Katalonia: najkrótsza niepodległość nowoczesnej Europy?

Katalonia: najkrótsza niepodległość nowoczesnej Europy?

Dodano: 13
Katalonia
Katalonia / Źródło: PAP/EPA / XOAN REY
"Zamach stanu za uprzednim obwieszczeniem" - mówiła o próbie katalońskiej secesji Inés Arrimadas z partii Ciudadans. "Niedopuszczalna zdrada" - oceniają wystąpienie szefa władz autonomii politycy radykalnie separatystycznej, ultralewicowej CUP. Przemowa Carlesa Puigdemonta, która miała być deklaracją niepodległości, nie zadowoliła żadnej ze stron.

Dzisiejsza sesja Parlamentu autonomii rozpoczęła się z ponad godzinnym opóźnieniem. Do ostatniej chwili przewodniczący Generalitat uzgadniał ze zwolennikami secesji treść swojego wystąpienia. W trakcie tych rozmów separatyści przekazywali mediom informacje, jakoby szef władz autonomii konsultował się z samym Jeanem-Claudem Jucknerem. Źródła w Brukseli szybko zdementowały tę wiadomość.

W trakcie swojego wystąpienia Carles Puigdemont przedstawił swoją wizję najnowszej historii Katalonii, w której ludność regionu stara się ułożyć sobie stosunki z Madrytem w ramach jednego państwa, ale władze centralne ją upokarzają, wszczynają "kampanię katalanofobii" i wreszcie próbują przemocą nie dopuścić do głosowania w referendum. "Upokorzeniem" które miało stanowić początek "kampanii katalanofobii" było w ocenie Puigdemonta odrzucenie przez Trybunał Konstytucyjny uchwalonego w 2005 r. nowego Statutu Autonomii.Te i inne represje (jak np. "ucisk języka katalońskiego", który w rzeczywistości jest w autonomii bardzo uprzywilejowany) miały wyrobić w ludności przekonanie, że jedyną możliwą formą funkcjonowania jest osobne państwo. Zasugerował nawet, że formą przemocy jest "ucieczka biznesu" z regionu w reakcji na próbę secesji.

Niepodległość w zawieszeniu

Zasadniczym argumentem były jednak wyniki głosowania z 1. października, które Puigdemont uznał za mandat do uczynienia Katalonii niepodległą republiką. Zgromadzeni przed parlamentem zwolennicy secesji zinterpretowali te słowa jako deklarację niepodległości i już zaczęli wiwatować. Jednak w chwilę potem szef Generalitat poprosił o "zawieszenie" deklaracji niepodległości, by "zainicjować w najbliższych tygodniach etap dialogu i negocjacji." Skonsternowany tłum przed gmachem zamilkł. Dało się słyszeć - wygłaszane półgłosem - słowa "zdrajca". Puigdemont odwołał się jeszcze do wspólnoty międzynarodowej i wezwał rząd Hiszpanii, by wziął pod uwagę jej opinię. Całe przemówienie z wyjątkiem fragmentu skierowanego do Hiszpanów wygłosił po katalońsku.

Wystąpienie przemawiającej bezpośrednio po Puigdemoncie Inés Arrimadas, przewodniczącej partii Ciudadans, było całkowitym przeciwieństwem expose poprzednika. Wygłosiła je w całości po hiszpańsku i ostro skrytykowała Puigdemonta wskazując zarówno na nadużycia podczas nielegalnego głosowania (np. oddawanie po cztery głosy przez jedną osobę), na koszty, jakie ponosi i poniesie Katalonia z powodu separatyzmu, jak i na fakt całkowitego braku poparcia dla secesji na arenie międzynarodowej. – Jest pan sam! Nie popiera pana ani jeden europejski przywódca! Rozbija pan katalońskie społeczeństwo. Sprawia pan, że biznes ucieka z Katalonii. Zubaża Katalończyków – mówiła.

Wskazała, że większość mieszkańców regionu czuje się Katalończykami i Hiszpanami. – Udało się państwu obudzić tę większość uciszaną, nie milczącą, ale uciszaną przez was od 30 lat - mówiła. Próbę secesji określiła mianem "zamachu stanu dokonanego za uprzednim obwieszczeniem". - Prędzej czy później odbędzie się w Katalonii prawdziwe głosowanie, którego tak się boicie - zapowiedziała. Również lider socjalistów Miquel Iceta podważył legitymację, jaką miałoby być zeszłotygodniowe głosowanie. - 38 proc. to nie większość - wskazywał.

"Dwuznaczności i piruety semantyczne"

Wystąpienie Puigdemonta wzbudziło krytykę nie tylko ze strony przeciwników secesji. Również jej zwolennicy nie byli zadowoleni. - Sądziliśmy, że dziś miało nastąpić ogłoszenie niepodległości Katalonii - napominała go Anna Gabriel z CUP (Candidatura d'Unitat Popular).

Jednych i drugich pogodził szef katalońskich struktur rządzącej Partii Ludowej, Xavier Albiol. - Pańskie dwuznaczności i piruety semantyczne nie mają już najmniejszego znaczenia - mówił do Puigdemonta. - Nie będzie żadnej niezależnej republiki. Państwo prawa nie pozwoli na to - oświadczył jednoznacznie.

"Odebrał Katalonii resztki stabilności"

Tolerowany przez Madryt, celowo rozwijany przez katalońską lewicę separatyzm urósł w realną siłę, która teraz usiłuje wyegzekwować swoje postulaty. Z drugiej strony opór ogromnej części ludności, coraz głośniejszy sprzeciw przeciw separatystycznej poprawności politycznej i realne skutki próby secesji, choćby wspomniana "ucieczka biznesu" sprawiają, że realizacja tejże próby wiąże się z ogromnym ryzykiem. Które to ryzyko nie ogranicza się do strat wizerunkowych czy gospodarczych.

Zanim rozpoczęła się sesja Parlamentu, jego siedzibę otoczyły jednostki katalońskiej policji (Mossos d'Esquadra). Natomiast formacje Policji Państwowej i Guardia Civil zabezpieczyły elementy infrastruktury krytycznej regionu, takie jak lotniska czy elektrownia jądrowa, by zapobiec próbom przejęcia kontroli nad nimi przez regularne oddziały Mossos w razie ogłoszenia niepodległości lub przez radykalnych separatystów, gdyby Puigdemont zawiódł ich nadzieje. W porcie w Barcelonie stoją fregaty marynarki wojennej.

Sąd Najwyższy Katalonii jutro ma rozpatrzeć wniosek o aresztowanie Carlesa Puigdemonta i innych członków władz katalońskiej autonomii w związku z podejrzeniem zamiaru dokonania zamachu stanu. Również na jutro, na godzinę 9,00, premier Mariano Rajoy zwołał nadzwyczajne posiedzenie rządu "w związku z ostatnimi wydarzeniami". Zdaniem jego zastępczyni, Sorai Saenz de Santamarii, "przewodniczący Puigdemont odebrał dziś Katalonii resztki jakiejkolwiek stabilności".

Źródło: elmundo.es, libertaddigital.com
 13
Czytaj także