Prokurator się myli, podatnik płaci. Podano kwoty
Ponad dwa lata temu przyznano mężczyźnie 50 tys. zł zadośćuczynienia za bezpodstawne zatrzymanie na oczach rodziny i sąsiadów. Dzień wcześniej przywiózł do domu ze szpitala żonę z ich nowo narodzonym dzieckiem. Z kolei kilkaset tysięcy rekompensat przyznano notariuszom z Trójmiasta, którzy za czasów ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry zostali niesłusznie zatrzymani.
Jak wylicza "Rzeczpospolita", Skarb Państwa płaci coraz więcej za niesłuszne tymczasowe aresztowanie lub zatrzymanie. W 2024 r. zadośćuczynienia za te błędy zasądzono 113 osobom – każda z nich dostała średnio 64,3 tys. zł. "Rz" zauważa, że to o 48 proc. więcej niż w 2023 r. i najwięcej w ostatniej dekadzie. "Łączna wypłata zadośćuczynień przyznanych w 2024 r. kosztowała podatników 7 mln 268 tys. zł. Doliczając do tego 1,4 mln zł z tytułu odszkodowań, Skarb Państwa musiał wydać 8 mln 675 tys. zł" – podano.
Żaden prokurator nie zapłacił z własnej kieszeni
"Z informacji uzyskanych z 15 prokuratur okręgowych w miastach wojewódzkich wynika, że żaden prokurator w nich pracujący przez ostatnie 10 lat nie odpowiedział z własnej kieszeni za swoje błędy w tych sprawach. Od żadnego prokuratora nie zażądano zwrotu pieniędzy wypłaconych przez Skarb Państwa za niewątpliwie niesłuszne zatrzymanie" – ujawnia gazeta.
Tymczasem eksperci zwracają uwagę, że mamy przepisy, które pozwoliłyby egzekwować środki z kieszeni śledczych. Chodzi o art. 557 kodeksu postępowania karnego, zgodnie z którym Skarb Państwa ma roszczenie zwrotne do osób, które swoim bezprawnym działaniem spowodowały niesłuszne skazanie, zastosowanie środka zabezpieczającego, niewątpliwie niesłuszne tymczasowe aresztowanie lub zatrzymanie. Wyjaśniono, że "przepis ten daje możliwość wystąpienia z roszczeniem regresowym wobec m.in. prokuratorów, którzy bezpośrednio przyczynili się do niesłusznego tymczasowego aresztowania albo zatrzymania".