Lisicki: Do wojny nie musiało dojść. Cel Rosji widać wyraźnie
W rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim w Radio Wnet Paweł Lisicki przypomniał wielokrotnie wyrażane m.in. na łamach "Do Rzeczy" stanowisko, że w interesie Polski nie leżało całkowicie bezwarunkowe pomaganie Ukrainie tak, jak zostało to zrobione, a wojna na Ukrainie nie jest "naszą wojną" w takim rozumieniu, jak jest to prezentowane w mainstreamie. Podkreślił, że w interesie Polski jest suwerenna Ukraina, natomiast nie zmienia to faktu, że Ukraina nie ma sił na odzyskanie zajętych przez Rosję ziem, wobec czego lepiej byłoby, gdyby Kijów poszedł na kompromis i zachował suwerenność, zamiast toczyć walkę grożącą utratą zarówno suwerenności, jak i kolejnych terytoriów.
Wojna Rosji z Ukrainą – kwestia przynależności do NATO
Lisicki tłumaczył, że zagrożenie ze strony Rosji wobec Polski jest realne, ale nie w takim stopniu, jak jest to niekiedy przedstawiane w mediach – jako zagrożenie egzystencjalne, jedyne i natychmiastowe.
Redaktor naczelny tygodnika przypomniał, że ze strony Rosji wojna jest o to, by Ukraina nie była w NATO i jego zdaniem celem Putina nie było zajęcie i okupowanie całej Ukrainy. Ponadto, wcale nie musiało do tej wojny dość, gdyby Ukraina w 2021 roku albo na początku 2022 r. zadeklarowała, że nie zamierza przystąpić do NATO. Zwrócił uwagę, że negocjacje były wtedy prowadzone. Co więcej, w marcu 2022 roku już po rosyjskiej agresji osiągnięto wstępne porozumienie, które ostatecznie storpedował w Kijowie ówczesny brytyjski premier Boris Johnson, wsparty Joe Bidena. Dopytywany o bombardowania Ukrainy, Lisicki zwrócił uwagę, że jeśli wojna będzie nadal trwała, to bombardowań, śmierci i zniszczenia będzie jeszcze więcej.
Lisicki: Zagrożenie rosyjskie istnieje, ale nie jest absolutem
Redaktor przypomniał też, że Federacja Rosyjska nie podważała obecności Polski w NATO, a nawet gdyby to zrobiła, patrząc na przebieg wojny na Ukrainie, ciężko wyobrazić sobie, że rosyjska armia została wysłana w pochód na Polskę i na Zachód Europy. – Wojna na Ukrainie trwa już prawie tyle, co druga wojna światowa. Na razie efektem jest to, że Rosjanie ledwo wyparli Ukraińców z Donbasu. Jeśli w tym tempie miałaby przebiegać ofensywa rosyjska na Zachód, to musiałaby trwać kilkadziesiąt lat – powiedział Lisicki. – Nie postrzegam militarnego uderzenia Rosji na Polskę jako zagrożenia bliskiego, realnego i nie jest żadnym absolutem – ocenił, dodając, że nie zmienia to w żaden sposób pozytywnej oceny faktu zbrojeń polskiej armii. – Może być 5 proc. PKB, może być i 7 proc. Im lepiej uzbrojona i wyposażone Wojsko Polskie, tym większą ma siłę odstraszania i tym lepiej. Mój zarzut nie polega na tym, że Polska się zbroi, tylko na tym, że przekazywała swoje uzbrojenie Ukrainie – wytłumaczył, nawiązując do pytań redaktora.
Dalej publicysta tłumaczył, że nawet w najczarniejszym, skrajnie mało realnym scenariuszu całkowitego upadku Ukrainy, Polska graniczyłaby z Rosją, co nie jest równoznaczne z klęską. Zachód graniczył ze Związkiem Radzieckim, a ostatecznie to Sowiety upadły, a Zachód przetrwał.