"Dobry moment, by zacząć pić". Szefowa dyplomacji UE zaskoczyła europosłów
Jak informuje "Politico", powołując się na dwa źródła uczestniczące w spotkaniu, estońska polityk, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Kaja Kallas miała ironicznie stwierdzić, że "obecna sytuacja na świecie jest tak trudna, że może to być dobry moment, by zacząć pić".
Ironia, która została odebrana jako sygnał słabości
Wypowiedź padła podczas rozmowy z liderami grup politycznych i miała odnosić się do narastających napięć na arenie międzynarodowej. Zachodnie media wskazują, że komentarz Kallas był reakcją na rosnące wyzwania związane m.in. z wojną na Ukrainie oraz działaniami Donalda Trumpa, które zwiększają presję na europejską dyplomację i bezpieczeństwo. Słowa Kallas odnotowały również ukraińskie media, w tym Radio RBC, które zwróciły uwagę, że ironiczny ton wypowiedzi miał podkreślać skalę skomplikowania obecnej sytuacji. Jednocześnie w komentarzach pojawiają się opinie, że podobne sformułowania, nawet jeśli wypowiedziane półżartem, mogą uderzać w wiarygodność unijnych instytucji.
W ocenie części obserwatorów niefortunny komentarz w praktyce został odebrany jako sygnał bezradności UE wobec eskalujących problemów, a nie jako próba rozładowania napięcia. Dziennikarze wskazują, że w sytuacji, gdy Unia Europejska mierzy się z realnymi zagrożeniami bezpieczeństwa, oczekiwana jest przede wszystkim stanowcza i spójna komunikacja.
Napięcia wokół Grenlandii i Arktyki w tle wypowiedzi
"Politico" diagnozuje, że wypowiedź Kallas mogła odnosić się m.in. do napięć na linii Dania–USA w kontekście żądań Donalda Trumpa dotyczących Grenlandii i rosnącej rywalizacji o wpływy w Arktyce. W tym tygodniu w Waszyngtonie doszło do spotkania sekretarza stanu USA Marco Rubio i wiceprezydenta J.D. Vance’a z przedstawicielami duńskich i grenlandzkich władz, jednak rozmowy nie przyniosły żadnego przełomu.
W komentarzach pojawia się także wątek rosnących napięć w regionie Morza Bałtyckiego. Jak wskazują dziennikarze, w tym kontekście słowa szefowej unijnej dyplomacji miały zostać odebrane jako szczególnie nieadekwatne do skali wyzwań, przed jakimi stoi Europa.