Największy cud w dziejach. Opowieść o Zmartwychwstaniu Chrystusa nie miała żadnej analogii
Niedziela Wielkanocna – to jest dokładnie ten moment, kiedy należy oderwać się od naszego tu i teraz i przenieść się do Jerozolimy sprzed dwóch tysięcy lat, do grobu wykutego w skale, należącego do Józefa z Arymatei, w którym to ów bogaty członek Rady złożył odebrane za zgodą rzymskiego gubernatora Poncjusza Piłata umęczone i sponiewierane ciało Jezusa z Nazaretu. Nie ma nic wspanialszego i bardziej oszałamiającego niż ta chwila o brzasku, gdy w Niedzielę Wielkanocną kolejne pokolenia chrześcijan obwieszczają światu, że ten, który zmarł na krzyżu żyje i powstał z martwych. Dziś wielu komentatorów próbuje przykryć niezwykłość, szok, skandal tego zdarzenia. Dokonują wręcz niebywałych piruetów myślowych, byle tylko dowieść, że to co nowe, jedyne i bez analogii stanowiło tylko kolejną reinterpretację ludzkiej tęsknoty za nieśmiertelnością. Nic bardziej mylnego. Tym, którzy chcą to zrozumieć, polecam fragment mojej książki „Prawdziwie Zmartwychwstał”.
XXX
Wielu współczesnych teologów zmienia sens Zmartwychwstania. Utożsamiają je z Wniebowstąpieniem, z wyniesieniem Chrystusa. Z pewnością nie ma to nic wspólnego z tym, jak Zmartwychwstanie rozumieli pierwsi uczniowie. Rozróżniali oni wyraźnie powstanie Chrystusa z martwych to Jego wyniesienie na tron po prawicy Ojca. Dla wiary w Zmartwychwstanie brakuje historycznej analogii. Większość Żydów wierzyła, że do niego dojdzie, ale tylko u kresu czasów i że będzie miało ono charakter powszechny. Tradycja żydowska nie wspominała o nikim, kto zmartwychwstałby przed Chrystusem. W czasie swego życia ziemskiego Jezus zapowiadał swoje powstanie z martwych, ale Jego uczniowie nie rozumieli Go.
Dla pogan w ogóle myśl o powstaniu do życia w ciele była odpychająca. Niektórzy sądzili, że po śmierci będzie istnieć nieśmiertelna dusza, dla której ciało było jedynie obciążeniem, inni sądzili, że żadnego życia pośmiertnego nie ma. Wiara chrześcijańska, która głosi, że Chrystus powstał z martwych w środku czasów, nie ma żadnych analogii. Mogła zostać przyjęta przez uczniów, tylko jeśli wszystkie ich wątpliwości zostały rozproszone, a oni zdobyli całkowitą pewność. Ostatecznie musiał ich do tego przekonać sam Chrystus, w którym dostrzegli Pana i Boga. Tylko nieskończony autorytet wszechmocnego Boga mógł sprawić, że uczniowie zaczęli głosić Dobrą Nowinę, tak całkowicie nieprawdopodobną i obcą kulturze, w której żyli.