Nowe ustalenia w sprawie śmierci Pawła Chruszcza

Nowe ustalenia w sprawie śmierci Pawła Chruszcza

Dodano: 55
Paweł Chruszcz
Paweł Chruszcz / Źródło: Facebook
Nie jesteśmy pewni czy osobą wspinającą się na słup był zmarły – mówi nam szef legnickiej prokuratury. Śledczy badający sprawę śmierci radnego Pawła Chruszcza intensywnie sprawdzają, jak spędził ostatnie dwa dni przed śmiercią i czy ktoś mógł nakłaniać go do samobójstwa.

Popularny w Głogowie miejscowy radny Paweł Chruszcz wyszedł z domu w środę 30 maja. Dzień później jego ciało znaleziono wiszące na słupie energetycznym. Czy popełnił samobójstwo? Okoliczności śmierci głogowskiego samorządowca znanego z tropienia afer z udziałem miejskich władz i koncernu KGHM budzą sporo wątpliwości, zwłaszcza wśród znających go osób. O niektórych z nich – m.in. o tajemniczych okrągłych śladach znalezionych na ciele Chruszcza i błędach popełnionych przez głogowską policję po znalezieniu ciała – pisaliśmy w poniedziałkowym wydaniu „Do Rzeczy”.

Czytaj też:
Kilka niepokojących dni

Jak dowiedziało się „Do Rzeczy”, teraz śledczy intensywnie sprawdzają co wydarzyło się w ostatnich dniach życia Pawła Chruszcza. Według naszych ustaleń, prokuratura wyklucza już raczej możliwość zabójstwa, ale wciąż bada, czy ktoś nie skłonił samorządowca do rozstania się z życiem. Ma to związek z podejrzeniami, jakich nie ukrywają bliscy i znajomi zmarłego samorządowca, że ktoś mógł towarzyszyć Chruszczowi w ostatnich godzinach życia i np. pogróżkami nakłonić go do samobójstwa.

Tajemnicze dwa dni Chruszcza

– Sprawdzamy ostatnie dni życia pokrzywdzonego, ze szczególnym uwzględnieniem dwóch ostatnich dni. Odtwarzamy przebieg tych dni. Jest zbyt wcześnie aby mówić o szczegółach – poinformował nas prokurator Zbigniew Harasimiuk, szef Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Dlaczego to takie ważne? Zarówno z ustaleń „Do Rzeczy”, jak i „Dziennika Gazety Prawnej”, które przeprowadziły własne, niezależne od siebie śledztwa dziennikarskie, wynika, że Paweł Chruszcz w ostatnich dniach przed śmiercią sugerował znajomym, że coś mu się może stać. Mówił im m.in. „teraz mnie zabiją” i prosił by nie angażowali się w sprawy, którymi się zajmował. Z opowieści ludzi, którzy go znali rysuje się też wizerunek człowieka, który z odważnego „tropiciela afer”, pełnego planów na rozwój kariery politycznej, w ostatnich 48 godzinach przed śmiercią stał się osobą wylęknioną i obawiającą się bliżej nieokreślonych zdarzeń jakie mogą nastąpić.

Ostatnie trzy dni przed swoją śmiercią Paweł Chruszcz miał spędzić „na rybach”, był bowiem miłośnikiem wędkowania. Dzwonił wtedy też do znajomych i opowiadając jak spędza czas miał, jak twierdzą, używać liczby mnogiej. Nie wiadomo czy i kto mu wówczas towarzyszył.

– Mówił, że są na łódkach. Uderzyło mnie, że używał liczby mnogiej, ale nie mówił, z kim jest. Dziwne było to, że chciał wiedzieć, czy mógłbym go zabrać, chociaż sam miał samochód – opowiadał nam Bartłomiej Szwiec, przyjaciel Chruszcza. Zmarły miał wysłać mu też mapkę GPS, wskazującą miejsce, gdzie się znajduje. Po śmierci radnego wszystkie wiadomości od niego zniknęły z telefonu Szwieca.

Wczoraj „Dziennik Gazeta Prawna” pisał, powołując się na nieoficjalne ustalenia, o eksperymencie jaki przeprowadzili śledczy. Wyłączyli transformator, na który miał się wspiąć Chruszcz i sprawdzali czy mógł to zrobić samodzielnie. Szef Prokuratury Okręgowej w Legnicy, prokurator Zbigniew Harasimiuk potwierdził nam, że taki eksperyment procesowy został przeprowadzony.

– Potwierdzam fakt wykonania dodatkowych czynności procesowych. Wyłączenie prądu podyktowane było względami bezpieczeństwa. Niewątpliwie zawieszenie liny na wysokości 5,5 m wymaga wspięcia się na słup – twierdzi prokurator Zbigniew Harasimiuk. Dodaje też: "Nie znaleziono ani na słupie ani na linie śladów świadczących o wciąganiu nieprzytomnej osoby. W razie podciągania bezwładnego ciała bez użycia specjalistycznego sprzętu, a takiego nie ujawniono z uwagi na właściwości liny oraz podłoża ślady tarcia powinny być widoczne".

Jednocześnie śledczy przyznaje, że chociaż dotychczasowe ustalenia wskazują, że osoby trzecie raczej nie brały czynnego udziału w powieszeniu Chruszcza, bo ślady betonu na podeszwach obuwia zmarłego mogą wskazywać, że sam wchodził na słup, na którym później zawiesił linę samobójczą, to jednocześnie niczego, na tym etapie nie chcą wykluczać.

– Nie jesteśmy w tym momencie pewni czy osobą wspinającą się był zmarły – informuje nas prokurator Zbigniew Harasimiuk. Pytamy z czego to wynika i co oznacza w kontekście prowadzonego śledztwa. – Zlecono odpowiednie badania mające na celu ustalenie czy na ciele zmarłego lub jego odzieży znajdują się mikroślady odpowiadające zabezpieczonym próbkom słupa. Nie mamy jeszcze wyników – informuje nas szef legnickiej prokuratury.

Zwykłe samobójstwo? Nie takie oczywiste

Przyjaciele Pawła Chruszcza w rozmowie z „Do Rzeczy” mówią, że mają wrażenie, że przecieki medialne jakie pojawiły się w ostatnim tygodniu, a mające rzekomo pochodzić ze źródeł prokuratorskich to przygotowywanie opinii publicznej pod umorzenie śledztwa w sprawie śmierci radnego. Dlaczego? W ostatnich dniach m.in. Polska Agencja Prasowa i portal TVP Info podały informację, że śledczy dysponują nagraniem Chruszcza kupującego w sklepie linę, na której miał się później powiesić. Rzeczywiście takie nagranie istnieje. Tyle, że tu także są wątpliwości.

– Paweł miał kilka takich linek. Jedną przy łódce, drugą w ogrodzie przy domu. Miał być tak załamany, że się powiesił, ale jednocześnie kupowałby linę w barwach klubu, któremu kibicował? – dziwi się jeden z naszych rozmówców.

Narracja jaka jawi się z „przecieków” ze śledztwa jakie pojawiły się w publicznych mediach, kreśli taką wersję: Chruszcz był załamany procesem jaki wytoczył mu prezydent Głogowa Rafael Rokaszewicz. Chruszcz ujawnił, że miejski włodarz sprzedał miejską nieruchomość prywatnemu przedsiębiorcy prawdopodobnie poniżej jej wartości), a także pozwem jaki przeciw niemu skierował tenże biznesmen. Miał więc kupić linkę, butelkę whisky (do połowy opróżnioną znaleziono w samochodzie radnego), a następnie popełnić samobójstwo. Tyle, że i tu są wątpliwości. Paweł Chruszcz, jak mówią jego bliscy, nie pijał „perfumowanych” wódek. Nie przegrał też żadnego procesu, ba żaden proces do tej pory przeciw niemu się nie rozpoczął. Miał też zapewnienie znajomych prawników, że pomogą mu w procesie, a także przyjaciół, że gdyby proces przegrał – pomogą mu finansowo w spłacie ewentualnej grzywny. Dziennikarze PAP i portalu TVP podający „nieoficjalne informacje” ze śledztwa nie próbowali ich zweryfikować np. kontaktując się z rodziną Chruszcza i jego współpracownikami.

Autor: Wojciech Wybranowski
Źródło: DoRzeczy.pl
+
 55
Czytaj także