Niemiecki publicysta o "kościelnym Kulturkampfie": Istnieje długa tradycja ignorowania Rzymu

Dodano:
Wizerunek Jezusa na witrażu. Zdjęcie ilustracyjne Źródło: Unsplash
W Niemczech toczy się "kościelna walka kulturowa - Kulturkampf" – powiedział w rozmowie z włoską gazetą Il Foglio niemiecki publicysta Bernhard Meuser, odnosząc się do drogi synodalnej w tamtejszym Kościele katolickim. Przypomniał, że w Niemczech istnieje "długa tradycja ignorowania, bagatelizowania lub interpretowania rzymskich przepisów i zastrzeżeń jako potwierdzenia naszej własnej linii postępowania".

Meuser jest jednym z założycieli inicjatywy "Neuer Anfang" (Nowy początek), która od lat krytycznie podchodzi do niemieckiej drogi synodalnej i jej radykalnych dążeń do zmiany nauki Kościoła. Wcześniej był inicjatorem międzynarodowego projektu Youcat, który obejmuje katechizm i inne materiały dla ludzi młodych.

– Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z dwoma koncepcjami eklezjologicznymi, które od czasu Soboru Watykańskiego II nigdy nie zostały ponownie zjednoczone – wyjaśnił publicysta. "Communio" kontra "Concilium": Kościół o strukturze apostolsko-sakramentalno-hierarchicznej kontra Kościół "soborowy", który może się demokratycznie odnawiać od podstaw.

Meuser: Chodzi o władzę i pieniądze

– Patrząc trzeźwo, chodzi o władzę i pieniądze – kontynuował. – Stratedzy świeckiego przejęcia władzy zdołali już przeciągnąć na swoją stronę większość niemieckich biskupów. Teraz w Rzymie błagają jeszcze o papieskie błogosławieństwo, o jakiś kompromis, którym można się triumfalnie pochwalić. Ludzie mają uwierzyć, że papież popiera teraz niemiecką «drogę synodalną» – tak Meuser analizuje obecne dążenia. – W rzeczywistości nie ma jakiejkolwiek myśli o powrocie do łodzi Kościoła powszechnego, wycofaniu się z wprowadzonej nowej etyki seksualnej lub ponownym dostosowaniu się do nauczania Kościoła – uważa.

W ramach drogi synodalnej podjęto decyzje, które nie są zgodne z nauką katolicką, na przykład w kwestii święceń kobiet, regularnego udzielania chrztu przez świeckich i etyki seksualnej. Wszystkie podjęte decyzje zostały jednocześnie przyjęte większością dwóch trzecich głosów niemieckich biskupów. Tylko czterech biskupów diecezjalnych ostatecznie wycofało się z procesu drogi synodalnej po wielokrotnych upomnieniach ze strony Watykanu.

Kościół musi wybrać

Meuser wyjaśnił, że obecnie próbuje się "uniknąć merytorycznej dyskusji, oddzielając prawo od prawdy. Jak wiadomo, prawo jest elastyczne, prawda natomiast nie. Albo niemiecka etyka seksualna (wprowadzona dyskretnie, ale niemal powszechnie) podoba się Bogu i jest zgodna z prawem wiary, albo jest herezją i odejściem od wspólnej wiary Kościoła". – Albo Kościół powszechny musi pozwolić Niemcom na rewizję katechizmu, albo niemieccy biskupi muszą się "podporządkować" Rzymowi – dodaje.

Przy okazji Mauser przypomina, że w Niemczech około 800 tys. osób "żyje z pieniędzy Kościoła. Większości z nich nigdy nie widuje się na nabożeństwach. Ci pracownicy kościelni w większości nie utożsamiają się z Kościołem (lub tylko pod warunkiem realizacji swoich postępowych marzeń kościelnych). Niemniej jednak czasami dysponują większą władzą komunikacyjną, strukturalną i administracyjną niż nasi biskupi".

Kościół traci wiernych

Jego zdaniem Kościół w Niemczech traci "cztery grupy: młodzież, która odchodzi do tzw. wolnych Kościołów; wiernych, którzy piękno i wierność wierze widzą już tylko w "starej Mszy"; […] intelektualistów, których odstrasza poziom teologiczny protagonistów; oraz misyjne ruchy odnowy, które są systematycznie spychane na margines".

W lutym Niemiecka Konferencja Biskupów (DBK) będzie głosowała nad statutem konferencji synodalnej, który ma utrwalić drogę synodalną. Centralny Komitet Katolików Niemieckich (ZdK) już wyraził zgodę. Watykan, który otrzymał statut, również musi jeszcze wyrazić swoją zgodę. Kluczową kwestią jest idea wspólnego doradzania i podejmowania decyzji przez biskupów diecezjalnych i osoby niebędące biskupami. W statucie napisano: "Doradza i podejmuje decyzje w duchu «synodalnych procesów decyzyjnych» (por. Dokument końcowy Synodu Biskupów, nr 94) w ważnych kwestiach życia kościelnego o znaczeniu ponaddiecezjalnym".

Watykan pod rządami papieża Franciszka, a obecnie papieża Leona, pomimo całej krytyki drogi synodalnej, nigdy nie zażądał formalnie zakończenia procesu, który zakładał częściowo radykalne zmiany w nauce Kościoła, i utworzenia gremiów wyłącznie w sposób zgodny z prawem kanonicznym, istniejący w Niemczech na wszystkich szczeblach. Obecnie rozwiązanie kwestii niemieckiej polega zdaniem Mausiera albo na zatwierdzeniu statutu, co sprawiłoby, że cała dotychczasowa krytyka Watykanu wydawałaby się bezpodstawna, albo odrzucenia statutu, co stworzyłoby wrażenie, że Watykan podejmuje zdecydowane działania tylko wtedy, gdy chodzi o władzę biskupów, a nie wcześniej, gdy kwestionowane są kluczowe punkty nauki katolickiej – na przykład w odniesieniu do święceń kobiet, regularnego udzielania chrztu przez świeckich i etyki seksualnej – uważa niemiecki publicysta.


Źródło: KAI
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...