Artykuł sponsorowany

Przegląd religijny: Kontynuacja bestselleru "Jezu, Ty się tym zajmij!" już w sprzedaży

Dodano:
o. Dolindo Ruotolo, "Moja misja trwa"
Przegląd książek religijnych DoRzeczy.pl || Przedstawiamy fragment biografii niezwykłego kapłana, który cieszył się szacunkiem św. o. Pio.

Joanna Bątkiewicz-Brożek, autorka bestsellerowej biografii Jezu, Ty się tym zajmij!, wicepostulatorka procesu beatyfikacyjnego ks. Dolindo Ruotolo, kontynuuje podróż śladami niezwykłego kapłana z Neapolu. W książce Moja misja trwa odkrywa pozostawione przez niego dziedzictwo i proroctwa, a także ukazuje jego heroiczną drogę krzyża. Ta porywająca opowieść o skromnym włoskim kapłanie będzie dla wielu czytelników ogromnym zaskoczeniem.

Książkę poleca ks. prof. Robert Skrzypczak: Drogi czytelniku, jeśli zamierzasz sięgnąć po tę książkę, licz się z tym, że zarwiesz kilka nocy, zawalisz parę ważnych spraw i przeoczysz sporą liczbę podjętych zobowiązań. W zamian za to otworzy się przed tobą wiele faktów i okoliczności z życia świętego kapłana z Neapolu, poruszy się serce i przymusi do przemyśleń, a co najważniejsze, pozwoli ci przez pewien czas oddychać nadprzyrodzonością. (...) Joanna ma talent do opowiadania, a jeszcze większy do wyszukiwania miejsc oraz osób na pozór całkowicie niedostępnych. Sięga po nowych świadków, wydobywa z rumowisk nieznane dokumenty, otwiera zaryglowane drzwi.

Książka Moja misja trwa dostępna jest w księgarni internetowej wydawnictwa Esprit.

Fragment książki Moja misja trwa. Jezu, Ty się tym zajmij! część 2

Narodziny komentarzy i nie tylko Gronostaj zazdrośnie pilnuje swojego białego futra; by go nie ubrudzić, nie przekracza granicy [nory – J.B.B.]. Ale kiedy wyciągną go z gniazda i ubrudzi się, daje się zabić na miejscu. Chrzest i wyznanie wiary czynią nas białymi, czystymi i łączą z Bogiem. Nie możemy przekraczać ubrudzonych błotem granic świata, nie wolno nam ulec złu, nawet kiedy dopada nas depresja. […] Lepiej jest pragnąć śmierci, niż poddać się w jakikolwiek sposób światu. Będąc wierni Bogu, możemy być pewni, że On nas ocali.

o. Dolindo Ruotolo, komentarz do Księgi Rodzaju

Jest 1925 rok. „Przedstawiono mi pewnego Księdza, który pobłądził, żebym z nim porozmawiał i doprowadził go z powrotem do Boga” – notuje mistyk z Neapolu w liście do bp. Graviny Giovanniego Sanny. Ta Dolindowa opowieść jest punktem wyjścia do zrozumienia głęboko ukrytej przyczyny walki z jego komentarzami. Walki, która używając jako narzędzi prostych ludzkich instynktów, tak naprawdę toczy się na poziomie ducha. „Ksiądz ten – kontynuuje mistyk z Neapolu – był dobrze wykształcony, ukończył studia na Gregorianie i po tym, niestety, ma poważną awersję do Pisma Świętego, a w konsekwencji nienawiść wręcz do Liturgii oraz do samego Kościoła, Papieża i Kapłanów”. Ojciec Dolindo próbuje więc najpierw przygotować tego kapłana do dobrej spowiedzi, gdyż „od kilku lat się nie spowiadał, odprawiając jednak cały czas Msze Święte”. Mistyk wyjaśnia dalej: „by pomóc mu zrozumieć piękno Pisma Świętego i także Liturgii, zaczęliśmy wspólną lekturę i rozważanie Księgi Rodzaju”. Pierwszych kilku słuchaczy (kapłani i kobiety świeckie) robi wówczas notatki, po czym oddaje je ks. Dolindo do „uzupełnienia, rozwinięcia, by móc posłużyć się nimi do ewangelizacji. I tak rozpoczęło się rozpowszechnianie moich rozważań wśród osób wykształconych i Kapłanów oraz teologów”.

Z czasem coraz więcej osób przychodzi do ks. Ruotolo i prosi o jego notatki. „Absurdalna wręcz byłaby wtedy myśl, by je drukować w postaci książek, zważywszy na moją sytuację poniżenia [zawieszenie w czynnościach kapłańskich – J.B.B.] i całkowity brak środków finansowych” – notuje kapłan z Neapolu. Szybko jednak znajduje się „sponsor”: jedna z wdów ofiaruje na druk notatek o. Dolindo pierwsze potrzebne kwoty, resztę, jak notuje kapłan, od tej pory zawsze zsyła Opatrzność. Pierwsze zeszyty z komentarzami do Księgi Wyjścia rozchodzą się jak świeże bułeczki. Ktoś wysyła je do bp. Sanny, do miejscowości Gravina in Puglia. W liście adresowanym do autora komentarzy hierarcha napisze: „To jest dzieło, jakie Bóg wzniecił na nasze czasy!”. Biskup Sanna bierze zatem odpowiedzialność za kolejne publikacje, udzielając im swojego imprimatur. Kwestię finansów mistyk powierza Bogu, sam nie czerpiąc z wydawanych komentarzy żadnego zysku. Bywa jednak, że do drukarni idzie z niemal pustymi kieszeniami…

– Pan wybaczy, ale więcej nie mam. O reszcie niech Bóg pomyśli! – mówi pewnego razu do drukarza. Historię tę nieraz opowiadają potem córki duchowe mistyka.
– Padre, co też ojciec mówi! – reaguje natychmiast drukarz. – Jeśli nie ma ojciec pieniędzy na druk, to ja nic nie robię. Pięknie tak powiedzieć, że zapłaci ksiądz… z Opatrzności.
– Pan niech drukuje, a zapłacę panu co do ostatniego centa! Gwarantuję w imię Boże! – upiera się ks. Ruotolo.
– Ja jednak nie drukuję, ufając w proroctwa Boże!
– Ufając w pomoc Bożą, mówię raz jeszcze panu, że zapłacę za druk, a jeśli będzie trzeba, to kupię całą tę pańską drukarnię! Zdenerwowany drukarz ulega. Mija czas odbioru wydrukowanych egzemplarzy. Jest sobota, a w kieszeniach i w kasie Apostolato Stampa nadal wieje pustkami.
– Bóg się tym zajmie! – mówi z pewnością w głosie o. Dolindo do Marii La Rovere, która jest wtedy skarbnikiem Apostolato Stampa.
– Musi, padre, bo ja nawet we własnym portfelu nie mam pieniędzy, żeby księdzu dać. – Maria jest nieco zaniepokojona sytuacją. Ksiądz Ruotolo udaje się do swoich obowiązków. Mniej więcej około godziny 13.00 staje w drzwiach drukarni. Giannini, właściciel, czeka już z założonymi rękami.
– Allora, padre? – Bardzo proszę. – Ojciec Dolindo spontanicznie wyjmuje z kieszeni sutanny pokaźny plik lirów. Po zapłaceniu za książki zostaje mu jeszcze dwieście pięćdziesiąt lirów w portfelu.
– Maria! – woła, zanim jeszcze przekroczy próg siedziby przy Vico Santa Teresa degli Scalzi. – Możesz mi policzyć, jak to możliwe, że miałem zapłacić tyle, miałem tyle, czyli brakowało mi sporo, a ja tymczasem dostałem jeszcze resztę. – Ksiądz Ruotolo wyjmuje z portfela rachunek. Maria, tego dnia z włosami upiętymi w kok, przytrzymuje długą spódnicę, by dobrze usiąść na krześle, i rzuca spojrzenie na świstek papieru z drukarni.
– Wszystko jasne! Tym po prostu zajął się Bóg!

Już po publikacji pierwszych tomów komentarzy pod wpływem ich lektury nawraca się wiele osób. Jest o tym coraz głośniej, zwłaszcza wśród kleru. Kapłan, który jako pierwszy wysłuchał rozważań o. Dolindo nad Księgą Rodzaju, nawraca się w sposób wręcz radykalny. Umiera trzy lata później, niosąc jednej z umierających mieszkanek Neapolu Jezusa Sakramentalnego… Przypadek tego księdza daje jednak ks. Ruotolo dużo do myślenia. Rozmowy z nim są dla mistyka niczym czerwona lampka – zaczyna czytać ówczesne próby komentowania Pisma Świętego, widzi też, że na wyższych uczelniach (Papieski Uniwersytet Gregoriański do dziś należy do naprawdę elitarnych uczelni) stosuje się tak zwaną historyczno-krytyczną metodę w podejściu do Słowa Bożego. Ojciec Dolindo jest jej zdecydowanym przeciwnikiem. Uważa, że – mówiąc wprost – wprowadza ona zamęt, wcale nie otwiera serc i nie przybliża do Boga.

W 1940 roku, z wyraźnej inspiracji kard. Alessia Ascalezego, ks. Ruotolo pisze kilkudziesięciostronicową pracę, którą – nie bacząc na konsekwencje – zatytułuje Poważne niebezpieczeństwo dla Kościoła i dla dusz. Metoda krytyczno-naukowa w badaniach i interpretacji Pisma Świętego. Jej fatalne odchylenia i błędy. Książeczka trafia do włoskich biskupów. Publikacja ta nasila już i tak wówczas rozpętaną burzę gradową nad komentarzami biblijnymi o. Dolindo. „Czcigodna Ekscelencjo, spróbuję odpowiedzieć w miarę jasno na pytanie skierowane do mnie przez Księdza Biskupa, w jaki to sposób i według jakich naukowych kryteriów powstają moje komentarze” – pisze mistyk w 1940 roku w liście do biskupa Kampanii, Giuseppego M. Palatucciego. Ksiądz Ruotolo odwołuje się do studiów biblijnych, filozoficznych i teologicznych, „które zawsze mnie pasjonowały, w seminarium i później”, oraz do „naturalnej inklinacji wobec studiów biblijnych i medytacji” nad Słowem Bożym. „Ale to, co zawsze najbardziej mnie pociągało, to Doktryna Kościoła”. Do tej pory kapłan zdąży napisać osiemnaście tomów komentarzy, z czego trzynaście ujrzy światło dzienne. Jedną z tak zwanych baz – kto wie, czy nie najważniejszych – w pracy i przygotowaniu komentarzy jest osobista droga kapłana. Te zdania dotykają głębi serca:

Najgłębiej przygotowałem się do tej pracy w tyglu burz i zamętów, jakie targały dotąd moim życiem – pisze o. Dolindo do bp. Palatucciego. Kapłan z Neapolu ma za sobą już w sumie ponad dziewiętnaście lat odsunięcia od ołtarza. – Czas ten trwa do dnia dzisiejszego. Pan prowadził mnie zawsze drogą potężnego cierpienia i wielkich upokorzeń. […] Upokorzony i zredukowany do nikogo i niczego, w ubóstwie, w ogołoceniu, z wielkiej miłości, jaką darzę Kościół, przyciągany przez jego nieomylną prawdę, poświęciłem lata mojego życia, w ukryciu i ciszy zgłębiając jego tajemnice i rozważając jego wielkość. To stało się pokarmem mojego życia […].

Nade wszystko prawdopodobnie druk oraz tak liczny i dobry odbiór komentarzy pióra o. Dolindo we Włoszech, w Rzymie – a zwłaszcza w Papieskim Instytucie Biblijnym, gdzie pracuje i prym wiedzie słynny o. Alberto Vaccari – zostają odebrane jako próba ataku i stworzenia przez kapłana z Neapolu własnej grupy i ośrodka badań. Dlatego ks. Ruotolo tłumaczy dalej: „Nie miałem zamiaru tworzyć żadnej szkoły biblijnej w opozycji i tym bardziej arogancko przypisywać sobie prawa potępienia studiów krytycznych, jakie uprawiają inni. To jest zadanie Kościoła”.

Po tym liście i po lekturze kilku kolejnych woluminów napisanych przez o. Dolindo Palatucci stanie publicznie w obronie komentarzy mistyka. Tekst zawierający swoje stanowisko wyda w postaci książki, która aż do dzisiaj jest publicznie niedostępna. Księdza Ruotolo poprze – przypomnę – także kilkudziesięciu innych kardynałów i arcybiskupów włoskich, w tym kard. Alessio Errico Lepicier, prefekt Kongregacji ds. Zakonów (dziś ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego), kard. Gennaro Granito Pignatelli di Belmonte, dziekan Kolegium Kardynalskiego (Sacro Collegio), kard. Carlo Dalmazio Minoretti, arcybiskup Genui, kardynałowie Giuseppe Mori, Bonaventura Cerretti, Giuglio Serafini i wielu innych. Wszystko to na nic.

Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...