Czy dostawy gazu są zagrożone? PGE uspokaja

Dodano:
Logo PGE, zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP / Albert Zawada
Polska Grupa Energetyczna nie przewiduje, żeby kryzys na Bliskim Wschodzie mógł prowadzić do zagrożenia dostaw gazu ziemnego, twierdzi prezes Dariusz Lubera.

Ceny surowców szybko rosną, ponieważ Iran ogłosił blokadę cieśniny Ormuz, przez którą przepływa ok. jedna piąta światowego handlu ropą i gazem, w tym cały eksport LNG z Kataru. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) ostrzegł, że będzie strzelał do tankowców próbujących przepłynąć tym jedynym morskim szlakiem z krajów Zatoki Perskiej.

W związku z tym pojawiają się pytania dotyczące polskiego rynku. Prezes PGE jednak uspokaja. – Dostawy gazu do Polski to nie jeden kierunek, jesteśmy bardzo zdywersyfikowani, a dostawy z rejonu Bliskiego Wschodu nie przekraczają 10 proc. Nie przypuszczam, żeby było jakieś zagrożenie, jeśli chodzi o dostawy. Natomiast ceny w takich sytuacjach mają tendencję do fluktuacji, oczywiście będziemy je obserwować, one będą miały ewentualne przełożenie na to, jak ceny będą się zachowywały na polskiej giełdzie. Było już kilka takich zawirowań, które później wracały do stabilnego poziomu – powiedział Lubera dziennikarzom, pytany o potencjalny wpływ wojny w Zatoce Perskiej na rynek gazu.

PGE kończy w Rybniku budowę bloku gazowego CCGT o mocy 882 MW, który ma zostać oddany do eksploatacji w I kwartale 2027 r. Wykonawcą jest Polimex-Mostostal.

Grupa PGE to jedna z największych firm energetycznych w Polsce. Obsługuje blisko 5,8 mln klientów. Dysponuje 19,1 GW mocy zainstalowanej. Spółka jest notowana na GPW od 2009 r.; miała 64,48 mld zł przychodów w 2024 r.

"Europa może zostać trafiona rykoszetem"

Eksperci nie mają wątpliwości: nawet jeśli Europa nie jest głównym odbiorcą katarskiego LNG, może zostać wciągnięta w spiralę rosnącej konkurencji o dostępne wolumeny.

– To jednak nie oznacza, że Europa nie odczuje skutków wstrzymania produkcji przez Katar. W zależności, jak długo potrwa przerwa, rosnąć będzie konkurencja między importerami z Azji i Europy na rynku spotowym. To przełoży się na ceny. W tym kontekście Europa może zostać trafiona rykoszetem – podkreśla analityk Tymon Pastucha, analityk Polskiego Instytutu Spraw Zagranicznych.

Dr Szymon Kardaś, analityk European Council on Foreign, stwierdził, że najbardziej dotknięte będą rynki azjatyckie, zwłaszcza Bangladesz, Indie i Pakistan, ale również Chiny.


Źródło: ISBnews
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...