Szijjarto oskarża UE: Próbują podważyć zaufanie do naszego systemu wyborczego
Minister podkreślił, że Budapeszt nie zaakceptuje żadnej formy krytyki ani komentarzy, które mogłyby jego zdaniem wpłynąć na przebieg głosowania zaplanowanego na kwiecień.
Bruksela ma przygotowywać się do wyborów na Węgrzech
Szijjarto przekonywał, że Bruksela ma przygotowywać się do wyborów, ponieważ chce zmiany władzy w Budapeszcie. Jak mówił, UE miałaby dążyć do powstania rządu, który będzie bardziej skłonny do poparcia wojny, migracji oraz ideologii gender. Węgierski minister zapewnił, że obecne władze konsekwentnie sprzeciwiają się tym kierunkom polityki.
W ocenie Szijjarto unijni politycy oraz dyplomaci mają próbować podważać zaufanie do węgierskiego systemu wyborczego, spodziewając się porażki opozycyjnej partii TISZA. Minister stwierdził, że Węgry nie krytykują systemów wyborczych innych państw, dlatego oczekują analogicznego szacunku wobec własnych procedur.
"Każdy dyplomata, który będzie wtrącał się, komentował, krytykował lub ingerował w proces wyborczy, może liczyć się z konsekwencjami"
Najmocniejsze słowa padły w kontekście ambasadorów państw UE. Szijjarto zapowiedział, że każdy dyplomata, który będzie "wtrącał się, komentował, krytykował lub ingerował" w proces wyborczy, może liczyć się z konsekwencjami w relacjach z węgierską administracją. Zasugerował, że w takim przypadku współpraca z instytucjami państwa zostanie ograniczona, a ambasadorzy nie będą mieli dostępu do rozmów z urzędnikami wyższego szczebla.
W tle ostrych deklaracji pojawiają się nowe dane sondażowe. Według badania Idea Institute opozycyjna partia TISZA ma obecnie 51 proc. poparcia wśród zdecydowanych wyborców, podczas gdy rządzący Fidesz może liczyć na 39 proc. Różnica między ugrupowaniami wynosi 10 punktów procentowych.