Zamordował własnych rodziców? Nowe informacje ws. tragedii na Targówku

Dodano:
Policja w okolicy domu na warszawskim Targówku, w którym odnaleziono zwłoki dwóch osób Źródło: PAP / Paweł Supernak
W czwartek popołudniu, zatrzymany po zabójstwie starszego małżeństwa na Targówku Radosław J., ma zostać doprowadzony do prokuratury.

W środę rano stołeczna policja otrzymała zgłoszenie o dwóch ciałach w jednym z mieszkań na Targówku. Na miejsce natychmiast skierowano policyjne patrole. Przybyli na Targówek funkcjonariusze potwierdzili otrzymaną informację. W budynku znaleziono ciała dwóch osób: kobiety i mężczyzny. Jak poinformowała w komunikacie Komenda Stołeczna Policji, w jednym z pomieszczeń budynku zabarykadował się mężczyzna, mogący mieć związek z tym zdarzeniem.

Ostatecznie, po szturmie, zatrzymano 49-latka, syna pary. "Specjalna jednostka stołecznej policji musiała wyważyć drzwi i użyć siły, żeby go obezwładnić. W czasie akcji próbował atakować funkcjonariuszy maczetą" – opisuje "Super Express". Mężczyzna miał zabić trzy zwierzęta domowe.

Radosław J., według "SE", jest prawdopodobnym zabójcą małżeństwa. "Wszystko wskazuje na to, że Radosław J. zamordował swoich rodziców: Wiesławę i Tadeusza. W czwartek zostanie przesłuchany w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Praga Północ. Jak dowiedzieliśmy się, czynności w prokuraturze zaplanowane na godz.12.30" – czytamy. – Mężczyzna usłyszy dwa zarzuty zabójstwa i jeden zarzut zabicia trzech zwierzątek domowych – powiedziała prok. Karolina Staros, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Może mu grozić nawet dożywocie.

Sąsiedzi są w szoku. "Żadnych awantur"

Część sąsiadów, na których powołuje się Wirtualna Polska mówi, że zatrzymany to syn zabitych. Miał on wprowadzić się do rodziców niedawno, po tym, jak rozstał się z żoną.

–Ja ich znałam. Często przechodziłam tędy i pytałam o psy. Miłe, starsze małżeństwo. Nie mogę uwierzyć, że ich nie ma – relacjonuje reporterce WP jedna z sąsiadek pary.

Również inny sąsiad twierdzi, że nigdy nie słyszał o problemach rodziny. – Rodzice mieszkali na jednym piętrze, a on na drugim – mówi i dodaje, że nigdy nie słyszał, aby w domu dochodziło do awantur.

W podobnym tonie wypowiada się kolejny sąsiad. Twierdzi, że nie wie nic, aby w rodzinie były jakieś poważne konflikty. – Znam ich tylko z widzenia. Spotykaliśmy się czasem, jak wychodziłem z psem na spacer, oni też mieli takiego dużego psa, bardzo przyjaznego, dobrze wyszkolonego – opowiada kolejny sąsiad. Jeszcze inna sąsiadka zapewnia w rozmowie z mediami, że zabici to cisi i spokojni ludzie.

Źródło: se.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...