"Łomiarz" wyszedł na wolność. Dziennikarka ma obawy: Wpisał mnie na listę bliskich
Mianem "sprawy Łomiarza" określano serię napadów na terenie Warszawy (głównie w centrum miasta, m.in. w okolicach ulic Marszałkowskiej, Puławskiej, Madalińskiego i placu Zbawiciela), do której doszło w latach 1992–1993. Sprawca atakował starsze kobiety tępym narzędziem przypominającym metalową rurkę, odbierając im torebki. Pięć z zaatakowanych kobiet zmarło. W sumie śledczy podejrzewali mężczyznę o 29 napaści.
We wtorek 28 kwietnia 2026 roku Henryk R., znany jako "Łomiarz", opuścił zakład karny. Odsiadywał wyroki za serię ataków na kobiety w Warszawie w latach 90., a później za powrót do przestępstwa.
Nie podjęto decyzji o umieszczeniu R. w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie. Jednak Sąd nakazał środki zapobiegawcze – przestępca musi nosić nadajnik elektroniczny i poddać się terapii. – Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że po opuszczeniu więzienia może ponownie popełnić podobny czyn – przekazał Radiu ESKA Grzegorz Gała z Sądu Okręgowego w Łodzi. Pomimo wypuszczenia mężczyzny na wolność, służby zapewniają, że nie lekceważą zagrożenia, jakie może stwarzać. – Policja jest w stanie podwyższonej gotowości i przygotowana na monitorowanie jego zachowania po wyjściu – poinformowała rzecznik MSWiA Karolina Gałecka.
Postrach Warszawy lat 90.
"Pierwszy atak "Łomiarza" odnotowano 23 marca 1992 roku. Sprawcę zatrzymano dopiero we wrześniu 1993 roku. Początkowo skazano go na 25 lat więzienia, jednak sąd apelacyjny obniżył karę do 15 lat pozbawienia wolności. Po pierwszym wyjściu z więzienia w 2008 roku od razu wrócił do przestępstw – rok później został zatrzymany i następnie skazany za brutalny atak na kobietę. Teraz deklaruje, że chce zmienić życie" – opisuje Radio Eska. – Będę chciał iść do pracy, ułożyć sobie wszystko na nowo – mówił w 2025 roku Henryk R. Jednocześnie zapewnił, że został skazany niesłusznie.
Dziennikarka VOX FM i autorka podcastu truecrime "ZŁO. Zbrodnia Łowca Ofiara" – Marta Kiermasz – w trakcie pobytu R. za kratami, prowadziła z nim korespondencję. – W więzieniu wpisał mnie na listę bliskich osób – relacjonuje reporterka. Kontakt nawiązała na potrzeby zawodowe. W rozmowie z mediami przyznaje, że obawia się jego wizyty, którą sam zapowiedział w wysyłanych do Kiermasz listach.