Szumilas wydała oświadczenie ws. porwanego ambulansu. "Mama umierała"

Dodano:
Posłanka KO Krystyna Szumilas Źródło: PAP / Rafał Guz
"Nie załatwiłam sobie transportu dzięki znajomościom, nie robię takich rzeczy" – zapewnia Krystyna Szumilas, komentując doniesienia ws. porwanego ambulansu.

Działacz Koalicji Obywatelskiej a jednocześnie jeden z dyrektorów szpitala w Knurowie wykorzystał publiczny ambulans do przewiezienia krewnej posłanki Koalicji Obywatelskiej Krystyny Szumilas – wynika z ustaleń Kanału Zero. Zawiadomienie w sprawie złożył zarząd placówki. Do akcji wkroczyła już prokuratura.

Z ustaleń portalu wynika, że chodzi o dyrektora ds. administracyjnych szpitala w Knurowie, a zarazem działacz Koalicji Obywatelskiej, który 11 kwietnia ubiegłego roku miał "wparować na izbę przyjęć", a następnie zabrać aparat EKG z jednego z oddziałów. Potem już z tym sprzętem wsiadł do karetki pogotowia i odjechał. O swoich planach, jak czytamy, nie powiadomił personelu medycznego.

Szumilas zabrała głos. "Nie weryfikowałam uprawnień kierowcy"

Sprawę skomentowała już posłanka KO, która w mediach społecznościowych opublikowała oświadczenie.

"W ubiegłym roku umarła moja 93-letnia mama. Niemal do ostatnich chwil była pod opieką rodziny. Tuż przed śmiercią jej stan uległ znacznemu pogorszeniu. Lekarz ze szpitala w Knurowie, który był u nas na wizycie domowej stwierdził, że można jej pomóc tylko w szpitalu. Wraz z lekarzem na miejscu był Kamil Krzysiński. Nie pamiętam, który z panów powiedział, że zapewnią mamie transport. Nie zastanawiałam się nad tym, bo przysługiwał on mojej mamie bezpłatnie z uwagi na jej wiek" – napisała polityk.

Szumilas dodaje, że jej mama została przetransportowana do szpitala ambulansem, a ona sama pojechała swoim samochodem. Jak dodaje, nie weryfikowała uprawnień kierowcy do prowadzenia ambulansu. "Mama umierała, więc nie zastanawiałam się nad tym" – przyznaje.

"Wiem, że Kamil Krzysiński pracował bądź nadal pracuje jako dyrektor ds. administracyjnych w szpitalu w Knurowie. Znam go, spotykaliśmy się chociażby na posiedzeniach rady powiatu gliwickiego. Nie widujemy się prywatnie. Jeśli jest działaczem Platformy Obywatelskiej, to nie w moim kole, ani powiecie gliwickim. O tym, że sprawą zajmuje się prokuratura dowiedziałam się wczoraj od dziennikarza. Jestem pewna, że jeśli prokuratura stwierdzi, że doszło do nieprawidłowości, to na pewno będzie w tej sprawie działała. Nie załatwiłam sobie transportu dzięki znajomościom, nie robię takich rzeczy" – dodała w zakończeniu.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...