• Autor:Paweł Lisicki

Skąd bierze się banalizacja miłosierdzia? Głos księdza Bortkiewicza

Dodano:
Chrześcijaństwo. Zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP / fot. MARTIN DIVISEK
Żadne inne pojęcie języka Kościoła nie uległo chyba takiej deformacji i degradacji w naszych czasach jak miłosierdzie.

Tak samo w sobie piękne i wzniosłe - opisuje bowiem jeden z najbardziej tajemniczym atrybutów Boga - stało się za sprawą neomodernistycznych teologów poręcznym narzędziem szerzenia relatywizacji. Nie jest już ono najbardziej niezwykłym znakiem Bożego wybrania i miłości, przekształciło się bowiem w powszechne prawo człowieka do bycia usprawiedliwionym. Miłosierdzie potaniało.

Niewielu jest autorów, którzy próbują stawić temu wypaczeniu czoło. Jednym z nich, nawet jeśli nie ze wszystkimi tezami jego książki się zgadzam, jest zapewne ksiądz profesor Paweł Bortkiewicz. Przed paru dniami ukazało się napisane przez niego dziełko „Takie trudne miłosierdzie”. Nie tylko trafnie uchwycił on niebezpieczeństwo nowego zjawiska w życiu chrześcijaństwa, ale też wykazał się odwagą - współcześni ludzie uważają, że miłosierdzie to nie przywilej, ale prawo. Kto to podważa musi liczyć się z krytyką i oporem. O tym jakie jest przesłanie książki mówi sam jej podtytuł: „Przeciw banalizacji miłosierdzia”.

Tak, „przeciw” oznacza gotowość walki, męstwo, co jest cnotą całkiem niemal nieobecną. Banalizacja? To najwłaściwsze określenie choroby, mniemam. Tyle, że według mnie jedynym skutecznym zabezpieczeniem przed ową banalizacją jest przywrócenie znaczenia Bożej sprawiedliwości i rozpoznanie obiektywnego Bożego porządku, któremu człowiek musi być podporządkowany. Ksiądz Bortkiewicz sądzi natomiast, że właściwym sposobem walki z wypaczeniami i karykaturami miłosierdzia jest odwołanie się do teologii papieża Jana Pawła II i jego personalizmu. Niezależnie od odpowiedzi na pytanie o właściwą receptę książkę warto przeczytać. Na zachętę publikuję tu wstęp, jaki do niej napisałem.

XXX

Jak znaleźć właściwy język dla opisu kryzysu, w którym znalazł się obecnie Kościół katolicki? Nie jest to wcale łatwe, właśnie ze względu na bezprecedensowy, mniemam, charakter choroby. Pierwsze niebezpieczeństwo polega na swego rodzaju przyjęciu za własne postawy, powiedzmy, urzędowego optymizmu. Często widzę go mediach katolickich. Publicyści, którzy piszą w katolickich, oficjalnych pismach, redagują je lub występują w telewizjach i stacjach radiowych podchodzą do kolejnych osobliwych zdarzeń - nawet tak szokujących jak specjalna liturgia błogosławienia par homoseksualnych ogłoszona przez biskupów Belgii lub niektóre postulaty tzw. drogi synodalnej w Niemczech, na czele z pomysłem wyświęcania kobiet - jakby nic nadzwyczajnego się nie działo.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...