Lisicki: Magyar szybko zaskoczy brukselskich przywódców

Dodano:
Peter Magyar, lider partii TISZA Źródło: PAP/EPA / MTI, Robert Hegedus
Jaki będzie po kampanii wyborczej stosunek Petera Magyara do akcesji Ukrainy do UE i relacji gospodarczych z Rosją? Zdaniem Pawła Lisickiego kierownictwo w Brukseli szybko może się zawieść na liderze TISZY.

W najnowszym odcinku na kanale Do Rzeczy Paweł Lisicki zastanawiał się m.in. nad przyczynami klęski obozu suwerenistycznego Viktora Orbana w wyborach parlamentarnych na Węgrzech. Redaktor naczelny wyszczególnił pięć czynników, które w jego ocenie przyczyniły się do zdecydowanego zwycięstwa opozycyjnej TISZY i zakończenia 16-letnich rządów Fideszu. Prowadzący Piotr Szlachtowicz zapytał też o lidera tego ugrupowania Petera Magyara w kontekście stosunków na linii Węgry-Unia Europejska i Węgry-Federacja Rosyjska.

Magyar a akcesja Ukrainy i surowce z Rosji

– Wielu ludzi sądzi, że zwycięstwo Petera Magyara będzie oznaczało jakiś radykalny zwrot. On sam zaczął używać antyrosyjskiej retoryki, szczególnie w końcówce swojej kampanii. Wykrzyczał takie hasło "Ruscy do domu". [...] To było oczywiście skierowane do Orbana, ale powiem szczerze, wydaje mi się, że pod wieloma względami, jeśli chodzi o jego postawę, to w dwóch głównych kwestiach, za którymi opowiadał się Viktor Orban, również w przypadku Magyara nie będzie wielkiej zmiany – ocenił publicysta.

Chodzi po pierwsze o niechęć Węgrów do akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej, a po drugie o obiektywne uwarunkowania geograficzne i energetyczne powodujące konieczność zakupów surowców z Rosji.

– Założę się, że bardzo szybko Magyar zaskoczy brukselskich przywódców i wcale nie będzie wielkim entuzjastą wejścia Ukrainy do UE. Po prostu są obiektywne interesy, które sprawiaj, że, będąc Węgrem, nie można być zwolennikiem przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej, bo to byłoby niszczące dla Węgrów pod względem gospodarczym – powiedział Lisicki.

– Nie sądzę też, żeby Magyar chciał iść na jakąś wielką wojnę z Putinem i z Rosją – ocenił redaktor naczelny "Do Rzeczy". Jego zdaniem zmiany będą widoczne bardziej w warstwie retorycznej. – Węgry muszą skądś przecież brać surowce. Skądś muszą mieć ropę i muszą mieć gaz – przypomniał. Jak dodał, biorąc pod uwagę, że są państwem położonym w środku Europy, niemającym dostępu do morza, ciężko dziwić się, że kupują te surowce od Federacji Rosyjskiej.

Zdaniem Lisickiego z tego powodu nie dojdzie do oczekiwanego przez część środowisk politycznych w Europie zerwania relacji gospodarczych Węgier z Rosją.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...