Leczenie raka w Polsce po COVID. Dr Meder: „To prognozy mrożące krew w żyłach”
  • Katarzyna PinkoszAutor:Katarzyna Pinkosz

Leczenie raka w Polsce po COVID. Dr Meder: „To prognozy mrożące krew w żyłach”

Dodano: 8
Sala operacyjna
Sala operacyjna / Źródło: Materiały prasowe
O 60-80 proc. spadła zgłaszalność na badania skriningowe. To jest dramat, bo będzie coraz więcej pacjentów w wyższych stadiach zaawansowania nowotworu. Opóźnienie diagnozy o pół roku powoduje spadek wyleczalności aż 30 proc. Kiedy pacjent nie może czekać, musi zgłosić się do lekarza i co zrobić, gdy ma proponowaną tylko teleporadę – mówi dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii.

Jeszcze zanim rozpoczęła się epidemia COVID-19, wyniki leczenia nowotworów w Polsce były gorsze niż w innych krajach UE. Dlaczego wciąż jesteśmy w ogonie Europy?

Jest wiele doniesień, że ciągle jesteśmy na ostatnich miejscach w Europie pod względem wyników leczenia, natomiast chcę wyraźnie powiedzieć, że w ostatnich latach znacząco poprawiły się wyniki leczenia. 20-30 lat temu średnia wyleczeń w Polsce to było 30 proc., niezależnie od stopnia zaawansowania nowotworu; dziś jest to 48 proc. Głównym problemem jest późne zgłaszanie się do lekarza: w Polsce tylko 20-30 proc. nowotworów jest wykrywanych we wczesnych stadiach. W USA, Kanadzie, Australii i w Europie Zachodniej proporcje są odwrotne: tam 80 proc. osób zgłasza się we wczesnych stadiach choroby. Patrząc z tego punktu widzenia, 48 proc. wyleczeń to nie jest źle, zwłaszcza że polska onkologia podobnie jak cała służba zdrowia jest niedofinansowana, a polski pacjent ma dostęp tylko do 50 proc. najbardziej skutecznych leków onkologicznych zarejestrowanych w UE. Tak więc wyniki leczenia systematycznie poprawiają się, choć nadal nie nadążamy za Europą i faktycznie są one gorsze o ok. 10-15 punktów proc.

Trzeba jednak przyznać, że w ostatnich 2-3 latach dostęp do nowoczesnego leczenia bardzo się poprawił, dlatego chwalimy obecną ekipę Ministerstwa Zdrowia. Mamy coraz więcej programów lekowych, czekamy jednak na kolejne, gdyż medycyna się rozwija. Duże nadzieje wiążemy z Narodową Strategią Onkologiczną (NSO), która miała ruszyć pełną parą w 2020 r., jednak z powodu pandemii są znaczne opóźnienia. Nie uruchomiono jeszcze środków finansowych, które miały być na to przeznaczone w roku ubiegłym: a było zaplanowane 250 mln zł. Na realizację NSO w latach 2020-2030 zgodnie z ustawą sejmową zagwarantowano kwotę 5,1 mld złotych.

Na co zabrakło pieniędzy?

Na pewno na rozwój skriningu, czyli badań przesiewowych w kierunku wczesnego wykrywania raka piersi, szyjki macicy, jelita grubego. Po to, żeby skrining był efektywny, powinno się zgłaszać co najmniej 70 proc. osób, dla których jest on przewidziany. W Polsce z badań cytologicznych w ramach skriningu korzystało przed pandemią ok. 30-40 proc. osób, z mammografii - 55-60 proc. Najgorzej było z kolonoskopią. Ze względu na RODO i ochronę danych osobowych, nie zostało określone, jak prowadzić system zawiadomień pacjentów o badaniach. Wielokrotnie podkreślaliśmy rolę lekarzy rodzinnych, pielęgniarek i położnych środowiskowych: to te osoby powinny edukować, zachęcać pacjentów do badań, rozmawiać i zostawiać zaproszenia. Efekt byłby na pewno lepszy niż wysyłania zaproszeń pocztą. Powinien być jednak stworzony system, który motywowałby finansowo personel medyczny do takich działań. W dobie dynamicznej cyfrycyzacji medycyny można sprawnie pokierować programem badań przesiewowych w onkologii w oparciu o kontakty telefoniczne, sms-y czy pocztę elektroniczną.

Jak pandemia COVID wpłynęła na sytuację pacjentów onkologicznych?

Spadła zgłaszalność na badania skriningowe: od 60 do 80 proc. To jest dramat. Niedawno wiceminister Sławomir Gadomski zapowiedział, że 2021 rok ma być rokiem profilaktyki. Mam nadzieję, że tak się stanie. Trzeba uruchomić odpowiednie środki finansowe, przewidziane w Narodowej Strategii Onkologicznej. Powinny być przeznaczone przede wszystkim na edukację i badania służące wczesnemu wykrywaniu chorób nowotworowych. Poza cytologią, mammografią, kolonoskopią, jest już też dostępne badanie skriningowe raka płuca przy pomocy niskodawkowej tomografii komputerowej dla grupy osób wysokiego ryzyka. Najważniejsza jest jednak edukacja zdrowotna: trzeba ją prowadzić już od przedszkola.

Epidemia COVID-19 paradoksalnie spowodowała, że pacjentów onkologicznych w szpitalach jest dziś mniej. Jakie będą tego konsekwencje?

Dziś nawet nie jesteśmy w stanie tego oszacować. Zmniejszyła się liczba wystawionych kart DILO – Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego. Największy kryzys to okres między marcem a majem: wystawiano ich wtedy nawet 30-40 proc. mniej. Nie wiemy jednak najważniejszego: ilu pacjentów w ogóle nie przyszło do lekarza, choć powinni. Miernik dotyczący kart DILO nie jest wystarczający do oceny dramatu, który może mieć miejsce w kolejnych latach. Specjaliści z Europy Zachodniej podkreślają, że będzie coraz więcej pacjentów w wyższych stadiach zaawansowania nowotworu. Symulacja ekspertów z Wielkiej Brytanii i USA pokazuje, że opóźnienie o 3 miesiące w zgłoszeniu się do lekarza powoduje o 10 proc. gorsze wyniki leczenia po 10 latach. W przypadku opóźnienia o pół roku spadek wyleczalności wynosi aż 30 proc.! To prognozy mrożące krew w żyłach.

Możemy się tego spodziewać?

Raport Polskiego Towarzystwa Chirurgów Onkologicznych pokazał, że w okresie między marcem a wrześniem w wielu ośrodkach onkologicznych opóźnienie dotyczyło aż 40 proc. operacji onkologicznych. Dopiero w ostatnich miesiącach 2020 roku sytuacja zaczęła się poprawiać. Sytuacja w onkologii w 2021 roku w dużej mierze będzie zależała od sprawności szczepień przeciw COVID.

W Polsce brakuje 50 proc. najnowszych leków zarejestrowanych w UE. To też pogarsza szanse pacjentów.

Stąd nadzieja w Narodowej Strategii Onkologicznej, której jednym z założeń jest to, że w ciągu 10 lat polski pacjent uzyska dostęp do 90 proc. nowoczesnych leków onkologicznych zarejestrowanych w UE. Co prawda chcielibyśmy, żeby to stało się szybciej, jednak pandemia nie przyspieszy tego procesu. Chyba że decydenci wyasygnują więcej pieniędzy na nowoczesne leczenie przeciwnowotworowe. Priorytetem jest jednak jak najszybsze wprowadzenie Narodowej Sieci Onkologicznej.

Dlaczego Narodowa Strategia Onkologiczna jest tak ważna?

Powodów jest wiele. Jednym z nich jest to, że stawia ona na jakość leczenia, a nie tylko na liczbę wykonywanych procedur. Szpitale powinny raportować efekty leczenia, jego skuteczność i powikłania; konieczna jest coroczna ocena i certyfikacja ośrodków onkologicznych. Powinny zdecydowanie szybciej powstać tzw. specjalistyczne centra kompetencji: ośrodki kompleksowego leczenia raka piersi, płuca, jajnika, które oferowałyby koordynowane leczenie kompleksowe oraz ponosiły odpowiedzialność za całokształt opieki onkologicznej i dostawałyby pieniądze za efekty tych działań. Tylko wtedy opłaca się więcej inwestować w onkologię, tylko wtedy te pieniądze będą rozsądnie wydane. Pacjenci muszą wiedzieć, gdzie warto się leczyć. To niezwykle ważne, bo w onkologii pierwsze leczenie jest najważniejsze: jeśli nie jest ono optymalne i zgodne ze standardami europejskimi, pacjent już na początku traci ok. 50 proc. szans na wyleczenie.

Z najnowocześniejszych leków nie będą mogli skorzystać pacjenci, jeśli nie będą wcześnie zdiagnozowani. Z jakimi objawami pacjent nie powinien czekać, tylko jak najszybciej zgłosić się do lekarza?

Zawsze powtarzam każdemu choremu, że trzeba wykazywać czujność onkologiczną: „Jeśli objawy i dolegliwości, których do tej pory nie miałeś, nie ustępują całkowicie w ciągu 2-3 tygodni pod wpływem leczenia objawowego po podaniu prostych leków przeciwgorączkowych, przeciwbólowych, jednego antybiotyku, to zrób wszystko, by zgłosić się do lekarza i wykonać badania, celem wyeliminowania nowotworu”. To złota zasada,,2-3 tygodni". Nie można obawiać się zgłoszenia do szpitala, nawet w sytuacji pandemii, ponieważ konsekwencje zostania w domu powodują, że szanse na wyleczenie znacznie spadają. W wyższym stopniu zaawansowania nowotworu dostęp do skutecznych leków jest ograniczony, możliwości wyleczenia znacząco niższe, a koszty nierzadko astronomiczne.

Szybkie rozpoczęcie terapii może spowodować całkowite wyleczenie. Trzeba przekroczyć barierę strachu. We wszystkich ośrodkach onkologicznych jest stosowany ścisły reżim sanitarny. Nie obawiajmy się zgłoszenia do onkologa.

Dziś pacjent chce iść do lekarza, ale często jest mu oferowana tylko teleporada. Co wtedy?

Przez telefon nie zdiagnozuje się nowotworu. Warto być niepokornym pacjentem. Gdy objawy nie ustępują, trzeba iść do lekarza. Jeśli nie przyjmie, to trzeba poszukać innego. Są też infolinie onkologiczne, gdzie można pytać o radę, np. w regionalnych centrach onkologii, w ośrodkach akademickich, można szukać pomocy za pośrednictwem infolinii Rzecznika Praw Pacjenta i/lub NFZ. Nie wolno czekać, w przypadku nowotworu liczy się czas.

Dr n. med. Janusz Meder jest prezesem Polskiej Unii Onkologii, specjalistą w dziedzinach onkologii klinicznej i radioterapii, pracuje w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie, jest jednym z założycieli Medycznej Racji Stanu

Artykuł został opublikowany w 5/2021 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

-
 8
Czytaj także