Absurd w wojsku. Kompanią saperów ma dowodzić nauczyciel bez doświadczenia
W materiale poznajemy historię Dariusza Rozwadowskiego, nauczyciela historii, który bardzo się zdziwił, gdy otrzymał kartę mobilizacyjną, a w niej przydział na dowódcę kompanii saperów, a więc ok. 100–150 żołnierzy. W razie wojny lub mobilizacji miałby dowodzić specjalistycznym oddziałem, chociaż szkolenie wojskowe – trwające 6 tygodni – przeszedł blisko 20 lat temu. Ponadto jest tylko kapralem, a nie kapitanem, czy chociaż porucznikiem. Na początku myślał, że to pomyłka, ale szybko został wyprowadzony z błędu. Jednak, gdy zapytał, czy zostanie przeszkolony, usłyszał, że żadne ćwiczenia nie są dla niego przewidziane.
– To nie są jakieś przypadki przy pracy. To jest pewna systemowa norma, związana z luką pokoleniową. Przez wiele lat rezerwiści nie byli w ogóle szkoleni. Był ten czas kiedy politycy chyba uznali, że nic nam nie grozi i wojsko nie jest do niczego potrzebne, a teraz nagle, na szybko, próbuje się łapać kogo się da. Nie tędy droga. (...) Większość wzywanych rezerwistów to ojcowie i dziadkowie, mężczyźni 40+, 50+, a nawet sześćdziesięciolatkowie. Nie da się zbudować skutecznie funkcjonującej armii na takich ludziach. Oni mogliby być pomocni, ale nie do służby w pierwszej linii, bo już wiek i zdrowie na to nie pozwalają – opowiada bohater reportażu.
Dariusz Rozwadowski postanowił złożyć oficjalne oświadczenie o braku kompetencji i zagrożeniu bezpieczeństwa w związku z absurdalnym przydziałem, który został mu nadany. W Wojskowym Centrum Rekrutacji spotkał się jednak ze ścianą i niezrozumieniem. Co więcej, wysłał pismo do Rzecznika Prawa Obywatelskich, wskazując na patologiczny charakter całej tej sytuacji.
Dziwne tłumaczenia resortu obrony
Reportaż o wojskowym absurdzie rezerwisty odbił się szerokim echem, o czym świadczy komentarz Ministerstwa Obrony Narodowej, który został wklejony pod wszystkimi wpisami poświęconymi tej sprawie, m.in. na profilu Krzysztofa Stanowskiego.
„Szanowni Państwo, nie jest prawdą, że Pan Dariusz otrzymał propozycję przydziału mobilizacyjnego na stanowisko dowódcy pułku, a jedynie na dowódcę kompanii, a to zasadnicza różnica. Co ważne, odbył on przeszkolenie wojskowe, po którym uzyskał specjalność wojskową – saper. W związku z tym w 2024 r. otrzymał przydział mobilizacyjny zgodny ze swoją specjalnością. W wyniku złożonych przez niego dopiero w lutym bieżącego roku wątpliwości, Pan Dariusz został poinformowany o planowanych ćwiczeniach żołnierzy rezerwy pasywnej, w których mógłby odbudować swoje umiejętności wojskowe i nabyć dodatkowe, zgodnie z otrzymaną specjalnością. Innym proponowanym rozwiązaniem jest też zamiana nadanego przydziału mobilizacyjnego, na inne stanowisko zgodnie z posiadanymi przez Pana Dariusza kompetencjami. Przypominamy także, że każdego roku tysiące żołnierzy pasywnej rezerwy jest doszkalanych w ramach ćwiczeń wojskowych, w pierwszej kolejności są to osoby mające nadane przydziały mobilizacyjne, co wzmacnia zdolności żołnierzy rezerwy pasywnej naszego kraju” – napisało na X oficjalne konto MON (pisownia oryginalna).
Na ten wpis zareagował autor reportażu w Kanale Zero – Waldemar Stankiewicz, który zwrócił uwagę na braki merytoryczne w opublikowanym stanowisku MON:
„Drogie MON – przecież w materiale wielokrotnie pada informacja, że pan Dariusz otrzymał przydział na dowódcę kompanii. Nie jestem przekonany czy sformułowanie »jedynie« jest właściwe. Kompania to wciąż ponad 100 osób. A pan Dariusz nadal nie wie jak miałby nimi dowodzić” – odpowiedział dziennikarz.
"Odpowiedź MON to jedna wielka manipulacja"
Swoje argumenty przedstawił również bohater reportażu. Dariusz Rozwadowski, którego dotyczy ten absurdalny przydział wojskowy, w rozmowie z DoRzeczy.pl odniósł się do tłumaczeń resortu obrony.
– Po pierwsze, dostałem kartę mobilizacyjną, a to nie jest żadna „propozycja” przydziału, jak to oni napisali, tylko konkretna decyzja. Za uchylenie się od niej w czasie wojny są wysokie kary więzienia. Po drugie, napisali, że byłem szkolony, ale zapomnieli dodać, że zaledwie przez 6 tygodni 20 lat temu, a specjalność saper była nadana czysto losowo, bo musieli po prostu jakąś przydzielić. MON twierdzi, że dostałem przydział zgodnie z moją specjalnością, tyle że ja jestem kapralem, a dostałem przydział dla kapitana, na dowódcę kompanii, co jest absurdem, bo nie byłem do tego stanowiska szkolony. Przez 20 lat w ogóle nie byłem szkolony. Nie odbyłem ani jednych ćwiczeń rezerwy. Od 2006 roku do 2024 roku nie miałem nawet przydziału. Dopiero w 2024 roku przyznali mi i to od razu na dowódcę kompanii mimo braku jakichkolwiek kompetencji. MON twierdzi, że w zasadzie wszystko jest tutaj w porządku – wskazał Dariusz Rozwadowski.
– Gdy otrzymywałem przydział i poprosiłem o inny, powiedzieli mi, że to niemożliwe, innego nie będzie. Gdy zapytałem o szkolenia, powiedzieli, że w najbliższym czasie żadnych ćwiczeń dla mnie nie będzie. Natomiast gdy w lutym 2026 roku składałem oświadczenie o braku kompetencji i zagrożeniu bezpieczeństwa, Pani żołnierz najpierw stwierdziła, że przecież jestem wyszkolony, a gdy odpowiedziałem, że nie jestem, to uznała, że jak już tak bardzo chcę się szkolić, to mogę iść na dobrowolną zasadniczą służbę wojskową. Okazuje się jednak, że nawet w takim trybie nie byłbym w stanie nauczyć się bycia dowódcą kompanii, bo tam nie ma takich kursów – ta służba służy głównie zdobyciu podstawowych umiejętności i dotyczy szeregowych. Ja pytałem o szkolenie dla dowódcy kompanii. Odpowiedź MON to jedna wielka manipulacja – ocenił w rozmowie z nami rezerwista.
Co ciekawe, Dariusz Rozwadowski pod wpływem swojej historii postanowił napisać książkę przedstawiającą szersze tło tej sytuacji. Publikacja „Na mięso armatnie. Taki los szykują Polakom?”, której współautorem jest poseł Konfederacji Korony Polskiej Włodzimierz Skalik, to opowieść o brutalnych mechanizmach wciągania państw w spirale napięć i o cenie, jaką płacą zwykli obywatele.