Ukraińskie wpływy w Polsce. Zapałowski: Mamy z tym problem już drugą dekadę
Andrzej Zapałowski był gościem Łukasza Warzechy w programie "Rozmowa Niekontrolowana" na kanale publicysty "Do Rzeczy" w serwisie YouTube. Poseł Konfederacji mówił m.in. o oddziaływaniu ukraińskiego wywiadu na polską debatę publiczną, w tym część mediów.
– O ile jest bardzo głębokie uwrażliwienie na wpływy rosyjskiego, to w ogóle się nie mówi o wpływach ukraińskich – zauważył Warzecha. – Mam jakąś wiedzę na ten temat. Mamy z tym problem już drugą dekadę. Poważny problem – odparł Zapałowski.
– To jest taka "zabawa", taka narracja, która nas dotyczy: właściwie od lat 90-tych Polska była "strategicznym partnerem" Ukrainy. Ale gdy Ukraińcy jechali do Niemiec czy innych krajów, to mówili, że to też ich strategiczny sojusznik. Natomiast w polskich mediach nie zwraca się uwagi na jedną ważną rzecz. Patrzymy na ukraińskich polityków przez pryzmat wartości, zasad funkcjonowania polskich czy zachodnich polityków. To jest zupełnie coś innego. Na Ukrainie politycy to są albo oligarchowie, albo osoby finansowane przez oligarchów. Czyli po drugiej stronie mamy partnera biznesowego, a nie polityka. On chce załatwiać swoje cele biznesowe, a nie polityczne – stwierdził poseł Konfederacji.
Ukraiński nacjonalizm
W dalszej części rozmowy Zapałowski odniósł się do problemu ukraińskiego nacjonalizmu. – Musimy rozmawiać o tym, jak będzie wyglądała sytuacja po zawieszeniu broni bądź zakończeniu konfliktu na Ukrainie. Czego zachodnia dyplomacja by nie robiła, Ukraina straci jakąś część terytorium. Ukraińskie społeczeństwo na terenach kontrolowanych przez Kijów będzie w znacznej mierze antyrosyjskie. Ale na terenach graniczących z Polską, na umownych terenach II Rzeczypospolitej, Rosjanie zrobią wszystko, żeby ten nacjonalizm skierować przeciwko Polsce. Będą robić wszystko, aby pogranicze polsko-ukraińskie było miejscem, gdzie będzie taka nienawiść społeczna między Polakami a Ukraińcami. Rosjanie będą też działać na rzecz pogłębienia kwestii związanych z ludobójstwem na Wołyniu – mówił polityk.