Szef MON Belgii mówi o "bombie podłożonej pod NATO". Wskazał na poważny problem
W sobotę 4 kwietnia przypadła 77 rocznica powołania NATO. Minister obrony i handlu zagranicznego Belgii Theo Francken zamieścił z tej okazji gorzki wpis. Polityk wskazał na zagrożenie ze strony Moskwy. Jak podkreślił, ze względu na rosyjski imperializm doszło do rozszerzenia sojuszu na kolejne państwa.
"Dla sąsiadów Rosji członkostwo w NATO nie jest luksusem, lecz warunkiem prawdziwej niepodległości. Kraje sąsiednie, które nie uzyskały członkostwa, ponownie miały do dyspozycji rosyjskie czołgi (Mołdawia, Gruzja i Ukraina) lub do dziś żyją pod jarzmem Moskwy (Białoruś)" – ocenia.
Francken podkreśla znaczenie solidarności między uczestnikami NATO. A tej solidarności nie będzie bez zwiększenia nakładów na zbrojenia.
"Wydatki na obronność zostały drastycznie obcięte na rzecz łagodniejszych priorytetów politycznych. Czyniąc to, sami podłożyliśmy bombę pod sojusz NATO" – stwierdza.
Francken: Każdy kryzys małżeński pozostawia ślad
Minister wskazuje, że państwa zachodniej Europy były od wielu lat krytykowane za brak inwestycji w wojskowość.
"To zirytowało nie tylko samych Amerykanów, ale jeszcze bardziej sojuszników ze Skandynawii i Europy Wschodniej, którzy faktycznie zrobili to, co było konieczne. Dopiero na szczycie NATO w Hadze w zeszłym roku Belgia osiągnęła cel 2 proc. Całe 11 lat po tym, jak podjęto wspólną decyzję. Wymagało to rosyjskiej inwazji na Ukrainę i groźby surowych amerykańskich sankcji handlowych ze strony Trumpa. Natychmiast "Daddy" podniósł poprzeczkę wydatków na obronę znacznie wyżej: do 3,5 proc. PKB. Każdy, kto myśli, że Belgia utrzyma poziom 2 proc., łudzi się" – przekonuje Francken w swoim wpisie.
Minister zwraca uwagę, że po szczycie NATO w Hadze można było odnieść wrażenie, iż sojusznicy się pogodzili, a Trump zadeklarował przestrzeganie artykułu 5 przez USA. Później jednak nie wykluczył możliwości przejęcia Grenlandii, czemu stanowczo sprzeciwiła się Europa.
"Waszyngton to zauważył. Trump zdaje sobie teraz sprawę, że Europa nie pozwoli na podziały w tak istotnych kwestiach, jak integralność terytorialna. Ale jak każdy kryzys małżeński, ten również pozostawia ślad" – podkreśla.