Prof. Grosse: Od wejścia do UE jesteśmy zarządzani przez Europę Zachodnią

Dodano:
Prof. Tomasz Grosse Źródło: PAP / Paweł Supernak
- Polak idący do instytucji unijnych ma być przede wszystkim otwarty na interesy Europy Zachodniej. Ma zapomnieć o tym, z jakiego kraju pochodzi – mówi w rozmowie z DoRzeczy.pl prof. Tomasz Grzegorz Grosse, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

DoRzeczy.pl: Raport Geographical Representation in EU Leadership Observatory (GRELO2024) firmy konsultingowej European Democracy Consulting potwierdza, że region Europy Środkowo-Wschodniej jest dyskryminowany i ignorowany w procesie obsadzania stanowisk kierowniczych w strukturach Unii Europejskiej. Jak to ocenić?

Prof. Tomasz Grzegorz Grosse: Niestety, tutaj od samego początku naszego wejścia do Unii Europejskiej mamy cały czas taką sytuację, że jesteśmy traktowani jak ubodzy krewni, jak nacja, które są przede wszystkim zarządzane przez Europę Zachodnią. Działamy według zasady, żeby „wykorzystać okazję i siedzieć cicho”, cytując słowa Jacquesa Chiraca. Przyjmujemy za dobrą monetę tylko te pomysły, które wymyśla dla nas Europa Zachodnia. To jest zarówno widoczne na poziomie politycznym, czyli w decyzjach państw członkowskich, jak i na poziomie urzędniczym, gdzie ta asymetria, jeśli chodzi o nasz udział, zarówno na stanowiskach politycznych, kierowniczych, jak i zwykłych urzędniczych jest od samego początku bardzo nierówna na naszą niekorzyść.

Jeżeli obecny rząd stawia na kooperację w ramach Trójkąta Weimarskiego, to bez wypełnienia tego treścią, czyli chociażby wyrównania tej reprezentacji polskich urzędników w stosunku do urzędników i stanowisk politycznych, którymi dysponują Niemcy i Francuz, to zawsze będziemy tam tylko listkiem figowym, który będzie akuszerem porozumienia francusko-niemieckiego. Bez istotnego wpływu z punktu widzenia polskich interesów.

Czy ten temat powinien być podnoszony wspólnie przez państwa naszego regionu? Czy powinna powstać koalicja domagająca się zmiany tego?

Prawda jest taka, że Europa Zachodnia wielokrotnie już otrzymywała różne raporty na ten temat, to nie jest sprawą nową. Sama z siebie nie kwapi się do tego, by zrobić miejsce dla urzędników z nowych państw członkowskich. Ewentualnie dobiera urzędników w ten sposób, żeby było to zgodne z ich preferencjami. Mówiąc krótko, Polak idący do instytucji unijnych ma być przede wszystkim otwarty na interesy Europy Zachodniej, ma zapomnieć o tym, z jakiego kraju pochodzi. Natomiast nie ma czegoś takiego w przypadku większości nacji z Europy Zachodniej. Jeżeli Francuz, Niemiec, Włoch lub Hiszpan idzie do Komisji Europejskiej, to on nie zapomina, że jest przede wszystkim Francuzem, Niemcem, Włochem lub Hiszpanem. Natomiast polscy urzędnicy są czasami świętsi od papieża, bardziej zeuropeizowani niż to ma miejsce w przypadku nacji Europy Zachodniej.

Mamy dwa problemy – brak proporcji, jeśli chodzi o reprezentację, a po drugie pewną mentalność peryferyjną, którą my w naszej części Europy reprezentujemy, a tego typu obiekcji nie mają przedstawiciele Europy Zachodniej pracujący na co dzień w Brukseli. Rządy państw Europy Zachodniej aktywnie angażują się w promowanie własnych obywateli na różne stanowiska i uczestniczą w przygotowaniu tych obywateli do egzaminów urzędniczych. Takiego systemu w Polsce nie ma. To rzecz, którą należałoby się zająć. Trzeba podjąć też starania w ramach całej Europy Środkowej, które będą skutecznym rozwiązaniem tego problemu. Dotychczasowe działania przez 20 lat członkostwa zakończyły się niczym.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...