Przerzucała migrantów do Niemiec. Aktywistka z zarzutami

Dodano:
Nielegalni migranci na granicy polsko-białoruskiej Źródło: Straż Graniczna
Aktywistka działająca w organizacji pomagającej migrantom na polsko-białoruskiej granicy usłyszała zarzut przerzutu do Niemiec 15 cudzoziemców. To efekt wielowątkowego śledztwa.

Postępowanie prowadziły podlaska Straż Graniczna, a także Wydział Wojskowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Jak podaje RMF FM, u podejrzanej Polki znaleziono bardzo dużo dokumentów należących do migrantów. "Funkcjonariusze, przeszukując mieszkanie aktywistki, natrafili na 62 Tymczasowe Zaświadczenia Tożsamości Cudzoziemca. Wydaje się je migrantom, którzy ubiegają się o ochronę międzynarodową w Polsce" – czytamy na rmf24.pl.

Wspomniane zaświadczenie stanowi odpowiednik dowodu osobistego, które uprawnia posiadacza i jego dzieci do pobytu w Polsce na czas postępowania.

Na tym jednak nie koniec. Funkcjonariusze znaleźli bowiem dokumenty straży, które są wystawiane cudzoziemcom w ramach prowadzonych postępowań.

Zebrane materiały pozwoliły postawić aktywistce zarzuty zorganizowania przerzutu do Niemiec 15 cudzoziemców. Proceder miał miejsce w 2022 roku. Kobieta nie przyznaje się do winy. Grozi jej kara 8 lat pozbawienia wolności.

Tak białoruskie służby podrzucały migrantów

Portal "The Insider" opublikował we wrześniu ub. r. rozmowę z byłym członkiem białoruskiej Straży Granicznej, który przedstawił kulisy prowadzonej akcji podrzucania migrantów pod granicę. Według niego strażnicy otrzymywali bezpośrednie polecenia od Łukaszenki.

– Jeden z zapisów mówił o tym, że jeśli zauważymy w strefie przygranicznej podejrzaną osobę, to mamy oddać dwa strzały ostrzegawcze w powietrze, a trzeci bezpośrednio w osobę. Za złamanie którejkolwiek z zasad obowiązywały surowe kary – relacjonował były funkcjonariusz.

Opowiadał, że początkowo nocą przewoził na granicę po 20–25 migrantów, lecz z czasem liczba osób była tak duża, że transporty odbywały się także w dzień. – Najważniejsze było to, aby litewskie służby nie zorientowały się, skąd pochodzą migranci. Transport migrantów stał się priorytetem państwa – wyjaśniał.

– Wsadzaliśmy ich do naszych pojazdów, woziliśmy do pasa granicznego i wskazywaliśmy drogę gestami, mówiąc kilka słów, takich jak Europa, Niemcy czy Merkel. Nikt z nas nie znał angielskiego, większość z nich też nie – kontynuował.

Źródło: RMF FM / The Insider, DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...