• Autor:Jan Fiedorczuk

Pod butem patofeministki

Dodano:
Marta Lempart Źródło: PAP / Grzegorz Momot
„Znajdzie się jeden odważny tej ważnej formacji, co ma broń? Jeden k***a, który nie jest tchórzem służącym Kaczyńskiemu, znajdzie się jeden czy nie?” wrzeszczała Marta Lempart do policjantów. To podżeganie funkcjonariuszy do najgorszego, to przekroczenie kolejnej granicy. Opozycja, jeżeli chce coś jeszcze znaczyć, powinna znaleźć w sobie odwagę i zakończyć tę hucpę. Zamiast się wdzięczyć do patoliderki, politycy POKO i Lewicy powinni powiedzieć Marcie Lempart, by się „prędziutko oddaliła”. Bo na jej popisach tracą wszyscy – opozycja, protestujące kobiety oraz państwo polskie. Jeżeli ktoś zyskuje, to jedynie PiS.

W ostatnią sobotę tzw. Strajk Kobiet kolejny raz pojawił się na polskich ulicach. Frekwencja jednak tym razem nie dopisała. Nawet na kadrach z TVN24 widać było drobny tłumek, który nie był w stanie wypełnić całej ulicy. Nic dziwnego. W ostatnim tekście na DoRzeczy.pl („Lempart na drodze Kijowskiego”) wskazywałem, że liderka protestów zarżnęła olbrzymi potencjał, jaki był w oddolnym ruchu wymierzonym wcale nie w PiS, tylko w orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego.

Zapewne to właśnie niska frekwencja spowodowała wzmożoną frustrację Lempart i jej popleczników. Najpierw wesoła gromadka zgromadziła się na rondzie Dmowskiego, które postanowiła „przemianować” na „rondo praw kobiet”. Miał chyba być zabawny, ale wyszło średnio. Niemniej w perspektywie następnych wydarzeń był to incydent jednak mało znaczący i świadczący jedynie, no właśnie, o frustracji zebranych. Dalej było już coraz gorzej. Najpierw media obiegło nagranie, na którym Lempart wrzeszczy na jednego z policjantów (gdzie wulgaryzmy tradycyjnie zastępowały przecinki), a następnie próbuje go opluć, jednak ze względu na fakt, że miała maseczkę, to... opluła samą siebie (co swoją drogą stanowi bodaj najlepszą metaforę całego protestu).

Następnie, gdy policja nie chciała jej przepuścić przez kordon, to – zapewne nie mogąc zdzierżyć tej niesprawiedliwości – nasza nadwiślańska wonder woman „zemdlała”, aby chwilę później znowu powrócić na czoło protestu i wesoło rzucać bluzgami na prawo i lewo. Apogeum wieczoru stanowiła jednak jej słynna przemowa poświęcona Jarosławowi Kaczyńskiemu.

O jeden bluzg za daleko

– Macie postępować zgodnie z prawem i mu odmawiać wykonania rozkazu, tego gnoja Kaczyńskiego, bo one nie mają nic wspólnego z prawem. Znajdzie się jeden odważny tej ważnej formacji, co ma broń? Jeden k***a, który nie jest tchórzem służącym Kaczyńskiemu, znajdzie się jeden czy nie? Chociaż na razie wygląda, że to my jesteśmy odważne, chociaż nie mamy broni – wrzeszczała do tłumu policjantów.

Sobotnia serenada Lempart była przekroczeniem pewnych granic, które dotąd – mimo temperatury sporu – wszyscy jednak szanowali. Marta Lempart nawoływała do zamordowania Jarosława Kaczyńskiego. Inaczej się nie da tych słów odczytać. Dla mnie przynajmniej przesłanie jest oczywiste, a kłamstwa Lempart u Moniki Olejnik, by wykręcić się z tej wypowiedzi, świądczą, że ona sama zdaje sobie sprawę, że przekroczyła pewną granicę.

Oczywiście sprawa nie sprowadza się do faktu, że Lempart posługuje się wulgaryzmami (tak to przedstawiają jej obrońcy). To jedynie dodatek do jej barwnej postaci. Ona zachowuje się jak chodząca patologia, a co gorsza w ostatnich tygodniach wyrosła na nieformalną liderkę opozycji. Bo zarówno Budka, jak i Czarzasty czy Kosiniak-Kamysz nie mają odwagi się jej przeciwstawić. Każdy na opozycji (no oprócz Konfederacji ze zrozumiałych względów) kładzie po sobie uszy i udaje, że wszystko jest w porządku.

Lempart sprowadziła debatę do rynsztoka, jakiego nie uświadczyliśmy do tej pory. To naprawdę już dawno nie jest żaden strajk, a ona sama nie jest żadną liderką. To patofeministka, patocelbrytka, patoliderka.

Patoliderka patoopozycji

To że indywidua pokroju Joanny Senyszyn bronią Marty Lempart, nie powinno dziwić. Prawdziwym problemem obecnej opozycji jest jednak to, że ekscesy zarezerwowane do tej pory dla marginesu świata polityki, przeniknęły do jej mainstreamu. Zaczęły wyznaczać jej ton.

Katolik bezobjawowy, zwany dla niepoznaki „liberalnym” bądź „otwartym”, Szymon Hołownia nadal nie posłuchał rad Lemaprt i zamiast "wypier***ać", przymila się do "Strajku Kobiet".

Swojego zachwytu postacią Lempart nie kryje również Tomasz Siemoniak z Platformy Obywtelskiej. "Jest wybitną liderką tego ruchu. Ma poparcie, zaplecze, wiarygodność dla wszystkich, którzy protestują" – mówił w rozmowie z Radiem Wrocław.

Naprawdę żenująco zrobiło się jednak, gdy kilka dni temu w internecie pojawił się filmik z sobotnich protestów, na którym widać, jak Lempart dosłownie wdaje polecenia politykom Koalicji Obywatelskiej, którzy bezwolnie jej przytakują. Opozycja została skolonizowana przez patofeministkę.

Pod butem patologii

Borys Budka czy Włodzimierz Czarzasty nie dali się złapać na podobnej wpadce, ale ich milczenie połączone z poparciem dla samego „strajku Kobiet” jest więcej niż wymowne. Największe partie opozycyjne są całkowicie bezwolne w tym temacie. Żaden z liderów antypisu nie jest w stanie się zebrać na odwagę i przeciwstawić Lempartowej patologii.

A przecież, patrząc już czysto cynicznie, można by nawet na takim buncie coś wygrać. Gołym okiem widać, że „normalsi” odpływają od „Strajku Kobiet”. Dzieje się tak właśnie ze względu na postać Lempart, która odpycha od siebie każdego dobrze wychowanego człowieka. Bez względu na poglądy dot. aborcji. Wystarczyłoby, że lider PO wyszedłby przed szereg i powiedział, że owszem, „Trybunał magister Przyłębskiej” wydał skandaliczny wyrok, że Platforma jest przeciwko fundamentalistom z PiS itp., itd., ALE on jako lider największej partii opozycyjnej, jako przyszły premier etc. nie może się zgodzić na uprawianie polityki w tym stylu. Nie zgadza się pluć na policję, nie zgadza się na grożenie śmiercią przeciwnikom. Nawet jeżeli chodzi o Kaczora-dyktatora. Przecież ten centrowy elektorat leży na ziemi, wystarczy się po niego schylić. To odbicie w stronę centrum, rezygnacja z samobójczego radykalizmu mogłaby się najzwyczajniej opłacić. No i byłaby dobra dla samego państwa, ale to chyba akurat w obecnej rozgrywce dla nikogo nie ma niestety większego znaczenia.

Kwestia odwagi

Ale żeby postawić się Lempart, trzeba by się również postawić TVN-om i Onetom. Zamiast biernie odtwarzać polecenia, opozycja musiałaby chociaż spróbować nadać ton debacie politycznej. A do tego potrzeba – mówiąc kolokwialnie – jaj. Ani Czarzasty, ani tym bardziej Budka nie zaryzykują, że wieczorne wydanie „Faktów” przedstawi ich jako zdrajców misji oświecania Polaków. Wolą pozostać na z góry upatrzonych pozycjach i przeczekać aż „Strajk” się wypali, a wyborcy zapomną o ponurej postaci, jaką jest Lempart. Prezentować się jako sojusznicy kobiet i nie babrać sobie rąk lemparciznami. Chcą przeczekać aż ten antykatolicki, ale też po prostu antycywilizacyjny taran przetoczy się przez Polskę i zbierze swoje ponure żniwo.

Tymczasem sama liderka OSK wyrasta chwilowo na główną gwiazdę opozycji. I jednocześnie sprowadza samą opozycję do swojego żenującego poziomu, gdyż kto w pokorze nie schyli przed nią głowy, temu ona rzuci prosto w twarz, by się "prędziutko oddalił". Na takim stanie rzeczy korzysta jedynie PiS, któremu cała aborcyjna afera może ujść na sucho, gdyż paradoksalnie na tle tych radykałów zaczyna po prostu wyglądać jak neutralne centrum.

Artykuł wyraża poglądy autora i nie musi być tożsamy ze stanowiskiem redakcji.


Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...