Alarmujące dane o rekordowym zadłużeniu Polski. "Może już mrozić krew w żyłach"

Dodano:
Pieniądze, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Adobe Stock
Zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło w lawinowym tempie. Dr Krzysztof Tenerowicz, członek Rady Gospodarczej przy prezydencie, ocena, że "prawdziwy problem zaczyna się tam, gdzie kończą się polityczne slogany, czyli przy relacji długu do PKB".

Ministerstwo Finansów przekazało, że zadłużenie Skarbu Państwa na koniec marca 2026 roku wzrosło o 0,6 proc. (13,1 mld zł) miesiąc do miesiąca i wyniosło około 2 bln 50,6 mld zł. To rekord.

Resort poinformował, że dług krajowy wyniósł około 1 bln 637,5 mld zł, a dług w walutach obcych wyniósł około 413,1 mld zł (tj. 20,1 proc. całego długu Skarbu Państwa). Na koniec lutego zadłużenie wynosiło 2 bln 37,5 mld zł.

Dług publiczny bije rekordy. "Może mrozić krew w żyłach"

Dr Krzysztof Tenerowicz, prezes Centrum im. Władysława Grabskiego oraz członek Rady Gospodarczej przy prezydencie, skomentował te dane na platformie X. "Dwa biliony długu robi wrażenie? To tylko kwota, którą łatwo sprzedać w nagłówku" – stwierdził.

Dr Tenerowicz dodał jednak, że problem zaczyna się w innym miejscu. "A może prawdziwy problem zaczyna się tam, gdzie kończą się polityczne slogany, czyli przy relacji długu do PKB? Przecież 59,97 proc. w relacji dług/PKB może już mrozić krew w żyłach, przecież to niemal osiągnięcie progu ostrożnościowego" – napisał.

Zauważył, że "brzmi technicznie, ale oznacza, że jesteśmy o włos od momentu, w którym budżet przestaje być narzędziem rozwoju, a zaczyna być zakładnikiem własnych zobowiązań".

"Wtedy zaczynamy bowiem rozważania o dwóch najgorszych informacjach będących konsekwencją tak drastycznego pogłębienia zadłużenia. Po pierwsze, oznacza to, że jeśli dług rośnie szybciej niż gospodarka, to nie »inwestujemy w przyszłość«, tylko fundujemy sobie mechanizm kuli śnieżnej" – ocenił.

"Na końcu rośnie zdziwienie, że nagle »nie ma pieniędzy«"

Krzysztof Tenerowicz zwrócił uwagę, że "najpierw rosną odsetki, potem rośnie presja na nowe zadłużenie, a na końcu… rośnie zdziwienie, że nagle »nie ma pieniędzy« na rzeczy, które jeszcze wczoraj były priorytetem".

"Po drugie, najgorsze to fakt, że dziesiątki miliardów rocznie będziemy przeznaczać na obsługę długu. To nie abstrakcja. To bardzo konkretne szkoły, szpitale i inwestycje, które nie powstaną — bo ktoś musi spłacić rachunek za dzisiejszą »hojność« i zaniechania. Niestety właśnie »uziemiamy się« na lata, a 99 proc. społeczeństwa nawet tego nie zauważy” – podkreślił we wpisie.

Źródło: DoRzeczy.pl / money.pl, x.com
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...