ŚwiatŻyją w jednym świecie

Żyją w jednym świecie

Dodano

Jeszcze niedawno, czyli tuż po tym, jak rosyjska Rada Federacji zaaprobowała ewentualną interwencję na Ukrainie, Władimir Putin uchodził za szaleńca. W dużej mierze przyczyniła się do tego późniejsza rozmowa, jaką z prezydentem USA Barackiem Obamą odbyła Angela Merkel. Zastanawiała się podczas niej, jak odpowiedzieć na jawne pogwałcenie prawa przez Rosję. Ściślej chodziło nie o całą rozmowę, ale o zamieszczony w „The New York Timesie” przeciek. Według dziennikarza, który oczywiście nie zdradził źródeł, pani kanclerz miała powiedzieć Obamie, że Putin „żyje w innym świecie”.

Skojarzenia były oczywiste. Kreml znalazł się w rękach niebezpiecznego wariata, który żyje w swoim wydumanym świecie. W domyśle: cała ludzkość narażona jest na działania niestabilnego emocjonalnie dyktatora, który stracił kontakt z rzeczywistością.

Hm, patrząc z dzisiejszej perspektywy, kiedy to od sławetnej konwersacji minęło ładnych kilka tygodni, można śmiało stwierdzić, że ostatni zarzut, jaki Putinowi można postawić, to właśnie utrata kontaktu z rzeczywistością. Żyje rosyjski dyktator nie w innym, czyli swoim własnym, odrębnym, zamkniętym, idiosynkratycznym, świecie, ale w świecie wspólnym, naszym, który zresztą od podszewki poznał i który – trzeba przyznać – doskonale potrafi kontrolować. Putin okazał się do bólu racjonalny. Krym został zawładnięty, nad Ukrainą wciąż wisi groźba rozpadu, a żadnych realnych i dotkliwych skutków dla Rosji nie widać. No, chyba że ktoś mnie przekona, że taką dotkliwą karą jest to, iż do USA nie może przyjechać kilku rosyjskich urzędników, w zamian za co kilku Amerykanów nie będzie mogło wybrać się do Rosji.

Czyżby to zatem kanclerz Merkel się pomyliła? Może to ona wtedy „żyła w innym świecie”? Nie sądzę. Raczej – tak sobie teraz myślę – cały ten przeciek od początku był elementem zaplanowanej przez Niemców, a może także Amerykanów, akcji propagandowej. Może chodziło tylko o wywołanie wrażenia, że Kreml jest nieobliczalny? Wówczas okazałoby się, że od początku uczestniczyliśmy w teatrze. To, o czym głośno mówiono, czyli o zachodnich sankcjach, było tylko zasłoną dymną mającą pozwolić przejść do porządku dziennego nad agresją. Putin ogłaszając, że jest gotów do wojny na Ukrainie, dał sygnał, na który pozytywnie odpowiedzieli Merkel i Obama. Wiedzieli doskonale, że po tym, jak ludzie usłyszą, iż mają do czynienia z groźnym wariatem, który w każdej chwili może wywołać III wojnę światową, będą marzyć o jak najszybszym uspokojeniu.

Wynikałoby z tego, że Merkel, Putin czy Obama żyją jednak w jednym świecie. Od początku wszyscy pogodzili się z przyłączeniem Krymu do Rosji. Reszta to rytualne zabiegi. Ot, trzeba było ukryć realną zgodę na przemoc pod pozorami sprzeciwu. Pięknie odegrana sztuka przez wielkie mocarstwa. 

foto: kremlin.ru/cc

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 15/2014
Cały wywiad opublikowany jest w 15/2014 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc
 0

Czytaj także