Sędzia Łubowski represjonowany za decyzję ws. ENA. Szokujące kulisy sytuacji w sądownictwie
Przypomnijmy, że 19 grudnia 2025 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił europejski nakaz aresztowania wobec posła Prawa i Sprawiedliwości Marcina Romanowskiego. 12 stycznia Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił wniosek prokuratury i wyłączył sędziego Dariusza Łubowskiego od ponownego rozpoznania wniosku o wydanie ENA wobec Romanowskiego. Następnie, po wyłączeniu sędziego Łubowskiego, doszło do rezygnacji z losowania sędziego.
– Niestety, muszę to z żalem powiedzieć, moja sytuacja zawodowa drastycznie pogorszyła się po wydaniu uchylenia Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec Marcina Romanowskiego – przekazał sędzia Łubowski w środę podczas swojej wypowiedzi w Krajowej Radzie Sądownictwa.
Sędzia Łubowski: Szykany i represje
Jak dodał, obecnie spotykają go sytuacje, które w 30-letnim okresie orzekania nigdy nie miały miejsca, a które odbieram "jako szykany i represje".
Sędzia stwierdził, że był zszokowany, gdy dwie godziny po ogłoszeniu na konferencji prasowej przez rzecznik SO, że uchyli ENA, po godzinie na konferencji prasowej pojawił się minister Waldemar Żurek, który zaczął komentować postępowanie.
– Co najważniejsze użył w tej sprawie i wobec mnie ordynarnych kłamstw. Poinformował opinię publiczną, że wydałem decyzję na posiedzeniu niejawnym i jest to kłamstwo, albowiem w postępowaniu karnym nie istnieje instytucja posiedzenia niejawnego, a tylko posiedzenie bez udziału stron. Tego typu orzeczenia były, są i będą, jeśli ustawa się nie zmieni, bez udziału stron. Zarzut, że prokuratura nie została powiadomiona o terminie – absurd i kłamstw. Prokuratura nie może być powiadamiana o terminie, skoro nie bierze udziału, bo prawo tego nie przewiduje. Po trzecie, zarzut, że wydałem orzeczenie w składzie jednoosobowym – nie ma w prawie składów lepszych lub gorszych, a składy prawidłowe lub nie. Jedynym prawidłowym składem są składy jednoosobowe – powiedział sędzia.
Kłamstwa ministra Żurka i 120 tys. stron akt
Sędzia twierdzi, że minister Żurek co najmniej kilkukrotnie mijał się z prawdą. – I kolejna półprawda lub kłamstwo, że wydałem orzeczenie bez akt. Posiadam je do tej pory. Należy sięgnąć do przepisów. Wynika z nich, jakie dokumenty powinny znaleźć się w aktach takiej sprawy.To sytuacja niezwykle przykra i groźna dla polskiej praworządności, Minister sprawiedliwości atakuje sędziego za pomocą kłamstw. Jestem tym osobiście zaniepokojony – konytnuował.
Na kolejnej konferencji prasowej minister sprawiedliwości zapowiedział, że musi nastąpić zmiana zakresu obowiązków sędziego Łubowskiego po to, żeby nie był jedynym sędzią, który orzeka w przedmiocie ENA. I oto w dniu 15 stycznia sędzia otrzymał decyzje podpisaną przez panią Beatę Najjar o nowym podziale obowiązków, w którym zostało mu dołożone 75 proc. obciążenia w sprawach K, czyli takich, jakie ma liniowy sędzia w SO w Warszawie. Zakres obowiązków został tak zwiększony, że nie jest w stanie tych spraw ocenić i w rozsądnym terminie rozpoznać. – Jest to niewykonalne. Dziś otrzymał ustną informację, że w ramach SLPS wylosował sprawę 300-tomową, czyli materiał liczący 120 tys. stron – tłumaczył.
Co z odwołaniem?
– Zgodnie z art. 22 Ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych w ustawowym terminie złożyłem odwołanie do Krajowej Rady Sądownictwa drogą służbową. Powołałem się na swoje bardzo wysokie obciążenie, jest ono bardzo duże i wymaga zaangażowania i specjalistycznej wiedzy oraz umiejętności. W dniu wczorajszym otrzymałem pismo, także podpisane przez panią Beatę Najjar i zacytuję pierwsze zdanie: "W załączeniu zwracam jako niedopuszczalne odwołanie wniesione od prawomocnego podziału czynności ustalonego w dniu 14 stycznia z datą obowiązywania od 15 stycznia". W ten sposób zostałem pozbawiony możliwości odwołania. Pani Najjar, stwierdziła arbitralnie, bez żadnego uzasadnienia, bez podstawy prawnej, że jej decyzja jest prawomocna. Według mojej skromnej wiedzy decyzja prawomocna byłaby, gdyby nie został od niej złożony środek zaskarżenia lub gdyby zostałby on rozpoznany. Dopóki środek zaskarżenia nie zostanie rozpoznany, ta decyzja nie jest prawomocna – powiedział Dariusz Łubowski.
Sędzia zaznaczył, że znalazł się w niezwykle trudnej sytuacji. – Nie wiem, jak zareagować. Jest to sytuacja bezprecedensowa w mojej pracy. Jeśli wpłyną do mnie akta, np. 300 tomów akt, akt nie przyjmę spraw do referatu, to mogę narazić się na odpowiedzialność karną z tytułu niedopełnienia obowiązków. Jeśli je przyjmę, wówczas uznam bezprawie, które wygenerowała pani Beata Najjar, uznając, że odwołanie mi nie przysługuje, a jej decyzja jest prawomocna.
Jak podkreślił art. 13 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i podstawowych Wolności przyznaje prawo do odwołania od każdej decyzji wydanej przez każdy organ państwowy. Ponadto, jak zaznaczył, art. 22 ustawy o ustroju sądów powszechnych również daje mu prawo do odwołania się od decyzji Beaty Najjar. – To brutalne, agresywne naruszenie, podeptanie mojego prawa – stwierdził.
"Apartheid sędziów"
Sędzia podkreśla, że sytuacja w Sądzie Okręgowym w Warszawie jest dramatyczna, . – W SO w Warszawie została utworzona sekcja, do której przymusowo zostali skierowani sędziowie, którzy otrzymali od prezydenta powołania na stanowiska sędziów od 2017 r. Ci sędziowie zostali faktycznie pozbawieni możliwości orzekania w sprawach, w których powinni orzekać – mówił.
Jak ocenia, jest to sytuacja, która może przypominać apartheid. – Apartheid jednych sędziów wobec innych. To sytuacja niewyobrażalna dla nas prawników jeszcze kilka lat temu. Sytuacja w SO jest dramatyczna. Są wielkie braki jeśli chodzi o orzeczników, a kilkanaście osób z pionu karnego, w tym doświadczeni sędziowie, zostało odsuniętych od orzekania. Trzeba zadać sobie pytanie niezależnie od tego, kto jaki światopogląd prezentuje. Czy tego typu sytuacja służy interesowi naszej ojczyzny? – mówił na zakończenie.