Kratiuk: Patrząc na Niemcy, katolickie serce krwawi

Dodano:
Krystian Kratiuk Źródło: pch24.pl
– Jeżeli Kościół niemiecki może sobie pozwolić na tego typu sytuację w sposób zupełnie bezkarny, to aż drżymy, myśląc, co będzie za kilka lat w Polsce. Rewolucja LGBT wyszła już przecież na polskie ulice i weszła do polskich kościołów – mówi w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl Krystian Kratiuk, redaktor naczelny PCh24.pl.

W niemieckich kościołach zawisły flagi LGBT, doszło również do licznych błogosławieństw par jednopłciowych. Co rodzi się w Pańskim sercu jako katolika, kiedy obserwuje Pan te wydarzenia?

Krystian Kratiuk: Przede wszystkim może rodzić się wyłącznie smutek, ponieważ mamy do czynienia z oznakowaniem ideologii jawnie wrogiej Kościołowi, nauce i samemu Stworzycielowi. Druga rzecz to oburzenie, że nikt w tej sprawie nie interweniuje. Przecież mamy do czynienia z jawną herezją i schizmą, a jednocześnie z milczeniem ze strony czynników, które mogłyby przerwać ten proceder. Nie jest to normalne i katolickie serce w takiej sytuacji zwyczajnie krwawi. Jednocześnie jest to też odczucie przerażenia. Jeżeli Kościół niemiecki może sobie pozwolić na tego typu sytuację w sposób zupełnie bezkarny, to aż drżymy, myśląc, co będzie za kilka lat w Polsce. Rewolucja LGBT wyszła już przecież na polskie ulice i weszła do polskich kościołów.

Konserwatywni hierarchowie z różnych stron świata apelują do papieża o stanowczą reakcję. Pojawił się nawet pomysł ustanowienia 10 maja jako Dnia Przebłagania za błogosławienie par homoseksualnych. Czy Pańskim zdaniem Watykan przystanie na te prośby?

Papież ma zawsze dylemat w takiej sytuacji. Z jednej strony stoi na straży czystości wiary, a z drugiej -jedności Kościoła. Każdy papież, który w ostatnich latach próbował wyjść z takiej sytuacji, musiał odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie, a mianowicie, co jest ważniejsze: jedność formalna Kościoła czy jedność funkcjonalna, która i tak jest dzisiaj fikcją. Nie chodzi tutaj już o episkopaty poszczególnych krajów, ale konkretnych biskupów, kapłanów i zakonników, z których każdy ma własną wizję Kościoła i przekazywania wiary.

Warto przypomnieć Pawła VI, który stanął przed podobnym dylematem schizmy w sprawach moralnych, podobnej do tej, z którą obecnie boryka się Franciszek. Paweł VI zwyczajnie obraził się na biskupów belgijskich, niemieckich i kanadyjskich, którzy odrzucili nauczanie zawarte w papieskiej encyklice Humane vitae. Nic więcej nie zrobił i teraz widzimy, jaka jest kondycja tamtejszych Kościołów po 50 latach. Albo błogosławią homozwiazki, albo w ogóle ich nie ma. Papież Franciszek nie podejmuje dzisiaj żadnej decyzji, choć przypomnę, że cała ta sytuacja polegająca na gremialnym błogosławieniu związków homoseksualnych wynika mimo wszystko z jakiejś interwencji Watykanu. Kongregacja Nauki Wiary wydała przecież słynny już dokument, w którym przypomniała, że Kościół nie ma mocy błogosławienia związków innych niż małżeństwa. Dwóch homoseksualistów czy dwie lesbijki to w myśl nauki Kościoła nie jest związek małżeński. To właśnie to tak bardzo rozsierdziło niemieckich progresistów i to oni reagują na dokument Watykanu. Ktoś, kto chciałby w dobrym świetle stawiać papieża Franciszka, ma argument, że za jego pontyfikatu Kongregacja Nauki Wiary ogłosiła taki dokument. Mamy też do czynienia z jawnym buntem, na który nie reagują przełożeni niemieckich kapłanów, czyli kard. Marx, bp Bätzing i cała wierchuszka niemieckich hierarchów. Mówią oni tylko, że politycznie nie jest to dobre rozwiązanie, aby dotrzeć do celu, o który im wszystkim chodzi, a więc równości tzw. małżeństw homoseksualnych ze zwyczajnym małżeństwem w Kościele. To niezwykle skomplikowana sytuacja.

Wielu komentatorów wskazuje, że mamy do czynienia de facto ze schizmą. Czy według Pana może ona przybrać formalny charakter?

Nie wiem, czy ktokolwiek dzisiaj potrzebuje formalnej schizmy. Papież to jednak cały czas jest „firma”, a szczególnie Franciszek, który dla wielu środowisk jawi się jako gwarant dokonującej się na świecie rewolucji. Mogą one stwierdzić, że za tego pontyfikatu nie warto wychodzić z Kościoła, nawet kiedy jest się progresistą. To tyle, jeżeli chodzi o warstwę formalną. Co do sfery nieformalnej, sytuacja jest zupełnie inna. Co najmniej od 50 lat mamy do czynienia z faktyczną schizmą co najmniej w dwóch miejscach na świecie i nikt nie raczył tego zauważyć, a nawet jeśli zauważył, to w najlepszym wypadku się obraził, jak to było w przypadku Pawła VI.

Czy katolicy w Polsce mogą być spokojni, że tutejsi hierarchowie nie pójdą w tę stronę, co w Niemczech?

Dzisiaj Polakom jest trudno sobie wyobrazić, żeby ich episkopat, tak bardzo zwalczany przez lewicowo-liberalne media, mógł zdecydować się na taki krok. Przypomnijmy jednak, że jeszcze kilka lat temu nikt z nas nie podejrzewał, że na ulicach pojawią się tabuny młodych ludzi ochrzczonych, po Komunii św. i bierzmowaniu, którzy będą żądać mordowania nienarodzonych dzieci. Kontakty z niemieckim Kościołem są zresztą w Polsce jednymi z najbardziej ożywionych relacji Kościołów partykularnych z całego świata. Dzisiejsze pokolenie biskupów tego nie dokona, ponieważ ciężko sobie wyobrazić abpa Gądeckiego czy abpa Jędraszewskiego, mówiącego o „tęczowej zarazie”, aby zezwalali na błogosławienie par homoseksualnych. Co jednak będzie za 10 lat w kraju, w którym jeszcze niedawno nikt sobie nie wyobrażał, że można dyskutować o czymś takim, to zależy od nas wszystkich i od tego, jak będzie kształtowana opinia publiczna? Dużą rolę odgrywają w tym względzie media. Nie można poddać się politycznej poprawności, która w tej chwili jest przytłaczająca. Dość powiedzieć, że 300 największych korporacji na świecie popiera ruch LGBT. Możemy się zatem spodziewać wielu nacisków ze strony światowych rewolucjonistów. Mają oni ogromny wpływ na rzeczywistość i chcą zniszczyć stary porządek, a także to, co z niego zostało.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...