• Autor:Ryszard Czarnecki

Kurdowie – mięso armatnie (na własne życzenie)?

Dodano:
Kurdyjscy partyzanci na posterunku w rejonie Góry Zartek w Iraku Źródło: PAP / Darek Delmanowicz
Polskim, a także słowackim mediom (np. Aktuality.sk) warto uświadomić, że to nie Kurdowie, lecz Tamilowie są największym narodem na świecie bez własnego państwa.

Kurdowie zajmują w tej smutnej klasyfikacji drugie miejsce. Skądinąd jest to jedna z czterech największych nacji na Bliskim Wschodzie – co stanowi gorzki paradoks, ponieważ wiele państw w tym regionie tworzonych jest przez narody mniej liczne, a niekiedy znacznie mniej liczne niż Kurdowie.

W przeciwieństwie do wielu komentatorów wypowiadających się na temat potencjalnego udziału peszmergów – czyli kurdyjskich sił zbrojnych – w wojnie z Islamską Republiką Iranu, ja miałem okazję być w Kurdystanie. Konkretnie w Irbilu (Erbilu), czyli stolicy regionu zamieszkanego w przeważającej mierze przez Kurdów, będącego częścią Iraku. Region ten cieszy się stosunkowo szeroką autonomią: posiada własnego prezydenta, rząd, parlament, a także siły zbrojne. W praktyce funkcjonuje jako quasi-państwo w ramach Iraku.

Dla Kurdów to jednak za mało. Dążą do pełnej niepodległości i uznania swojej państwowości na arenie międzynarodowej. Kilka lat temu przeprowadzili w tej sprawie referendum, które przyniosło jednoznaczny wynik – poparcie dla „wybicia się na niepodległość” i utworzenia odrębnego państwa kurdyjskiego. Wynik ten nie został jednak uznany przez społeczność międzynarodową, w tym przez Stany Zjednoczone.

Jest to o tyle charakterystyczne, że wcześniej USA korzystały z pomocy kurdyjskich peszmergów w walce z tzw. Państwem Islamskim (ISIS). Kurdowie otrzymywali broń i aktywnie uczestniczyli w działaniach zbrojnych, odbijając m.in. tereny w Iraku zamieszkane od wieków przez chrześcijan. Ostatecznie jednak można odnieść wrażenie, że sprawdziło się stare powiedzenie – parafrazując je: „Kurd zrobił swoje – Kurd może odejść”.

Czy dziś Kurdowie zostaną ponownie wykorzystani – tym razem w konflikcie z osłabionym Iranem? Taki scenariusz nie jest wykluczony i może wpisywać się w kalkulacje Waszyngtonu oraz Tel Awiwu.

Z perspektywy Kurdów upadek Islamskiej Republiki Iranu mógłby wydawać się korzystny. W Iranie mieszka bowiem od jednej szóstej do nawet jednej czwartej wszystkich Kurdów na Bliskim Wschodzie. Więcej żyje tylko w Turcji. W Iraku – nieco mniej, a w Syrii – zdecydowanie mniej. Według niektórych szacunków nawet co dziesiąty mieszkaniec Iranu to Kurd.

Pojawia się więc pytanie: czy Stany Zjednoczone i Izrael spróbują „wyjąć kasztany z ognia” rękami Kurdów, którzy mogą wierzyć, że w ten sposób przybliżą – bezpośrednio lub pośrednio – powstanie własnego państwa?

Oto jest pytanie.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...