Odwołanie szefa Instytutu Felczaka. Prof. Szymanowski: Dopiero w sądzie poznałem zarzuty

Dodano:
Dyrektor Instytutu im. Wacława Felczaka dr hab. Maciej Szymanowski Źródło: PAP / Darek Delmanowicz
Przed Sądem Rejonowym dla m.st. Warszawy odbyła się kolejna rozprawa w sprawie odwołania byłego dyrektora Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka, prof. Macieja Szymanowskiego.

Postępowanie dotyczy zarówno zasadności jego odwołania, jak i roszczenia o odszkodowanie w wysokości 60 tys. zł wraz z odsetkami. Były dyrektor Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej kwestionuje m.in. tryb swojego nagłego odwołania, punktując liczne uchybienia po stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Dziś głos zabrał m.in. prof. Maciej Szymanowski

Prof. Szymanowski: Jeszcze nigdy nie spotkałem się z taką procedurą odwołania i przekazania obowiązków

Zeznania prof. Macieja Szymanowskiego koncentrowały się nie tylko na przebiegu jego odwołania, ale również na próbie wykazania przed sądem, że jako dyrektor działał wyłącznie w interesie instytutu. Jak podkreślał, sposób jego odwołania był bezprecedensowy. – Jeszcze nigdy nie spotkałem się z taką procedurą odwołania i przekazania obowiązków – mówił. Prof. Szymanowski zaznaczył, nie doszło do żadnego formalnego przekazania zarządzania instytutem – Żadnego przekazania obowiązków, żadnego protokołu zdawczo-odbiorczego – wskazywał.

Były dyrektor szczegółowo opisał również moment, w którym dowiedział się o decyzji. Jak wskazał, nastąpiło to w trakcie przygotowań do wyjazdu służbowego. – Najpierw telefon, że mam się stawić w KPRM, a chwilę później e-mail z odwołaniem – relacjonował, podkreślając nagłość sytuacji i brak wcześniejszych sygnałów, że taka decyzja w ogóle była planowana.

Prof. Szymanowski podkreślał także, że, akt odwołania nie zawierał uzasadnienia. – Otrzymane wypowiedzenie nie zawierało przyczyn – mówił. Według jego relacji, dopiero w toku postępowania sądowego poznał stawiane mu zarzuty – Dopiero z pisma w odpowiedzi na pozew dowiedziałem się, że są jakieś zarzuty wobec mojej osoby. Nigdy wcześniej o nich nie słyszałem – dodał.

Spor o zastępców dyrektora

Istotną częścią zeznań Szymanowskiego było tłumaczenie przed sądem tego, że Instytut przez długi czas nie posiadał zastępcy dyrektora. Kwestię tę podniosła pełnomocnik KPRM mec. Ewa Morawska-Sochacka, która jednocześnie jest dyrektor generalną Urzędu Komunikacji Elektronicznej.– Znalezienie osoby z biegłym językiem węgierskim jest niezwykle trudne – tłumaczył Szymanowski podkreślając, że kompetencje językowe były kluczowe dla działalności instytutu. – Z całą pewnością brak zastępcy nie miał negatywnego wpływu na funkcjonowanie instytutu – dodał. Prof. Szymanowski akcentował również, że instytut tworzył od podstaw. – To była tzw. "zielona łąka", instytut nie istniał – trzeba było go stworzyć – mówił, wskazując na skalę wyzwań organizacyjnych na początku swojej pracy.

W trakcie zeznań pojawił się także wątek tzw. "trzynastek". Jak wynika z relacji Szymanowskiego, kwestia ta była przedmiotem zmieniających się interpretacji dotyczących statusu prawnego instytutu. – Najpierw uznano, że jesteśmy jednostką uprawnioną do takich świadczeń, a potem przestano tak to interpretować – wskazywał. W swoich zeznaniach odniósł się także do kwestii nadzoru finansowego prowadzonego przez niego instytutu podkreślając brak zastrzeżeń ze strony administracji rządowej. – Sprawozdania finansowe nie były kwestionowane przez KPRM – zaznaczył, wskazując na regularne raportowanie działalności instytutu.

Mec. Młynarek: Decyzja o odwołaniu była obarczona istotnymi wadami formalnymi

W trakcie rozprawy wygłoszone zostały mowy końcowe. Pełnomocnik prof. Szymanowskiego, radca prawny Christian Młynarek, podkreślał, że jego klient został powołany na kolejną kadencję w sierpniu 2023 roku, która powinna trwać do 2028 roku. Argumentował, że mechanizm kadencyjności ma zapewniać stabilność funkcjonowania instytucji oraz jej względną niezależność od bieżących zmian politycznych, szczególnie w obszarze polityki zagranicznej.

W jego ocenie decyzja o odwołaniu była obarczona istotnymi wadami formalnymi. Pełnomocnik wskazywał przede wszystkim na brak wymaganej ustawą opinii Rady Instytutu wyrażonej w formie uchwały oraz na niewskazanie przyczyn odwołania w samym akcie. Podnosił również, że nie doszło do ziszczenia się przesłanek pozwalających na skrócenie kadencji dyrektora, a przywoływane przez stronę pozwaną okoliczności pochodziły z okresu znacznie wcześniejszego niż sama decyzja o odwołaniu. Pełnomocnik powoda zwracał także uwagę, że nawet gdyby przyjąć istnienie podstaw do odwołania, to zostały one wykorzystane po zbyt długim czasie od ich ujawnienia.

Pełnomocnik KPRM: Szymanowski chciał "zabetonować" instytut

Z kolei mec. Ewa Morawska-Sochacka, działająca w imieniu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów argumentowała, że funkcja dyrektora – choć kadencyjna – nie ma charakteru w pełni chronionego, a przepisy ustawy odsyłają do regulacji kodeksu pracy. W jej ocenie oznacza to możliwość odwołania dyrektora w każdym czasie, także bez podania przyczyny.

Pełnomocnik KPRM przekonywała również, że działania podejmowane przez Szymanowskiego mogły zmierzać do utrudnienia jego odwołania. W tym kontekście mówiła o próbie "zabetonowania się" na stanowisku. Wskazywała m.in. na brak powołania zastępcy dyrektora, który – zgodnie z przepisami – powinien przejąć obowiązki po odwołaniu szefa instytutu, a także na brak formalnej opinii Rady Instytutu. Jej zdaniem Rada mogła wydać taką opinię, również w trybie zdalnym, jednak tego nie zrobiła, co – jak sugerowała – mogło być działaniem celowym. Podkreślała przy tym, że opinia Rady ma charakter niewiążący, a jej brak nie blokuje możliwości odwołania dyrektora.

Ogłoszenie orzeczenia zostało odroczone i wyznaczone na 22 marca 2026 roku.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...