Kto się boi sprawiedliwych opłat za śmieci? Ministerstwo wyrzuca "piątą metodę"

Dodano:
Pojemniki na śmieci Źródło: Unsplash / Pawel Czerwinski
Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ) wycofało z procedowanych przepisów tzw. piątą metodę naliczania opłat za odpady – fakultatywne rozwiązanie oparte na systemie PAYT (Pay-As-You-Throw). Dlaczego projekt, który popiera Unia Europejska i polscy samorządowcy-pionierzy, trafił do kosza? Odpowiedź może się kryć w lęku przed przejrzystością.

Na początku warto przypomnieć, na czym polega obecny system, do którego powracamy po wycofaniu tzw. piątej metody. Ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach przewiduje cztery metody naliczania opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi: od zużycia wody, od liczby mieszkańców gospodarstwa domowego, od powierzchni lokalu oraz od liczby osób zamieszkujących nieruchomość.

Żadna z nich nie ma jednak żadnego związku z tym, co faktycznie dzieje się przy śmietniku. Gmina nie wie, ile odpadów wytworzył dany mieszkaniec ani czy i jak segreguje odpady. Płaci się za samo zamieszkiwanie, a nie zaś za wytwarzanie odpadów. W efekcie system nie nagradza tych, którzy segregują sumiennie, ani nie karze tych, którzy nie segregują wcale. "Piąta metoda" oparta na faktycznej masie wyrzuconych odpadów miała być właśnie tym brakującym ogniwem: bodźcem ekonomicznym wymuszającym odpowiedzialność u źródła. Jak to obecnie wygląda w Europie i w Polsce?

Europa płaci za fakty

System PAYT, czyli "płać za to, co wyrzucasz", to model finansowania gospodarki odpadami, w którym wysokość opłaty ponoszonej przez mieszkańca jest bezpośrednio uzależniona od ilości wytworzonych przez niego śmieci. Według Biura Ekspertyz Sejmowych, system ten stanowi modelową implementację unijnej zasady „zanieczyszczający płaci”. W praktyce Polak mógłby swoje śmieci wrzucić do specjalnego kosza otwieranego kodem QR i oddać zważoną ilość oraz uniknąć podrzucenia śmieci do kosza przez nieuczciwego intruza.

W Europie PAYT nie jest nowinką, lecz sprawdzonym standardem. Doświadczenia Niemiec, Belgii, Austrii i wielu innych państw wskazują, że prawidłowo wdrożony PAYT prowadzi do istotnego ograniczenia ilości odpadów zmieszanych i gwałtownego wzrostu poziomów recyklingu.

Z tym ostatnim Polska ma problem i może narazić się na wysokie kary, a jednak MKiŚ odrzuciło właśnie „piątą metodę” PAYT, której zabraknie w proponowanej legislacji odpadowej. Co ciekawe, rząd Donalda Tuska idzie tu w kontrze do zaleceń unijnych. W czerwcu 2023 r. KE wydała Polsce wyraźne zalecenie rozszerzenia systemu PAYT na wszystkie gospodarstwa domowe, aby uniknąć kar za brak realizacji celów recyklingowych na rok 2025. Mało tego, Europejska Agencja Środowiska (EEA) wskazuje PAYT jako jedną z kluczowych strategii zwiększania poziomów recyklingu w państwach członkowskich.

Tymczasem polskie MKiŚ uznało, że PAYT nie może być nawet fakultatywną metodą, bo Polacy zaczną śmieci wyrzucać do lasów, a mało ich będą wykazywać w koszach na kody QR. Ten zarzut obalają jednak doświadczenia miast i gmin, gdzie PAYT już wprowadzono, a do tego pokazują, że być może za decyzją MKiŚ stoi nieczysty lobbing „mafii śmieciowej”, która faktycznie podaje zawyżone tonaże odbieranych śmieci, odbiera od samorządów pieniądze za fikcyjne kilogramy. Technologia zabrałaby mafii miliardy złotych i tak by się stało, gdyby nie nagłe odstąpienie MKiŚ od „piątej metody”.

Głos samorządów: Kody QR to przyszłość

Choć MKiŚ jako powód wycofania zmian podaje obawy niektórych związków samorządowych, praktyka włodarzy, którzy odważyli się na innowację, jest zgoła inna. –System nie jest tani. Za budowę elektronicznych wiat z całym oprogramowaniem, w siedmiu lokalizacjach, wydaliśmy niemal 6 milionów złotych. Ale z perspektywy czasu uważam, że to jedna z bardziej trafionych inwestycji. Pozytywny odbiór społeczny, aspekt edukacyjny, ekonomiczny i zdecydowana poprawa estetyki miasta sprawiły, że jako samorząd poszukujemy kolejnych środków zewnętrznych na rozbudowę tego systemu – przekonuje Adam Snarski, burmistrz Leska.

W Lesku efekty wdrożenia Systemu Indywidualnej Segregacji Odpadów (SISO) są spektakularne: poziom selektywnej zbiórki wzrósł z 45% do 70%.

Podobnego zdania jest Marta Majewska, burmistrz Hrubieszowa, która podkreśla, że „śmietniki na kod QR to przyszłość samorządów”, dająca jedyną szansę na rzetelne rozliczenie mieszkańców w blokowiskach.

– Skuteczność systemu wdrożonego w Hrubieszowie, potwierdzona już dziś konkretnymi danymi, a także doświadczenia innych samorządów, w których podobne rozwiązania funkcjonują, pozwalają stwierdzić, że jest to kierunek przyszłości. Samorządy coraz częściej muszą mierzyć się z rosnącymi kosztami gospodarki odpadami, coraz wyższymi wymaganiami dotyczącymi recyklingu i koniecznością większej transparentności systemu. Dlatego rozwiązania oparte na danych, identyfikowalności odpadów i realnej odpowiedzialności mieszkańców będą stawały się coraz bardziej powszechne – przekonuje burmistrz Majewska.

Z kolei poseł Michał Połuboczek z Konfederacji, który aktywnie promuje PAYT w Sejmie, zwraca uwagę na absurdalność argumentacji ministerstwa. W swoich wpisach na serwisie X wskazuje, że „piąta metoda” miała być jedynie opcją (fakultatywną) dla gmin, które są na to gotowe. Dlaczego więc zakazywać nowoczesności tym, którzy chcą ją wdrażać?

Śmieciowa mafia kontra kody QR

Do wątku „mafii śmieciowej” warto wrócić. Dlaczego przejrzysty system budzi taki opór? Tu dochodzimy do sedna problemu, o którym głośno mówią zwolennicy PAYT: kontroli nad masą odpadów. Obecnie systemy ryczałtowe (np. od zużycia wody czy powierzchni) są „ślepe” na to, co faktycznie dzieje się przy śmietniku. To stwarza idealne pole do nadużyć.

Firmy odbierające śmieci mogą raportować gminom wyższą wagę odebranych odpadów, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Skoro nie ma precyzyjnych danych u źródła, gmina musi wierzyć fakturze wystawionej przez odbiorcę.

Inteligentne kosze z kodami QR i systemami wagowymi (tzw. KAYT – Know-As-You-Throw) rejestrują każdy wyrzucony worek. Suma wag wszystkich worków musi zgadzać się z wagą śmieciarki. W takim układzie „dopisanie” dodatkowych ton staje się niemożliwe. W efekcie mafia śmieciowa traci miliardy.

Argumenty o „podrzutach śmieci do lasu”, którymi posłużyło się MKiŚ przy wycofywaniu projektu, są często traktowane jako wygodna przykrywka. Mówiło się też, że ktoś zamiast oddać śmieci do pojemnika na kod QR zostawi je obok. Burmistrz Snarski ucina te spekulacje: „Kamery przy nowych wiatach w ciągu kilku sekund wysyłają powiadomienie o pozostawieniu śmieci obok kosza. Dzięki temu szybko identyfikujemy osoby odpowiedzialne”.

Warto dodać, że we wszystkich krajach unijnych nigdzie nie zgłaszano plagi zaśmieconych lasów po wprowadzeniu PAYT, ale MKiŚ musiało jakoś uargumentować odejście od fakultatywnej metody z prostym algorytmem: płacisz za tyle ile wyrzucasz i tylko za swoje śmieci. Uczciwe? Owszem, ale rujnujący nieuczciwe firmy śmieciowe.

Legislacyjny paraliż

Wycofane przepisy z ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach przewidywały sprawiedliwy model dwuczłonowy. W jego skład wchodziła opłata stała pokrywająca koszty funkcjonowania systemu niezależnie od ilości śmieci i opłata zmienna zależna od rzeczywistej masy odpadów wytworzonych przez mieszkańców.

Analiza prawna Biura Ekspertyz Sejmowych dla posła Połuboczka nie pozostawia złudzeń: projektowane przepisy były zgodne z prawem UE, spełniały zasadę proporcjonalności i stwarzały niezbędny efekt bodźcowy do segregacji. Dopóki system nie zostanie uszczelniony kodami QR i wagami, polski podatnik będzie finansował nie tylko utylizację odpadów, ale i zyski tych, którzy żerują na braku transparentności.

Czy resort wróci do rozmów o PAYT? Tego nie wiadomo.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...