Brakuje chętnych do munduru. Niemcy rozważają radykalny krok
Obecnie Bundeswehra liczy około 184 tys. aktywnych żołnierzy. Rząd federalny chce jednak, by do 2035 roku liczba ta wzrosła do 260 tys., a liczba rezerwistów została podwojona z obecnych ok. 100 tys. do 200 tys.
"Personel to najpoważniejsze wąskie gardło"
W dorocznym raporcie parlamentarnym na temat wojskowości niemiecki komisarz ds. sił zbrojnych Henning Otte wprost ostrzegł, że personel pozostaje "najpoważniejszym wąskim gardłem sił zbrojnych". W opublikowanym w ostatnich dniach dokumencie wskazał trzy główne bariery takiego stanu rzeczy. Wśród nich znalazły się niekorzystne trendy demograficzne, silna konkurencja o wykwalifikowanych pracowników na rynku cywilnym oraz wysoki wskaźnik rezygnacji ze służby.
Otte podkreślił również, że istnieje realne ryzyko, iż "ambicje polityczne wyprzedzą wojskową rzeczywistość".
Bundestag już uruchomił mechanizm awaryjny
Jak przypomina "Rzeczpospolita", w grudniu Bundestag przyjął ustawę (stosunkiem głosów 323 do 272) wprowadzającą dobrowolną zasadniczą służbę wojskową. Od 1 stycznia 2026 r. wszyscy 18-letni mężczyźni muszą wypełnić obowiązkowy kwestionariusz dotyczący gotowości do służby. Jednocześnie dokument taki pozostaje dobrowolny dla kobiet. W ramach zasadniczej służby szkolenie ma trwać minimum 6 miesięcy. Dodatkowo od lipca 2027 r. młodzi Niemcy będą przechodzić obowiązkowe badania lekarskie pod kątem przydatności wojskowej.
Minister obrony Boris Pistorius argumentuje, że w razie zagrożenia państwo nie może tracić czasu na ustalanie, kto nadaje się do służby. Ponadto niemiecki rząd oferuje ochotnikom wynagrodzenie rzędu 2,6 tys. euro miesięcznie. Po 12 miesiącach służby żołnierz otrzymuje wyższy żołd i pełny status wojskowy. Jednocześnie Niemcy deklarują, że chcą stać się najsilniejszą konwencjonalną armią Europy, odpowiadając na zagrożenia ze strony Rosji oraz oczekiwania sojuszników w ramach NATO. Kanclerz Friedrich Merz zobowiązał się do znaczącego wzmocnienia potencjału obronnego kraju.