"Niemożliwe" – to nie jest słowo francuskie

Dodano:
Zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay/Jackmac34/Domena Publiczna
Dziennik zarazy || Wpis nr 493 || Pisałem już parę razy o sytuacji we Francji. Działo się tam i przed kowidem, teraz nawet wojsko się wzięło za bary z rządem.
Francja wyszła na pioniera obostrzeń i wprowadzania segregacji sanitarnej. Macron zapowiedział obostrzenia praktycznie eliminujące z usług publicznych niezaszczepionych foliarzy. Tu już jedziemy w biały dzień: 13 lipca wprowadzono stan wyjątkowy w dwóch terytoriach zamorskich Francji –Martynice i Reunion. Powód – „niezadawalający poziom szczepień”. Żadnych tam o wzroście zakażeń czy zgonów – od dziś benchmarkiem są szczepienia. Cel sam w sobie. Testowany (na razie) na peryferiach.

Macron też rozpoczął kroczący sanitarny lockdown, niezaszczepieni nie wejdą do restauracji oraz do centrów handlowych, następne obostrzenia będą wprowadzane stopniowo, aż do jesieni. Biorą więc na razie na luksusy, ale jak będzie szlaban na wjazd bez paszportu do sklepu – to głodem. Widać, że Macron testuje Francuzów metodą salami, a właściwie gotowania żaby. Wprowadza jakiś zestaw dolegliwości dla nieszczepiennych, patrzy co się dzieje i podnosi temperaturę w akwarium, gdzie pływa sobie francuska żaba-suweren. I patrzy.

A więc zobaczył. Francuska żaba zebrała się w półtorej dnia, nawet nie czekając na obostrzenia, wystarczyła tylko zapowiedź. Rozpoczęły się ostre zadymy na ulicach, spotęgowane w ostatni weekend. Zaczęło dochodzić do scen bratania się policji z demonstrantami. Tłumy były wielkie (około 2 miliony ludzi w całej Francji), co ważne również w mniejszych ośrodkach, które zrównoważyły zadymiarski z zasady Paryż. Masy poważnie osłabiły możliwości policji, która raczej była pasywna wobec ogromu demonstracji. Trzeba pamiętać, że to raczej protesty zatwardziałych antysystemowców, bo większość Francuzów na tyle zniesmacza obecny układ, że ci nie chodzą na wybory. Chodzą więc na ulice.

Cisza w mediach

Co dziwne (?) w mediach światowego mainstreamu – nic. Miliony ludzi (dodajmy do tego Ateny) wyszły na miasto, a w przekazach prędzej pokażą jakieś dwie paniusie z kartonem z napisem „Konstytucja”. Prawda czasu i prawda ekranu rozjeżdżają się wzajemnie. I nie dziwota. Przekaz ma być spójny, brak odstępstw, choć rzeczywistość skrzeczy. Nie będziemy siać wątpliwości, choć w przypadku Francji to raczej większość jest po stronie niezaszczepionych. A więc trzeba było się posiłkować wrzutkami na Fejsie albo Twitterze, co pokazuje do czego służą media kowidowoentuzjastyczne. A właściwie – szczepionkowoentuzjastyczne. Bo, jak pisałem – wirus jest już coraz mniej ważny, zwłaszcza gdy jego groźby nie można uzasadnić wzrostami zakażeń. Ważne jest szczepienie i ono jest teraz tematem. Dlatego trzeba wywołać psychozę szczepień, jako, pozornego przecież jak wskazują statystyki zachorowań, uniwersalnego antidotum na wszelkie bolączki. Ten wariant kupiła już ta część ludzi, dla których zaszczepienie stało się dogmatem szczęśliwości, który będą wciskać niezaszczepionym, obwiniając ich bez sensu o rozprzestrzeniania się wirusa, który gdzieś się schował. A więc w mediach nic, tak, w tych mediach, które ze świecą kiedyś szukały sensacji i wielkich wydarzeń.

Wielu się pyta – a gdzie my, Polacy, ci co od wieków wybierali wolność ponad trwanie na kolanach? Czemu my nic, a tchórzliwe żabojady – proszę? W sieci wiele dywagacji nad upadkiem polskiego ducha, przemielonym już nie tyle przez PRL, bo to już inne generacje, ale przez III RP? Przypomnę, że to PRL wygenerował bunt Solidarności, który przy dzisiejszym stanie społecznym wydaje się bajką o Żelaznym Wilku. Gdzie nam tam do buntu, mówią pragmatycy. Polacy albo podzieleni, albo przestraszeni. Choć stopień niezaszczepienia (około 50%) wskazuje, że i tak to sporo. Optymiści mówią, że do zadymy i wypowiedzenia posłuszeństwa wystarczy i z 10%, reszta się przyłączy, jak w Sierpniu. Myślę, że to wszystko dywagacje, rząd propagandowo poczyna sobie sprawnie, nawet jego wpadki z logiką i wymianą ryzyka zdrowotnego na hulajnogi mu nie zaszkodzi. Ci co już mu zawierzyli, nie opuszczą rządu, bo musieliby się przyznać do własnego błędu w zawierzeniu. I okaże się jak z komunizmem – w miarę zbliżania się do zwycięstwa będzie się zaostrzała walka klasowa. Aż złapią ostatniego niezaszczepionego szesnastą wersją Zeneki. Wtedy coś się wymyśli, jakichś dwóch odszczepieńców, co uciekli w góry i stamtąd sieją zarazę.

Dlatego takie Francje, Anglie czy Grecje… ratują nam skórę. Nie tylko my się przyglądamy, nie tylko Macrony testują, ale nasi rządzący też patrzą na reakcje ludu, przepuszczając to przez filtry naszego miejscowego mentalu. I im więcej dymią na świecie, tym nasi bardziej się będą cykać. W związku z tym trzeba kibicować tamtym i… mówić prawdę w badaniach. Bo rządzący cały czas nas testują. I z tego głównie biorą swoje decyzje. Mają one coraz mniejsze podstawy epidemiologiczne, a coraz większe propagandowe. Jeśli więc im wyjdzie, że z nami też nie można jak z nożem wpychanym w masło, że pojawi się opór, to może przeczekamy. Ale jak pójdzie na ostro i się cofniemy, to będziemy się cofać zawsze. Moim zdaniem próba nas czeka nie za długo.

Naszą ostatnią redutą będą dzieci, jak tu pękniemy, to wleje się przez tą wyrwę do Troi naszych dusz niepowstrzymana fala sanitaryzmu i będziemy się cofać nie do ściany, tylko już do zagrody. A dzieciaki to bastion na tyle ważny, że godzien jest osobnego wpisu.

Patrzmy na Francję, bo w niej zobaczymy naszą przyszłość. Zwłaszcza, że Macron po protestach się wycofuje. Mówi Wam to coś?

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.


Źródło: dziennikzarazy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...