymieniając przede wszystkim kompromitację i zagubienie opozycji: „W tak zwanym obozie liberalnym nie ma już ani jednej postaci, która by miała charyzmę i moralny autorytet, wystarczający, by zachęcić ludzi do protestów”.

Specjalista od politycznych intryg, rewolucjonista za honorarium

Schetynę, Babakowa nazywa „wiecznie drugim” specjalistą od „politycznych intryg”, których ofiarą tym razem stał się Petru, czyli „metroseksualne rozczarowanie”, zawiedziona nadzieja liberałów. Kijowskiego z kolei autorka „Ukraińskiej Prawdy” określa mianem „rewolucjonisty za honorarium”. Przy całej swojej sympatii dla liberalnej opozycji, Babakowa przyznaje też, że jej przedstawiciele bronią Wałęsy z taką samą zawziętością, z jaką PiS go atakuje, a ostrożne opinie na temat przeszłości byłego prezydenta pozostają na marginesie głównej osi sporu. Konkluzja ukraińskiej publicystyki powinna przypaść do gustu sympatykom partii Kaczyńskiego: „Jeśli sytuacja się nie zmieni, PiS, będzie rządzić Polską jeszcze nie jedną kadencję. Warto, aby do tej myśli przyzwyczajali się nie tylko Polacy, ale i władze w Kijowie”.

Babakowa kończy stwierdzeniem, które powinno ucieszyć tę część polskiej prawicy, jaka wymaga rozliczeń za Wołyń. Publicystyka prognozuje, że Polska nie tylko nie zrezygnuje ze swoich żądań odnośnie ukraińskiej polityki historycznej, ale i te żądania będzie artykułować coraz ostrzej.

W czym rosyjskie media zgadzają się z premier Szydło?

W rosyjskich prokremlowskich mediach o Polsce ostatnio z reguły mówi się w kontekście NATO, Unii Europejskiej czy sytuacji na Ukrainie. Rosjanie raczej nie przejmują się „kryzysem demokracji” nad Wisłą. Nie wspierają żadnej ze stron politycznego sporu. Przy czym dostrzegają i pozytywnie oceniają „konserwatywną rewolucję” na świecie, którą w ich oczach personifikują Orban (jako pierwszy „buntownik przeciwko europejskim elitom) i Trump (jako dowód, że najpotężniejsze państwo świata odchodzi od „antyrosyjskiego globalizmu”).

Z oczywistych względów rosyjskie media pomijają Kaczyńskiego, co dowodzi, że kluczem doboru „słusznych” z punktu widzenia Kremla konserwatystów, jest ich stosunek do Rosji. Andriej Norkin, prowadzący programu publicystycznego „Miesto Wstrieczi” („Miejsce Spotkań”) na kanale NTW, podczas dyskusji o sytuacji w Europie, pośrednio pochwalił rząd PiS. Poprosił zaproszonych gości o komentarz do wystąpienia Donalda Tuska, który ostrzegał, że efektem rozpadu Unii nie będzie, jak twierdzą eurosceptycy, suwerenność mniejszych państw, ale ich podbój przez USA, Chiny czy Rosję. To się oczywiście nie mogło spodobać „patriotycznie” nastawionej publice. Norkin zaznaczył przy tym, że Tusk jest dla niego nie polskim, a europejskim politykiem, i z satysfakcją zacytował Beatę Szydło, która stwierdziła, że przewodniczący RE, zamiast rozwiązywać, tylko cementuje kryzys Unii. Widownia, jak zwykle żywo i emocjonalnie reagująca, nagrodziła tę krytykę Tuska brawami.

W tym samym programie Aleksander Dugin, filozof i doradca Putina o radykalnych poglądach (namawiał prezydenta Rosji m.in. do kontynuacji podboju Ukrainy), który w rozmowie z „Do Rzeczy” zachęcał Polskę do współpracy z Rosją przeciwko „liberałom” (choć jednocześnie sugerował, że albo Polska sama zadecyduje o swojej neutralności, albo Rosja będzie zmuszona zniszczyć „kordon sanitarny”, tworzony między innymi przez Polskę właśnie), stwierdził, że „wchodzimy w epokę pragmatyzmu”, w której od dogmatów i idei ważniejsze będą interesy poszczególnych państw. „Niech Polska walczy o swoje interesy, a Rosja o swoje!” – apelował Dugin przy aplauzie widowni.

 2
  • plinius IP
    W jednym Dugin ma rację, Polska docelowo powinna być neutralna, taka nasza geopolityka, ale dopiero po tym jak wyprodukujemy własną broń nuklearną! Wtedy zresztą wręcz będziemy musieli zostać państwem neutralnym aby nie zostać obszarem frontowym działań wojskowych z użyciem wspomnianej broni. Minusem naszego położenia jest właśnie groźba bycia terenem starcia wojskowego zachodu ze wschodem. Póki nie mamy własnej broni nuklearnej, jesteśmy uzależnieni od pomocy państw NATO więc nic z tym problemem nie jesteśmy w stanie zrobić, a skutki mogą by opłakane. Póki co należałoby skupić się przy rozwijaniu naszych sił zbrojnych nie na pięknie brzmiących rodzajach uzbrojenia, a na takim uzbrojeniu lokalnym dużej liczby obywateli aby nie było opłacalnym wkraczanie na nasz teren potencjalnemu agresorowi. Co najmniej milion zwykłych obywateli powinno znać swoje miejsce w lokalnych grupach obrony terytorialnej i być wyposażonym w mobilne uzbrojenie ziemia-powietrze i ziemia-ziemia(do niszczenia czołgów). Magazyny broni i sprzętu powinny być zdecentralizowane i rozmieszczone gęsto po całym terytorium tak aby te lokalne oddziały miały do nich dostęp. To jest podejście niskobudżetowe gdyż jeszcze bardzo bardzo długo nie będzie nas stać na armię zawodową z supernowoczesnym wyposażeniem w takiej liczbie aby mogła stawić czoła potencjalnemu agresorowi czy to ze wschodu czy zachodu
    Dodaj odpowiedź 5 1
      Odpowiedzi: 0
    • Jednak Najlepszy Ten Rusek-Putinowszczyk IP
      Najbardziej podoba mi się wypowiedż Dugina (choć to polonofobiczny świr i nie wiadomo co powie następnym razem). Przy okazji, autor artykulu - świetne pióro.
      Dodaj odpowiedź 11 1
        Odpowiedzi: 0

      Czytaj także