"Ukraina jest największym zagrożeniem dla Europy". Bartoszewicz alarmuje
Adam Bartoszewicz był w poniedziałek gościem Karoliny Pajączkowskiej w "Politycznym ringu". Dziennikarka zapytała ekonomistę o ubiegłotygodniowy pokaz ze strony prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który zaprezentował sprzęt wojskowy, a także technologię, którą sprzedaje do Arabii Saudyjskiej.
"To się dzieje na naszych oczach". Bartoszewicz o zagrożeniu ze strony Ukrainy
Pajączkowska stwierdziła przy tym, że Ukraina stała się swego rodzaju europejskim najemnikiem, a mówi się również o tym, że może stanąć na czele struktur obronnych Europy. Co na to Adam Bartoszewicz?
– Od trzech i pół roku powtarzam, że Ukraina jest największym zagrożeniem dla Europy. I dokładnie staje się to na naszych oczach, o czym mówiłem – odparł ekonomista, tłumacząc, że kraj ten nabywa dziś potencjał, którego nie nabywa żadne inne państwo w tym procesie, który dzisiaj się odbywa, czyli w projekcie wojennym. – I technologicznie, i militarnie, i organizacyjnie staje się to najbardziej gotowe do podbijania innych państw – wskazywał.
Gość "Politycznego ringu" podkreślił, że dokąd zaczął ostrzegać, że Ukraina będzie zagrożeniem dla Europy, a szczególnie dla Rzeczpospolitej, zaczął być traktowany jak ktoś, kto powinien być odsądzony od czci i wiary.
"Bez szans jesteśmy"
Pytany z czego konkretnie wynika wspominane zagrożenie, Bartoszewicz wskazał na sytuację, w której do władzy na Ukrainie dochodzi ktoś, kto ma agresywną postawę wobec Europy.
– Co będzie drodzy państwo, kiedy rozgoryczona będzie Ukraina po przegraniu wojny, bo prędzej czy później formalnie ta wojna zostanie zakończona. Rozgoryczony naród ukraiński i masę wojska, żołnierzy, którzy tam są po tym konflikcie bardzo agresywnych, bardzo niebezpiecznych. Cały system mafii, organizacje, które tam powstały. I teraz to ten twór stworzy nowe państwo ukraińskie. Proszę państwa, co będzie, jak zostanie przejęte przejęta władza przez kogoś, kto będzie miał agresywną postawę wobec sąsiadów – mówił.
Zwracając uwagę na wykształtowaną w czasie wojny siłę ukraińskiej armii, stwierdził, że w starciu z nią Polska nie miałaby szans. – Gdyby nastąpiło uderzenie po przejęciu władzy przez X, pana X, Y, Z na Ukrainie, nastąpiłoby uderzenie na sąsiadów. Bez szans jesteśmy. Bez szans. Nie jesteśmy zorganizowani, jesteśmy naiwni, bo mamy takie przekonanie, że zagrożenia z tamtego kierunku nie będzie – podkreślał.
– Drodzy państwo robimy ogromny problem i ogromny błąd rozwojowy. Ja nie mówię przez to, że nie powinno się historycznie pomóc w określonych sytuacjach. Ja nie mówię, że nie powinno się podejmować określonych współpracy, ale brać pod uwagę scenariusze, które dzisiaj wydają się nam mało prawdopodobne – podsumował.