Walka o lód
Lata temu, gdy mówiłem o Arktyce i o tym, jak ważnym obszarem w geopolityce jest już i będzie nadal kluczowa w nowoformowanym porządku Świata, traktowany byłem jak fantasta. Oderwany od „prawdziwych” wyzwań współczesnego świata. Nie było wtedy miejsca na dyskusję w najważniejszych mediach, gdzie zachęcałem, by myśleć szerzej i patrzeć dalej. Nie podejmowali wątku politycy, także ci deklarujący biegłość w sprawach międzynarodowych. Teraz, kiedy Prezydent Trump ponowił propozycję zakupu Grenlandii, media zostały wręcz zalane wypowiedziami „nowonarodzonych” ekspertów, wyjaśniających sens tej propozycji lub jego brak. Stąd decyzja, by zrobić syntezę tematu i podzielić się z Państwem moją oceną sytuacji. Pokazać kluczowe elementy układanki, o co chodzi w tej „walce o lód”.
Zacznę od dwóch uwag natury ogólnej. Po pierwsze, tego typu transakcje nie są czymś niezwykłym. Prawda, że nie dzieją się często, ale ten argument nie powinien wypierać świadomości, że zdarzyć się mogą. Dobrze, że w tym wypadku dzieje się to przy otwartej kurtynie i na określonych z grubsza warunkach, ponieważ transakcje, które znamy z przeszłości przypominały raczej „łup” wojenny lub często bezpardonowe i bezprawne kompromisy w wykonaniu wielkich mocarstw. Przykładem może być Traktat Poczdamski, którego wynikiem jest Polska w dotychczasowych granicach. Nas przy stole negocjacyjnym nie było i konia z rzędem temu, kto poda podstawę prawną tej „umowy”.
Kolejną, wartą przypomnienia kwestią jest to, że jedną z konsekwencji II wojny światowej był upadek kolonii i rodzenie się niepodległych państw. Grenlandia z jakiś dziwnych powodów „uchowała” się przed tym procesem, pozostając w dyskretnym uścisku Duńczyków. Jak przez te lata „traktowano” miejscowych Inuitów i ile korzyści wyciągnięto z Grenlandii, to opowieść na osobną historię. Chwały to Danii nie przynosi.
Wracając na północ. Najsłynniejsza, choć nie jedyna transakcja, do której w drugiej połowie XIX wieku została zmuszona Rosja, to sprzedaż Alaski. Wobec głębokiego kryzysu finansów po licznych wojnach, które wówczas prowadziła (Krymska czy przeciw Polsce w Powstaniu Styczniowym), spieniężenie „krainy lodu” stało się dla niej koniecznością. Amerykanie zdecydowali się na transakcję w aurze wielkiej krytyki akuszera tego pomysłu – Williama Seward’a, ówczesnego Sekretarza Stanu w gabinecie Prezydenta Andrew Johnsona.
Zanim zaczniemy mówić o geopolityce, by rozumieć jej sens, cele, mechanizmy, należy zerknąć do mapy. W przypadku Arktyki i Grenlandii do globusa.
Przechodząc do clue. Zawsze, zanim zaczniemy mówić o geopolityce, by rozumieć jej sens, cele i mechanizmy, należy zerknąć do mapy. W tym przypadku – nie tej odwzorowanej na walcu Merkatora, ale na globusie – kuli. Wtedy uświadomimy sobie, że USA i Rosja są sąsiadami, a rzeczywista odległość pomiędzy ich terytoriami to nawet nie 80 km cieśniny Beringa, lecz niecałe 4 km, dzielące wyspy – rosyjską Dużą Diomedę z Małą, należącą do Stanów.
Kolejną sprawą jest to, że wielcy gracze, mocarstwa myślą strategicznie i planują nie na lata, lecz co najmniej na dziesięciolecia. Więc jeśli doraźnie my nie widzimy sensu jakiegoś działania, nie znaczy, że Wielcy tego nie widzą. W tym kontekście polecam Państwu tekst, w którym opisałem rosyjską strategię działania w Arktyce, relacje z Chinami, plan zagospodarowania zachodniej Syberii. Wszystko to nie są plany, a materializujące się operacje w gigantycznej skali.
Jakie płyną stąd podstawowe wnioski? W perspektywie ustępowania lodu staje się żeglowna północna droga morska, pomiędzy Morzem Beringa a Barentsa. Skutkiem decyzji Komisji Szelfu Kontynentalnego ONZ z 2023 roku, formalnie już Rosja uzyskała szerokie spectrum niemal wyłącznego działania w tym rejonie. Wiąże się to z pełnymi konsekwencjami, także z zagwarantowaniem i usankcjonowaniem prawnym operowania sił zbrojnych dla ochrony interesów ekonomicznych. Wykorzystaniem transportowym tego szlaku ma zająć się powołane Rosyjsko-Chińskie konsorcjum, które już rozpoczęło działanie. Flota, która ma obsługiwać to połączenie właśnie powstaje w nowych, własnych i wyspecjalizowanych stoczniach. Nowy, północny szlak transportowy Azja-Europa jest krótszy o blisko 35% od klasycznego połączenia przez Ocean Indyjski i kanał Sueski. Przez to jest oczywiście szybszy, tańszy oraz wolny od pirackich ataków, do których dochodzi na szlaku południowym. Kluczowym jest też zmiana sposobu transportu, głównie rosyjskiego gazu, z klasycznych gazociągów na metanowce, wyspecjalizowane do realizacji dostaw tego surowca w fazie ciekłej. To z kolei rozszerza grono potencjalnych odbiorców, bez pośrednictwa operatorów systemów gazociągów, niemal door-to-door, z wykorzystaniem prostej, taniej i łatwej do zbudowania odbiorczej infrastruktury w portach.
Wracając do geopolitycznych szachów. Oczywistym jest, że „podział” arktycznego tortu był od dziesięcioleci planowany przez Rosję, co opisałem. Tajemnicą poliszynela jest, że w tym gronie była Kanada, co jest naturalne ze względu na jej położenie i potencjał geopolityczny. Ale był też ktoś trzeci. Tu być może małe zaskoczenie – „trzecia” była Dania. To zapewne najlepiej tłumaczy nerwowość z jaką się dziś zachowuje, dezawuując wszystko, co wynika z amerykańskiej propozycji kupna Grenlandii. Absurd ten jest podwójny przy świadomości, że Dania nie ma ani siły politycznej, ani tym bardziej ekonomicznej do zbudowania scenariusza wykorzystania wyspy, alternatywnego do proponowanego przez prezydenta Trumpa.
Grenlandia jest niezbędnym elementem amerykańskiej dominacji strategicznej w tzw. zachodniej Hamisferze, którą już w 1823 roku przedstawił w Kongresie w swoim orędziu prezydent James Monroe. Stąd do dziś nazywana jest „doktryną Monroego”. Jest także elementem w strukturze globalnego bezpieczeństwa, w tym dla zachowania bipolarnego światowego ładu. Może być ostatnim możliwym miejscem do realnego wykorzystania. Przy czym daje nadal zaledwie szansę na zbudowanie kontroli, swoistego przegrodzenia rosyjsko-chińskiej północnej drogi morskiej na północny Atlantyk, co doprowadziłoby niewątpliwie do jego wzmocnienia, poprzez pozostawienie pod większa kontrolą sił NATO. Rejon ten jest nie tylko miejscem operowania rosyjskiej Floty Północnej, ale szlakiem do Murmańska będącego dla niej bazą. To także możliwość lepszej kontroli półwyspu Kola, który jako jeden z kluczowych tzw. obszarów antydostępowych, jest nafaszerowany systemami rakietowymi, które są w stanie osiągać cele w Ameryce Północnej, lecąc „skrótem” nad Arktyką.
Czy Amerykanom uda się ten plan? Trzymam kciuki. Choć polska chata tu powinna być jak najdłużej „skraja”. Warunkiem jest przekonanie do swoich racji partnerów z sojuszu NATO. Aktualna administracja Prezydenta Donalda Trumpa pokazuje skuteczność, operacjonalizację w polityce międzynarodowej. Nie stroni od rozwiązań siłowych, choć adekwatnych w użytej skali. W tym wypadku musi walczyć z czymś, na co trudno znaleźć broń – z płytkim i niemądrym myśleniem. Sprzeciw Danii, czy szerzej Unii Europejskiej jest bezproduktywny i szkodliwy dla obu stron. Próba własnych rozwiązań dla zbudowania formuły bezpieczeństwa Arktyki, która jak zapewne wiele podobnych skończy się na „jakiejś” kolejnej umowie handlowej z Chinami i nie wykluczam z Rosją. To naiwność, żeby nie powiedzieć mocniej.