Kompromitacja Grodzkiego. Pisze o SOR, którego... nie ma
We wtorek Wirtualna Polska ujawniła, że osoba z rodziny senatora Koalicji Obywatelskiej Tomasza Lenza została bez kolejki i wymaganej dokumentacji poddana zabiegowi chirurgicznemu, co może wskazywać na funkcjonowanie nieformalnych praktyk umożliwiających uprzywilejowany dostęp do świadczeń w publicznej ochronie zdrowia. Kolejne publikacje wskazywały wprost, że chodzi o syna polityka.
Senator Tomasz Grodzki, w rozmowie na Kanale Zero, przekonywał, że w trakcie wizyty polityka z synem izba przyjęć była pusta. – To jest mały szpitalik, (...) to była niedziela. W szpitalu było pusto, nie było żadnej kolejki, a dziecko wymagało pilnego zabiegu. (...) Na izbie przyjęć podobno, tego nie wiem, ale tak mi potwierdzili koledzy, nie było nikogo. To była niedziela, spokojne dyżury – stwierdził, dodając, że takie informacje uzyskał od swoich kolegów po fachu.
Wirtualna Polska postanowiła sprawdzić, czy twierdzenia Grodzkiego są prawdziwe. Test nie wypadł pozytywnie dla byłego marszałka Senatu. Po otrzymaniu odpowiedzi ze szpitala okazało się, że tamtego dnia przez całą dobę izba przyjęć przyjęła 31 pacjentów. Część z nich została przywieziona karetkami.
Grodzki pisze o SOR, którego nie ma
To jednak nie koniec. Grodzki kontynuuje obronę Lenza w serwisie X. "Mój informator o liczbie chorych na SOR twierdził, że w chwili przyjścia chłopca do szpitala nie było nikogo wymagającego pilnej interwencji chirurgicznej. Czy ktoś nie został załatwiony terminowo dlatego, że dziecku wykonano krótki zabieg?" – pyta senator ze Szczecina.
Problem w tym, że we wspomnianym szpitalu... nie ma SOR. "W tym szpitalu nie ma SOR" – zauważa były wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński.
Z kolei Jan Czura, autor tekstu w WP, komentuje: "Tak kłamie senator, profesor, lekarz (niedawno trzecia osoba w państwie), tylko po to żeby bronić partyjnego kolegi! (...)17 osób było na izbie przyjęć, wszyscy w trybie nagłym, 5 przywiozły karetki! – to oficjalne dane. Tomasz Grodzki w Kanale Zero twierdzi, że izba była tego dnia pusta. Grodzki twierdzi, że to 'niewielki grzech', że senator z krewnym pominęli izbę przyjęć. 31 osób tego dnia było leczonych właśnie w tej izbie i nie poszły pod pokój ordynatora. Gdyby krewny senatora poszedł na Izbę musiałby czekać i nie wiadomo czy byłby przyjęty – szpital nie ma pediatrii i osoby nieletnie bardzo często odsyła. PS Jak ja nie lubię, jak politycy kłamią w żywe oczy!".