Protokół z Kioto, Enron i przewaga Niemiec w systemie handlu emisjami
Przyjrzyjmy się zatem, dlaczego ten system powstał, jakie były jego rzeczywiste cele i kto na nim skorzystał. Aby odpowiedzieć na te pytania musimy wrócić do roku 1997 i pamiętnego Protokołu z Kioto.
12 grudnia 1997 roku, dzień po podpisaniu Protokołu z Kioto, lobbysta koncernu Enron – John Palmisano napisał z Japonii wewnętrzną notatkę do centrali. Jej treść wyciekła po upadku korporacji i trafiła na łamy "Washington Post". Palmisano pisał bez ogródek: "Jeśli to porozumienie zostanie wdrożone, zrobi więcej dla promocji biznesu Enronu niż praktycznie jakakolwiek inna inicjatywa regulacyjna". Na końcu dodał zdanie, które przeszło do historii korporacyjnego cynizmu: "This agreement will be good for Enron stock!!".
Dziś europejski system handlu emisjami (EU ETS) to jeden z największych rynków finansowych na świecie – 949 miliardów dolarów obrotu w 2023 roku. Same Niemcy zainkasowały z systemów emisyjnych w 2024 roku 18,5 miliarda euro, a w 2025 roku – 21 miliardów. Tymczasem Stany Zjednoczone nie mają federalnego systemu wyceny węgla, a Chiny – nominalnie go posiadając – handlują uprawnieniami po cenie dziesięciokrotnie niższej niż europejska. Jest to efekt decyzji podjętej trzy dekady temu przez ludzi, którzy dokładnie wiedzieli, co robią.
Interesy w imię klimatu
Oficjalna historia Kioto brzmi tak: nauka przekonała polityków, politycy przekonali przemysł, a świat zgodził się działać dla dobra planety. To piękna historia, tylko zupełnie nieprawdziwa.
Prawdziwa historia zaczyna się od potężnej grupy lobbystów: WWF, Greenpeace i Climate Action Network to kluczowe organizacje budujące presje na konferencje ONZ w Rio (1992) i Kioto. Były one finansowane przez fundacje Rockefellera, Forda i Packarda. To gigantyczne wsparcie finansowe pokazuje, że za ramową konwencją ONZ i późniejszym Protokołem stał bardzo konkretny splot interesów finansowych, politycznych i korporacyjnych.
Enron był tylko najbardziej bezczelny w ich artykułowaniu. Ken Lay, prezes korporacji, był jednocześnie założycielem Business Environmental Leadership Council, czyli koalicji biznesowej aktywnie promującej agendę z Kioto, a jednocześnie powiernikiem Heinz Center for Science, prowadzonego przez Teresę Heinz, żonę późniejszego sekretarza stanu Johna Kerry'ego. Enron miał opracowanych co najmniej siedem modeli generowania zysków powiązanych z wyceną CO2. Kupował z wyprzedzeniem spółki, które w systemie cap-and-trade miały gwałtownie urosnąć na wartości. We wspomnianej na początku tekstu notatce Palmisano nie opisywał efektu ubocznego polityki klimatycznej. Opisywał cel, do którego Enron konsekwentnie dążył.
Obok Enronu aktywny lobbing na rzecz Kioto prowadziły między innymi Lehman Brothers, Goldman Sachs i Morgan Stanley. Lehman Brothers był pierwszym globalnym bankiem, który połączył japońskie i europejskie rynki węglowe. Jak ujął to Marlo Lewis z Competitive Enterprise Institute: "System cap-and-trade to w istocie kartel weglowy. Ograniczając podaż i podnosząc cenę energii kopalnej, generuje nadzwyczajne zyski dla posiadaczy uprawnień emisyjnych."
James Hansen, jeden z najwybitniejszych naukowców badających zmiany klimatu, ówczesny dyrektor instytutu NASA, nazwał offsety węglowe "współczesnym odpowiednikiem średniowiecznych odpustów". George Monbiot pisał o "sprzedaży indulgencji". Hansen stwierdził wprost: kraje rozwinięte chcą kontynuować business as usual, a kraje rozwijające się chcą pieniędzy i oba te cele realizuje system handlu emisjami.
Rok bazowy 1990: szczęśliwy przypadek czy precyzyjny projekt?
Protokół z Kioto wymagał, by 37 krajów uprzemysłowionych zredukowało emisje do poziomu niższego niż w 1990 roku. Dotyczyło to szczególnie Niemiec i Wielkiej Brytanii.
Niemcy właśnie zakończyły zjednoczenie. Wskutek tego masowo zamykano wschodnioniemieckie fabryki – brudne, energochłonne, niewydajne produkty planowej gospodarki. Emisje Niemiec Wschodnich runęły dramatycznie, nie z powodu troski o klimat, lecz z powodu brutalnej transformacji ekonomicznej. Niemcy mogły wiec zaliczyć ten strukturalny spadek jako swoje "zasługi klimatyczne". Berlin zgodził się na ambitny cel redukcji emisji o 21% wiedząc, że większość tej redukcji już nastąpiła, zanim jeszcze pierwsze negocjacje klimatyczne się zaczęły.
Wielka Brytania po 1990 roku przechodziła z węgla na gaz z Morza Północnego (tzw. Dash for Gas.) Był to efekt prywatyzacji górnictwa, nie zaś ekologicznego nawrócenia rządu Thatcher i jej następców. Emisje spadły radykalnie i Londyn mógł prezentować się jako lider dekarbonizacji, nie ruszając palcem w sprawie klimatu.
Kraje Europy Centralnej i Wschodniej dostały w prezencie tzw. gorące powietrze, czyli cele emisyjne dalece przewyższające ich prawdopodobne emisje. Szczególne miejsce zajęła tu Rosja oraz Ukraina. Badacze opublikowani w "Climatic Change" oszacowali, że sama Rosja mogła dysponować nadwyżką od 9 do 900 milionów ton dwutlenku węgla w pierwszym okresie zobowiązań. To były uprawnienia do emisji, których Rosja i tak by nie wyprodukowała, a mogła je sprzedawać krajom przekraczającym limity. Rosja ratyfikowała Protokół dopiero w 2004 roku, gdy Stany Zjednoczone się z niego wycofały. Czekała na właściwy moment negocjacyjny, bo wiedziała, że bez jej ratyfikacji cały mechanizm nie wejdzie w życie.
Jak wykazała analiza Climate Foresight: cele Kioto były od początku ustawione tak, by kluczowi gracze mogli je spełnić bez dodatkowego wysiłku. Wysiłek mieli ponieść ci, którzy nie uczestniczyli w projektowaniu reguł gry.
Jak Stany Zjednoczone ochroniły swój przemysł
W marcu 2001 roku prezydent George W. Bush wycofał Stany Zjednoczone z Protokołu. Jego uzasadnienie było politycznie atakowane, ale merytorycznie trafne: Protokół wyłącza 80% świata – w tym Chiny i Indie – z jakichkolwiek zobowiązań, a jednocześnie nakłada koszty wyłącznie na kraje zachodnie.
Co ciekawe, badania opublikowane w "European Journal of International Relations" sugerują, że europejscy negocjatorzy wiedzieli o tym, że USA go nie ratyfikują. Jeden z nich stwierdził: "Pojawiła się myśl – dlaczego nie pójdziemy dalej bez Stanów Zjednoczonych? Osiągnijmy porozumienie, zanim cały proces się rozpadnie." Administracja Clintona zaś – według uczestników negocjacji – świadomie podpisała traktat, którego Senat nigdy nie zatwierdził, by zachować wizerunek "przyjazny klimatowi" bez żadnych faktycznych kosztów.
Efekt tej decyzji jest widoczny dziś: Europa narzuciła na siebie system, który kosztuje przemysł europejski dziesiątki miliardów euro rocznie. Stany Zjednoczone zachowały swobodę polityki energetycznej, rozwinęły rewolucję łupkową i utrzymują tańszą energię, która przekłada się na ich przewagę przemysłową. Chiny jako "kraj rozwijający się", zwolniony z zobowiązań Kioto, były największym beneficjentem mechanizmu handlu emisjami CDM: do 2012 roku 60% wszystkich certyfikowanych redukcji emisji przypadało właśnie na nie.
Europa stała się głównym blokiem, który dobrowolnie ograniczył własną konkurencyjność przemysłową w imię globalnego dobra wspólnego. Reszta świata na tym zarobiła.
Niemcy: System emisji działa niczym prywatny fundusz przemysłowy
Nie wszystkie kraje europejskie tracą na ETS równomierne. Są i takie, które zamieniły system klimatyczny w maszynkę do budowania własnej przewagi.
W 2021 roku Niemcy uruchomiły własny, krajowy system handlu emisjami – nEHS – obejmujący ogrzewanie i transport. Siedem lat przed analogicznym europejskim ETS2. Efekt: w 2024 roku same Niemcy zebrały z obu systemów łącznie 18,5 miliarda euro. W 2025 roku – 21 miliardów. Wszystkie te środki trafiły do Klimafonds – Funduszu Klimatu i Transformacji, finansującego modernizacje sieci ciepłowniczych, infrastrukturę elektromobilności, gospodarkę wodorową i co kluczowe – kompensacje dla własnego przemysłu. Niemcy zbierają pieniądze z handlu emisjami, a częścią z nich rekompensują niemieckim firmom koszty handlu emisjami. Jest to zamknięty obieg, który wzmacnia niemiecką konkurencyjność.
Polska uruchomiła swój system rekompensat dopiero w 2019 roku, choć prawo unijne pozwalało na to już od 2013 roku. Jest to sześć straconych lat, w których polski przemysł ponosił koszty bez żadnego mechanizmu ochrony. To nie jest kwestia złej woli biurokratów w Brukseli, tylko zdolności negocjacyjnych, zaplecza eksperckiego i konsekwentnej strategii. Niemcy przez trzy dekady budowały swoją pozycję w tym systemie i robiły to niezwykle skutecznie.
Reguły gry piszą ci, którzy są przy stole
Protokół z Kioto powstał dlatego, że korporacje energetyczne i sektor finansowy zobaczyły w nim szansę na stworzenie nowego rynku – rynku prawa do emisji. Rok bazowy 1990 był starannie dobrany tak, by Niemcy i Wielka Brytania mogły spełniać zobowiązania klimatyczne za darmo. Rosja dostała gorące powietrze. Chiny i Indie zostały wyjęte poza nawias kosztów. Stany Zjednoczone się wycofały, a Europa i jej słabsze gospodarczo kraje przejęły role płatnika.
Polska w 2000 roku pokrywała 97% zapotrzebowania na energię elektryczną węglem. Spowodowane było to strukturą energetyczną odziedziczoną po PRL i rozwijaną przez dekady ze względów ekonomicznych. Wejście do systemu, w którym rok bazowy, zasady alokacji i mechanizmy kompensacyjne były projektowane przez innych oznaczało wejście do gry z regułami pisanymi przez kogoś innego, pod czyjś interes.
Tak naprawdę działają systemy, które określają koszty naszej energii, naszego przemysłu i naszych rachunków za prąd i ogrzewanie. W kolejnym artykule pokażę, jak Niemcy wykorzystali Kioto i system ETS do osłabiania swoich europejski partnerów oraz jaką rolę pełni w tym rosyjski gaz.
Palmisano zakończył swoją notatkę z Kioto słowami: "This agreement will be good for Enron stock!!" Enron upadł w 2001 roku w największym skandalu korporacyjnym w historii USA. Jednak rynek, który pomógł zaprojektować, działa doskonale. I zarabia dla kogoś innego.
Jakub Krysiewicz
Prezes Instytutu Suwerenności. Pisze o suwerenności cyfrowej, energetycznej i gospodarczej Polski.