• Autor:Marek Jan Chodakiewicz

Wokół Polski do 1921

Dodano:
Prof. Marek Jan Chodakiewicz Źródło: PAP / Rafał Guz
CYBERONUCA | Wyselekcjonowałem kolejną garść cytatów teraz z naszej (z Mariuszem Bechtą) książki o Pińsku, które głównie dotyczą Polski (ściślej: ziem starej RP, czyli części Intermarium) i jej spraw do roku 1921.

Dziecko ziemiańskie mińszczyzny, o orientacji krajowej, Michał K. Pawlikowski, bardzo antyendecki wspominał tak:

„Lata przełomowe, jak np. rok 1905 lub 1917, lub 1919, wykazały ad oculos, jak nikłym pokostem była ‘rosyjskość’ Mińska. Gdy tylko przez Mińsk przechodził jakiś wstrząs wolności, tylekroć polskość wybuchała w sposób zgoła spontaniczny: na ulicach rozbrzemiwała mowa polska, zjawiała się prasa polska, ze sceny i mównicy padało słowo polskie”.

Słynny socjaldemokrata Julii Cederbaum/Tsederbaum vel Martov został zesłany przez władze carskie do Wilna w 1893 r. Ten późniejszy mentor Trockiego wspominał tak o rusyfikacji:

“Każda osoba przyjeżdrzająca do litewskiej stolicy była zaszokowana bezczelnym obwieszczeniem Generalnego Gubernatora... Oplakatowano nim każdą ścianę. Według niego zabraniano mówić po polsku w teatrach i restauracjach, na ulicach i w ogrodach, generalnie w miejscach publicznych. W tym czasie tajni i mundurowi policjanci oraz ochotniczy donosiciele wymuszali dostosowanie się do tego przykazu. Wystarczyło spojrzeć na polski charakter właściwie całej nie-żydowskiej ludności aby zrozumieć jak bezwzstydny był ten zakaz. Wystarczyło posłuchać jak polski klient wysilał się przed polskim sklepikarzem aby sformuować zdania po rosyjsku i dostrzec nienawiść czy odrazę w ich oczach aby odpowiednio ocenić ten nonsens wysiłku rusyfikacyjnego”.

Żydowski pisarz lewicowy S. Ansky tak pisał o swej wizycie we Lwowie w 1915 r.

“Odnalazłem Lwów jako eleganckie i zadbane europejskie miasto. W pewien sposób przypominało mi Kijów. Na każdym kroku można było zobaczyć stare, historyczne budynki z czasów polskiej władzy. Zaiste całe miasto jest przepełnione polską kulturą”.

Jasne, że wtedy i Lwów i Kijów to miasta Rzeczypospolitej.

Historyk (i uczestnik wydarzeń) Wiktor Sukiennicki tłumaczył sprawy RP w taki sposób:

“Pozycja Polaków, którzy byli rdzennymi mieszkańcami byłego Wielkiego Księstwa była raczej trudna. Woleli zachować historyczną Litwę niepodzielną i zjednoczoną z ‘Koroną,’ ale w praktyce zmagali się z dylematem: albo podział Wielkiego Księstwa albo całkowite oddzielenie się od Polski. Wielu z nich skłaniało aby wybrać to pierwsze jako mniejsze zło. Ich polski patriotyzm zwyciężył”.

22 marca 1917 r. Arthur Lord Balfour, sekretarz spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii pod wpływem wydarzeń rewolucji lutowej w Rosji zauważył, że 

„Przyszła Polska…jest obecnie, tak jak pozostawała od czasu gdy popełniono wielką zbrodnię rozbiorów, najistotniejszym sednem europejskiej dyplomacji”.

28 kwietnia 1917 r. bliski doradca amerykańskiego prezydenta Woodrowa Wilsona, pułkownik Edward Mandell House, szczerze oświadczył, że 

“Ciepło popierałem odbudowaną i odrodzoną Polskę, Polskę wystarczająco dużą i potężną aby służyła jako przegroda między Niemcami a Rosją”.

29 kwietnia/12 maja 1917 r., podczas wiecu w Petersburgu-Petrogradzie bolszewicki przywódca Vladimir I. Lenin wykrzykiwał:

“Z powodu długiego prześladowania przez Rosję, polityka Polski jests całkowicie nacjonalistyczna, a cały polski naród ma obsesję na punkcie tylko jednej idei: zemsty na Moskalach. Nikt nie prześladował Polaków bardziej niż Rosjanie, którzy w rękach carów służyli jako kaci polskiej wolności. W żadnym innym narodzie nienawiść do Rosji nie jest tak głęboka jak u Polaków. Żaden naród nienawidzi Rosji tak bardzo jak Polacy. W rezultacie tego mamy dziwną sprawę. Z powodu polskiej burżuazji Polska stała się przeszkodą dla ruchu socjalistycznego. Cały świat może iść do diabła, tak długo jak Polska będzie wolna. Naturalnie ten sposób stawiania tej kwesti jest szyderstwem z internacjonalizmu. Oczywiście, że Polska jest obecnie ofiarą przemocy, ale aby Polscy nacjonaliści liczyli żeby Rosja wyzwoliła Polskę – to byłaby zdrada Międzynarodówki. Polscy nacjonaliści tak napełnili lud polski swoimi poglądami, że właśnie w taki sposób sytuację tą rozważa się w Polsce”.

5 stycznia 1918 r., wrogi Polsce brytyjski premier David Lloyd George wydał następującą deklarację

„Rosja może być zbawiona tylko przez swych własnych ludzi. Wierzymy, jednak, że niepodległa Polska, składająca się z tych wszystkich autentycznie polskich czynników, które pragną stanowić jej część, jest pilną koniecznością dla stabilności zachodniej Europy”.

Tak pisał o wojennych celach aliantów, a w tym o Polsce, Aliantów Prezydent USA Woodrow Wilson o Polsce w swoich „14 punktach” dnia 8 stycznia 1918 r.

“XIII. Powinno powstać niepodległe państwo polskie, w skład którego powinny wchodzić terytoria niezaprzeczalnie zamieszkane przez polską ludność, a któremu powinno się zapewnić wolny i bezpieczny dostęp do morza i którego polityczną i gospodarczą nienaruszalność powinno się gwarantować traktatem międzynarodowym”.

A 19 października 1918 r. Leon Trocki otwarcie mówił o celach bolszewików:

“Wybiła godzina historyczna. Czas nadchodzi, gdy nasi bracia na Litwie, w Polsce, na Ukrainie jak również – mam nadzieję – w Finlandii będą zjednoczeni pod sztandarem RSFSR [Rosyjskiej Sowieckiej Federacyjnej Republiki Socjalistycznej]”.

We wrześniu 1920 r. Vladimir I. Lenin tłumaczył taktyczną konieczność zawieszenia wojny przeciw RP:

„Polska – posiądziemy ją i tak, jak wybije godzina, a zresztą projekty stworzenia ‘Wielkiej Polski’ są wodą na nasz młyn, bo póki Polska rościń je będzie, póty Niemcy będą po naszej stronie. Im silniejszą Polska będzie, tym bardziej nienawidiń ją będą Niemcy, a my potrafimy posługiwać się tą ich niezniszczalną nienawiścią.... Niemcy są naszymi pomocnikami i naturalnymi sprzymierzeńcami, ponieważ rozgoryczenie z powodu poniesionej klęski doprowadza ich do rozruchów i zaburzeń, dzięki którym mają nadzieję, że rozbiją żelazną obręcz, którą jest dla nich pokój wersalski. Oni pragną rewanżu, a my rewolucji. Chwilowo interesy nasze są wspólne. Rozdzielą się one i Niemcy staną się naszymi wrogami w dniu, kiedy zechcemy się przekonać czy na zgliszczach starej Europy powstanie nowa hegemonia germańska czy też komunistyczny związek europejski”.

Niemiecki dziejopisarz współczesny Jochen Böhler uważa, że działania Polaków nie miały nic wspólnego z uzyskanie niepodległości. Główny wpływ to rewolucja w Rosji oraz amerykańska interwencja (antyamerkańsko zwana „inwazją”), która pokonała Niemcy:

“Na wynik Wielkiej Wojny miały wpływ Rewolucja Rosyjska na wschodzie i inwazja amerykańska na zachodzie... W świetle tego, niepodległość [Polski] w 1918 r. nie była logicznym końcem przewidywalnej reakcji łańcuchowej wywołanej przez skoordynowaną akcję. Było rezultatem wielce nieprawdopodobnych okoliczności, które zostały stworzone przez chaos wojny i rewolucji”.

Tymczasem świetny Richard Pipes rzuca więcej światła na rewolucję w Rosji:

„Białe armie rzeczywiście przeprowadzały egzekucję wielu bolszewików i ich sympatyków, zwykle w sposób doraźny, niekiedy po barbarzyńsku. Ale Biali nigdy nie nadali terrorowi statusu polityki i nigdy nie stworzyli formalnej instytucji takiej jak Czeka aby go przeprowadzać. Ich egzekucje były z zasady wykonywane na rozkaz dowódców w polu; działali oni ze swojej inicjatywy, zwykle w wyniku reakcji emocjonalnej na widoki, jakie ich witały, gdy wchodzili na terytoria ewakuowane przez Armię Czerwoną. Mimo, że był on odrzucający, terror Białych armii nigdy nie był systematyczny, odwrotnie niż Czerwony Terror”.

Po przejęciu dowództwa w 1917 r. pierwszy bolszewicki głównodowodzący Armii Czerwonej Nikolai V. Krylenko (1885-1938) podczas “czerwonego terroru”, 1918-1921, przyznał, że:

“Musimy dokonań egzekucji nie tylko winnych. Egzekucje wykonywane na niewinnych zrobią jeszcze większe wrażenie na masach”.

Ppłk. Mikhail A. Muraviev z Armii Czerwonej, przed zdobyciem ukraińskiej stolicy w lutym 1918 r. wydał następujący rozkaz:

“Bezlitośnie eksterminować wszystkich oficerów i podchorążych, hajdamaków, monarchistów i wszystkich wrogów rewolucji w Kijowie”.

Wspomina rtm. Wiktor Dzierżykraj Stokalski, ułan polskiej Samoobrony, o latach 1917-1918 na Ukrainie:

„Motłoch poczuł krew i bezkarność rabunku... Pustoszały dwory, wszystko uciekało do miasteczka szukając schronienia i ratując życie. Na stare gniazda ziemiańskie już rzucało się rozbestwione chłopstwo, czyniąc mniejsze lub doszczętne spustoszenia... Nie wojsko, lecz poprostu cofające się bandy bez oficerów, idąc przez wsie podburzały chłopstwo i rzucały hasła do rabunku i niszczenia folwarków”.

W 1919 r. Litewski ksiądz katolicki Antanas Pauliukas stwierdził, że 

„Nasz nowy rząd [litewski] nie różni się tak bardzo od bolszewików”.

A żydowski polityk Oskar Finkelshtein (Finkelsztejn, Finkelšteinas) pisał do władz litewskich niedługo potem:

„Czy zrobiliście cokolwiek aby wykształcić chłopów?... Odpowiecie: reforma rolna! Ale to w waszych rękach też stało się narzędziem nie tworzenia, a jedynie zniszczenia... Wy tylko chcecie reform rolnej aby zniszczyć Polaków, tak jak chcecie waszą politykę gospodarczą, narodową i podatkową aby zniszczyć Żydów. Waszym sloganem jest Litwa dla Litwinów”.

Niemiecki historyk Klaus Richter tak pisał o zachodnich uprzedzeniach w sprawie świeżo uwolnionej Polski i jej małych sąsiadów – tzw. successor states:

„Oba te poglądy, mimo, że ezoteryczne, były wielce reprezentatywne jeśli chodzi o ich kluczowe założenia. Opierały się one o przeświadczenie, że niezawisłe istnienie ‘małych państw’ w Europie środkowo-wschodniej [Intremarium] było zjawiskiem przechodnim i historyczna trajektoria, tymczasowo skrzywiona przez wojnę, kontynuuje w stronę integracji terytorialnej. W regionie takim jak Europa środkowo-wschodnia [Intremarium], który, jak twierdzili geografowie, nie miało naturalnych granic, narzucenie ‘sztucznych granic’ oznaczało regresję historyczną, którą należało mierzyć stuleciami raczej niż dekadami. Najprawdopodobniej, trajektoria integracji zostanie skorygowany gdy Niemcy i Rosja odzyskają swoją siłę. Niemiecka koncepcja tego regionu jako ‘państw sezonowych’ (Saisonstaaten) była powszechnie podzielana w świecie anglo-saskim. Większość ekspertów spraw zagranicznych dlatego początkowo byli zwolennikami ‘naturalnego kursu’ restoracji Rosji, w skład której miał wchodzić region Bałtyku. Do tego momentu niezależne państwa bałtyckie pozostawały tylko ‘tymczasowymi fazami,’ którym brakowało ‘elementów nieodwracalności'".

Dalsza reklama wnet.

Marek Jan Chodakiewicz
Washington, DC, 21 maja 2021



Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...